Stało się! Polak robi furorę. Rośnie następca Roberta Kubicy

- Bycie porównywanym do Roberta Kubicy jest bardziej pozytywne niż denerwujące. Fajnie, że typują mnie na następcę jedynego Polaka w Formule 1. Szczerze mówiąc, to nigdy nie miałem z tym problemu. Każdy z pokolenia młodych kierowców chce być jak on i trafić do Formuły 1. Widziałem parę komentarzy, że mam nie być drugim Robertem Kubicą, tylko pierwszym Kacprem Sztuką. Takie mam założenia i chcę tworzyć swoją historię - mówi Sport.pl Kacper Sztuka, 18-letni kierowca wyścigowy, któremu zostały dwa kroki, aby wejść do Formuły 1.

Kacper Sztuka w zeszłym roku wyrósł na największą nadzieję polskiego motorsportu. Wygrał Formula Winter Series i włoską F4. W tej drugiej serii szczególnie imponował w drugiej części sezonu, dojeżdżając na pierwszym miejscu w ośmiu z dziewięciu ostatnich wyścigów. Niedawno jego popularność urosła, zyskał uznanie w środowisku. Dołączył do akademii Red Bulla, dostał się do mocnego zespołu w F3. W teorii jest o dwa kroki od Formuły 1, ale musi udowodnić na torze, że warto na niego stawiać.

Zobacz wideo Skoki do wody. Robert Łukaszewicz z kwalifikacją olimpijską! "Moje marzenie sportowe się spełniło"

Życie 18-latka kręci się wokół ścigania, dlatego w rozmowie poruszyliśmy wątek jego życia poza bolidem i torem, czy ma też życie normalnego nastolatka. Porozmawialiśmy także o tym, jak reaguje na porównania do Roberta Kubicy, o jego ambicjach i planach odnośnie do wejścia do Formuły 1, o ostatnich testach w Bahrajnie oraz jego przewidywaniach na najbliższy sezon w Formule 3.

Marcin Jaz: Przede wszystkim spóźnione życzenia. 28 stycznia obchodziłeś 18. urodziny. Była impreza?

Kacper Sztuka: Dziękuję bardzo. Tak, była "osiemnastka", przyjechali znajomi z wyścigów, było uczczone.

Pytam, bo się zastanawiam, czy jako bardzo młody kierowca wyścigowy masz czas na takie normalne życie nastolatka. Kiedy nie skupiasz się wyłącznie na wyścigach, a masz czas na życie rodzinne, towarzyskie...

- Śmieję się, że rodzice specjalnie zaplanowali moje urodziny w styczniu, żebym jako 18-latek miał czas na zorganizowanie imprezy. Jest poza sezonem, więc udało się na spokojnie.

Wchodzisz w dorosłość, ale jako kierowca też już czujesz się dorosły?

- Zależy jak na to patrzeć, z której perspektywy. Jeżdżę od czwartego roku życia i dla kogoś, kto jest dzisiaj w kartingu, to jestem na pewno doświadczonym i dosyć starym kierowcą. Ale patrząc z perspektywy kogoś ścigającego się w Formule 1, to muszę się jeszcze wiele nauczyć, żeby być kierowcą kompletnym.

Zeszłoroczne sukcesy jakoś cię zmieniły? Jako człowieka, jako kierowcę?

- Może jako człowieka nie, ale jako kierowcę na pewno. Daje to pewność siebie. Dopóki się nie wygra, to nie ma żadnego potwierdzenia, jak szybkim się jest. To na pewno dodatkowy kopniak i coś, co pomaga, przechodząc do wyższych serii.

Musisz się jeszcze wiele nauczyć jako kierowca. A jak wygląda w twoim przypadku edukacja w szkole, w jakim trybie się uczysz?

- Ja jestem w szkole w "chmurze", egzaminy zdaję online. Od połowy trzeciej klasy liceum przeniosłem się na edukację domową. To było dla mnie duże ułatwienie, bo do połowy trzeciej klasy uczyłem się całkowicie normalnie i coraz trudniej było to pogodzić, było coraz więcej obowiązków poza torem. Zdałem już wszystkie egzaminy, uczę się tylko do matury, będę pisał w tym roku. Taka normalna szkoła jest skończona, będę miał wystawione świadectwo, mam wszystkie oceny.

Została tylko matura i przygotowuję się do niej dość intensywnie. Mam pięć godzin lekcji tygodniowo. Mimo że normalnie do szkoły już nie chodzę, to jeszcze z edukacją nie skończyłem.

Z czego zdajesz maturę? Poza obowiązkowymi egzaminami.

- Rozszerzenia z angielskiego i matematyki. Byłem na geografii rozszerzonej w szkole, ale odpuściłem maturę z tego przedmiotu. Tam z mapek byłem dobry, z teorii szło mi gorzej.

Bierzesz pod uwagę studia?

- Jak najbardziej, najpierw jednak matura, później decyzja, jakie to będą studia.

Rodzina Radwańskich sprzedawała obrazy, by umożliwić grę na wysokim poziomie Agnieszce i Urszuli. Rodzice Estebana Ocona, również kierowcy, zamieszkali w naczepie kempingowej, żeby zaoszczędzić na jego start w sportowym świecie. A jak było u ciebie? Ścigasz się już od czwartego roku życia.

- Aż takich sytuacji nie było. Natomiast wyścigi obciążały całą rodzinę. Nie powiedziałbym, że były sytuacje ekstremalne, jak sprzedaż dóbr rodzinnych, ale na pewno było ograniczenie dla moich sióstr. Nie mogły iść w profesjonalny sport, nie było na to pieniędzy, żeby uczestniczyły w zawodach na podobnym poziomie jak ja. Ale też nie miały ciśnienia. Sport był w domu od zawsze, ale przez to, że jeździłem w wyścigach, były też momenty, w których szczególnie starsza siostra musiała trochę oszczędniej podejść do swojego sportu.

Nie było zazdrości?

- Nie. Obie lubią wyścigi, starsza też się ścigała, zaczynała razem ze mną. Ona czuje motorsport i jest świadoma tego, że wyścigi to sport, w którym trzeba zacząć od małego i najwięcej pieniędzy i energii poświęcić w czasie dorastania. Zaakceptowała to, że to jest mój czas. Oczywiście, mogłaby się upominać o to, że ona też jest dzieckiem i chce równego traktowania, ale nigdy czegoś takiego nie było. Mam od nich pełne wsparcie.

Wyścigi są dla ciebie najważniejsze, ale traktujesz też je jako odskocznię od tego, co się dzieje na świecie?

- Właściwie to moim światem są wyścigi i bardziej odskocznią od wyścigów jest to, co się dzieje normalnie wokół, na zewnątrz. Swoje życie wiążę z wyścigami, to mój priorytet i prędzej to "normalne" życie jest odskocznią niż na odwrót.

W którym momencie swojej drogi zauważyłeś, że zaczynasz przyciągać sponsorów?

- To trzeba pytać mojego taty [Łukasz Sztuka, były kierowca rajdowy - red.]. Ja się zajmuję przede wszystkim jeżdżeniem, to mi lepiej wychodzi niż rozmowy ze sponsorami. Ale myślę, że dopiero w Formule 4 zaczęły się poważne rozmowy. Karting nie jest rozpoznawalny na świecie jako narzędzie marketingowe. Dopiero włoska F4 była otwarciem drzwi do tego świata.

Przy okazji startów i sukcesów we włoskiej F4 odczułeś wzrost popularności i rozpoznawalności?

- Na pewno widać to po liczbach w mediach społecznościowych. W prywatnym życiu nie za bardzo to odczuwam, ale coraz częściej przychodzą osoby po autograf lub zdjęcie w takie normalne dni, bez wyścigu, ale nie jest to uciążliwe.

Krok po kroku doszedłeś do F3, masz już za sobą testy - na Imoli i w Bahrajnie. Jak ty się czujesz za kierownicą tego bolidu? Czujesz, że coraz lepiej rozumiesz samochód?

- No jasne! Każdy kilometr jest bardzo ważny. Przechodząc z Formuły 4 do Formuły 3 jest duży przeskok, jeśli chodzi o prędkość w zakrętach, hamowanie, przeciążenia i moc samego auta. Każdy kilometr, jaki się robi na początku, bardzo pomaga. Kolejne dni to kolejny złapany "feeling", jest on coraz lepszy.

Są kierowcy, którzy jeżdżą już drugi lub trzeci rok w F3, mają masę testów za sobą. Trzeba będzie z nimi walczyć, więc szybka adaptacja będzie bardzo ważna.

Nie znam wszystkich torów z kalendarza, to nie będzie ułatwiać zadania. Ale np. Gabriel Bortoleto, który w pierwszym sezonie startów wygrał całe mistrzostwa, pokazał, że taki sukces jest możliwy.

A po testach w Bahrajnie jesteś w stanie wyciągnąć jakieś wnioski?

- To, co się robi na testach to jedno, a później trzeba wyciągnąć odpowiednie wnioski i przenieść to na wyścig. Myślę, że to jest podstawowa cecha młodego kierowcy, żeby uczyć się na błędach i wiedzieć, co było dobre, a co złe. Będę miał raport z testów od zespołu, żeby przeanalizować to, co się działo. W Formule 4 tego nie było. Mamy mało czasu na torze, dlatego zespoły przygotowują szczegółowe raporty. Zrobię wszystko, żeby przygotować się od strony technicznej do wyścigu, żebym dokładnie wiedział, co robić.

Ale jesteś zadowolony z tempa prezentowanego przez te trzy dni?

- Trudno powiedzieć, jakie tak naprawdę jest moje tempo. Trzeba zaznaczyć, że na testach mało o tym wiadomo. Podobnie jak w przypadku Formuły 1, często kierowcy, którzy nie stają na podium, nagle kręcą się w czołówce, a ci, którzy regularnie wygrywają, mogą być z tyłu. Jest to spowodowane tym, że każdy realizuje swój program testowy - niektórzy robią symulacje wyścigów, niektórzy kwalifikacji.

Na testach mieliśmy sześć kompletów twardych opon i dwa pośrednich. W każdej sesji był ktoś, kto wyjechał na tej bardziej miękkiej mieszance i był zdecydowanie szybszy, więc czasy na ich tle mogły wyglądać słabo. Ale w rzeczywistości porównujemy się do osób jadących na tej samej mieszance, o tej samej porze dnia. Tu było dobrze. Myślę, że tempo, które pokazaliśmy jako zespół, na pewno było na TOP 10, solidne. Tempo wyścigowe pod koniec testów też było bardzo dobre. Tu bardziej zależy od kierowcy, żeby dostosować tempo do warunków i umiejętnie zarządzać oponami. Myślę że znaleźliśmy tutaj złoty środek. Zobaczymy, jak to się przełoży na wyścig. Natomiast patrząc na dane, które mieliśmy w zespole, wyglądało to dobrze.

Tor w Bahrajnie już znasz na wylot?

- Szczerze mówiąc, to nitka toru nie jest zbyt skomplikowana i w symulatorze sporo wcześniej jeździłem. Przyjeżdżając na tor, jeszcze zrobiliśmy trackwalka [spacer po torze - red.]. Już na pierwszym kółku, przy pierwszym wyjeździe, miałem mniej więcej połapane wszystkie punkty hamowania i myślę, że od początku było dobrze. Trzeba wyczuć wszystkie limity, każde wyboje i miejsca, w których można przyciąć. To zajęło parę kółek. Takie ogóle przygotowanie przed wyjazdem na tor było bardzo dobre, dużo mi pomógł symulator.

A propos aklimatyzacji - pomówmy o twoim zespole, MP Motorsport. Jak długo zajęła ci adaptacja w ekipie?

- Myślę, że aby złapać takie naprawdę dobre flow, to trzeba trochę czasu. Natomiast od samego początku atmosfera jest naprawdę dobra. Jest to inny styl pracy niż w moim poprzednim, niemieckim zespole w F4, US Racing. Tam było raczej cicho, wszystko działo się schematycznie. Tutaj jest trochę więcej luzu, mechanicy i inżynierowie bardzo dobrze się ze sobą dogadują. Natomiast wtedy kiedy trzeba się spiąć i wyjeżdżamy na tor, wtedy jest skupienie i profesjonalizm. Myślę, że to kwestia paru wyścigów, aby w pełni się dotrzeć, ale jest pozytywnie.

Kolegów w zespole masz mocnych. Tim Tramnitz i Alex Dunne także debiutują w F3. Jak wygląda twoja relacja z nimi?

- Z nimi dotarłem się bardzo szybko. Jeździliśmy razem w przeszłości w US Racing. Z Timem, który jest trochę starszy ode mnie, znałem się głównie z widzenia i opowieści, ale złapaliśmy dobry kontakt. Z Aleksem jeździłem cały sezon i ten kontakt od zawsze był bardzo dobry, nic się nie zmieniło. Były wspólne kolacje z rodzicami i kierowcami. Atmosfera jest naprawdę dobra.

Ale na wyścigi nie jeździmy po to, by zawierać znajomości i mieć przyjaciół. Wszyscy chcemy wygrywać. Ale na razie jest fajnie, przyjemnie, nie ma żadnych spięć w zespole.

Ale gdy będziesz z nimi na torze, to będziesz traktował ich bardziej po koleżeńsku i współpracował z nimi, czy zostaną na czas wyścigu wyłącznie kolejnymi rywalami?

- To nie ten poziom, by wspierać się nawzajem i pomagać sobie na torze. Tutaj każdy walczy o swoje. Każdy jest indywidualistą. To nie są rodzinne wyścigi kartingowe w Czechach. Ale prywatnie jest okej. To ważne, żeby na tym poziomie móc rozdzielić wyścigi od normalnego życia poza torem, rozmawiać o czymś innym i mieć kolegów w swoim wieku.

Co czułeś, jak patrzyłeś na ich czasy na testach? Byli na nieco wyższych miejscach.

- Raczej się cieszyłem, że tempo zespołu jest dobre. To znaczy, że auto jest szybkie. Nie przejmuję się tym, że jestem trochę za nimi. Wiem, co jest u mnie dobre i co muszę poprawić. Ale też trudno to dokładnie powiedzieć, opierając się o same czasy na testach. Nie oddają one w pełni rzeczywistości. Każdy robi trochę co innego. Mało jest takich sytuacji, gdzie można dokładnie się porównać, jest dużo różnych aspektów, które na to wpływają. Koledzy z zespołu są szybcy i to jest pozytywne.

Dostęp do ich telemetrii sprawia, że też mogę się od nich czegoś nauczyć. Jestem od nich mniej doświadczony w autach z taką aerodynamiką. Mam największy krok do zrobienia i nikt nie zakładał, że będę od początku liderem zespołu, najszybszy. Ale na pewno postęp, jaki robiłem na testach, był zadowalający. Inżynierowie mówili, że tak, jak jechałem, to było super.

Mówisz, że robisz postęp. A ile od siebie wymagasz na torze?

- Jeżeli chodzi o testy, to nie nakładam na siebie presji. Najważniejsze jest przygotowanie się do sezonu, sprawdzenie ustawień, "wjechanie się", dotarcie z zespołem. Niektórzy te testy traktują bardzo poważnie, szczególnie część kibiców, ale dla kierowców nie ma sensu robienie szumu wokół siebie i wygraniu testów, zakładając miękką mieszankę na koniec i jadąc najszybciej. Na pewno chcę wygrywać w wyścigach. Skupiam się na tym, żeby jak najlepiej się przygotować do wyścigu i zrealizować plan zespołu.

Wspomniałeś o kibicach, a oni najczęściej porównują cię do Roberta Kubicy, bo widzą w tobie drugiego Polaka, który będzie w Formule 1. Jak ty się czujesz, widząc takie porównania? Jak reagujesz? Nie masz dosyć?

- Nie przeszkadza mi to w żadnym stopniu. Myślę, że bycie porównywanym do Roberta jest bardziej pozytywne niż denerwujące. Fajnie, że typują mnie na następcę jedynego Polaka w Formule 1. Szczerze mówiąc, to nigdy nie miałem z tym problemu, od kibiców mam zawsze pełne wsparcie. W zeszłym sezonie i dwa lata temu było sporo kibiców, którzy cały czas mocno mi kibicują, za co bardzo im dziękuję.

A Kubica był, jest dla ciebie idolem, inspiracją?

- Tak, myślę, że dla całego młodego pokolenia kierowców nim był. Każdy z nas chce być jak on i trafić do Formuły 1. Osobiście widziałem parę fajnych komentarzy, z którymi się w pełni zgadzam, że mam nie być drugim Robertem Kubicą, tylko pierwszym Kacprem Sztuką. Takie mam założenia i chcę tworzyć swoją historię.

Zostańmy jeszcze przy polskim wątku. W F3 jest jeszcze drugi Polak, Piotr Wiśnicki, który jechał już w zeszłym sezonie. Jak wygląda wasza relacja? Dzielił się z tobą swoim doświadczeniem?

- Znamy się od 2021 r., jeździliśmy razem we włoskiej F4. Bardzo fajny kierowca. Dobrze, że jest drugi Polak w stawce. Zawsze przyjemnie mi się rozmawiało z Piotrkiem i z ludźmi z jego otoczenia. Kiedy zobaczyłem, że Piotrek będzie jechał, to się ucieszyłem. Fajnie, że będzie z kim porozmawiać po polsku np. w Australii, na drugim końcu świata.

O doświadczenia z F3 go nie pytałem, zostawiamy to z boku. Rozmawiałem o doświadczeniu z F3 z innymi kierowcami, którzy byli w tej serii, mają doświadczenie, ale nie będę się z nimi ścigał. Oni bez problemu mogą powiedzieć wszystko. Za to nikt w obecnej stawce nie będzie sobie pomagał, skoro mamy się ze sobą niedługo ścigać. Poza tym fajnie jest z kierowcami pogadać też o czymś innym niż wyścigi, bo tego czasami bywa za dużo. Warto zejść na inne tematy. To dobre dla zdrowia psychicznego.

Zatem zmieńmy temat. Jaka jest dziś twoja pozycja w Red Bullu? Coś zyskałeś podczas ostatniej wizyty w Milton Keynes?

- Nie wydaje mi się, żeby było coś takiego, żeby ktokolwiek zyskał. Na pierwszych spotkaniach w akademii mówili, że oni są po to, żeby nam pomóc. Wiedzą, że jesteśmy wartościowi na tyle, żeby ścigać się jako juniorzy Red Bulla. Teraz mamy użyć narzędzi, które nam dadzą, żeby stać się jeszcze lepszymi kierowcami. Tu nie chodzi o zyskiwanie w czyichś oczach, tylko żeby być jak najszybszym na torze, jak najlepiej się przygotowywać i zdobywać cenne doświadczenie. Warto bazować na ich doświadczeniach. Skorzystałem już z symulatora, przygotowania siłowe w zimie oparte były na zaleceniach Red Bulla. Oni są po to, żeby nas wspierać, a nie żeby nas cały czas egzaminować. Zyskamy w oczach wtedy, kiedy coś wygramy. Testy i symulator nie są odnośnikiem.

Jako kierowcy akademii macie kontakt z kimś pracującym w F1, kto mógłby zrobić jakieś szkolenia?

- Nie, nie mamy kontaktu z żadnym zespołem F1. Kontaktujemy się tylko z ludźmi z akademii. Myślę, że to jest nawet lepsze, bo chodzi o to, żeby się skupić na swoich startach, swoich mistrzostwach, a nie patrzeć tak bardzo do przodu. Nie wiem, nawet, o czym mielibyśmy z nimi rozmawiać.

Ty na torze, w kokpicie, jesteś kierowcą w gorącej wodzie kąpanym, który "podpala się" każdą sytuacją, czy zachowujesz chłodną głowę?

- Myślę, że jestem kierowcą, który zachowuje chłodną głowę w takich sytuacjach. Nigdy się nie podpalam. Trzymam nerwy na wodzy, to się przydaje szczególnie pod presją, która narasta. Zawsze spokojnie i racjonalnie staram się podchodzić do wyścigów. Myślę, że takie podejście jest prawidłowe.

Ale zdarzyło ci się przekląć pod kaskiem?

- Tak, zdarzyło się parę razy. Myślę, że każdemu się to zdarza. Czasami się to przydaje, żeby szybko wyrzucić z siebie emocje i skupić się z powrotem na swojej jeździe.

Ty postrzegasz siebie jako czysty talent, czy bardziej wypracowujesz sobie kolejne umiejętności jako kierowca?

- Uważam, że praca jest zdecydowanie ważniejsza od talentu.

Zatem jakiego Kacpra Sztuki możemy się spodziewać w tym sezonie?

- Dobre pytanie. Myślę, że na pewno postęp z wyścigu na wyścig będzie ważny, szczególnie w pierwszym sezonie startów. W zespole mówiliśmy o tym, że bardzo ważny będzie wyciąganie wniosków, poprawianie się cały czas. Ważne, żeby od razu zacząć mocno, nie popełniać błędów z przeszłości i dowozić punkty, podia, wygrane. Będę na pewno zawsze starał się wygrać, dam z siebie sto procent na każdym wyścigu.

Pewnie nie będzie tak kolorowo jak we włoskiej F4, gdzie szczególnie w końcówce byłem w stanie wygrać praktycznie wszystko. To nie są mistrzostwa, w których będzie można takie rzeczy robić.

A jakiego wyścigu w Bahrajnie się spodziewasz?

- Moim celem minimum jest bycie w najlepszej 12 w kwalifikacjach, bo do pierwszego wyścigu sprinterskiego jest odwrócona kolejność pierwszej 12 na starcie. Patrzyłem na statystyki z poprzednich lat i bycie w pierwszej 12 gwarantowało dobre wyniki punktowe na przestrzeni całego weekendu. Będę starał się wygrać, nie będę się zadowalał np. ósmym miejscem.

Do pierwszego startu zostało niewiele czasu. Co zamierzasz robić w najbliższych dniach? Możesz jakoś poprawić swoją formę?

- W tak krótkim czasie najlepsze, co mogę zrobić, to przygotować się mentalnie, bo fizycznie już na to trochę za późno. Nie mam braków, ale przygotowanie psychiczne to jedyne, co pozostało. Trzeba będzie przeanalizować testy, telemetrię, przegadać plan na wyścig z inżynierami i mechanikami, by zmaksymalizować swoje osiągi i nie popełnić błędów typowych dla debiutantów. Ważne będzie ogarnięcie się w chaosie w kwalifikacjach i w wyścigu. Poza tym będę robił to, co zawsze, czyli siłownia i treningi na symulatorze dla utrzymania dyspozycji.

Poruszmy wątek twojej przyszłości i tego, jak ty ją widzisz. Do Formuły 1 zostały ci tak naprawdę dwa kroki do wykonania, ale to będą dwa bardzo duże kroki. Ścigasz się od dziecka. Ile procent tej drogi do F1 już przeszedłeś?

- Procentowo trudno to ocenić, ale przetrwałem w tym sporcie już 14 lat i myślę, że spora część drogi za mną, ale najtrudniejsza właśnie przede mną. Czekają mnie mistrzostwa F3 w tym roku. Mam nadzieję, że w następnych latach będzie Formuła 2 i później Formuła 1. To będą najtrudniejsze sezony, sezony wielkiej próby. Muszę się dobrze się pokazać, zaimponować i nie robić błędów. To największe wyzwanie, z jakim będę się mierzył.

A ile lat dajesz sobie na wejście do F1?

- Myślę, że to się rozwiąże maksymalnie w ciągu czterech lat. Jak się popatrzy na kierowców, którzy dochodzą do Formuły 1, to oni spędzają nie więcej niż dwa lata w Formule 3, nie więcej niż dwa lata w Formule 2.

Wyobraźmy sobie taką sytuację - Kacper Sztuka awansuje do F1 z pominięciem F2. To dla ciebie realne?

- Myślę, że żaden kierowca by nie odmówił, gdyby miał taką ofertę. Ale w ostatnich latach nie było takiej sytuacji, by ktoś przechodził bezpośrednio z Formuły 3 do Formuły 1, mimo że było sporo utalentowanych kierowców. Nie sądzę, że ten format drogi do F1, który aktualnie funkcjonuje, pozwalałby na to. Chociaż dwóch kierowców z Formuły 3 z akademii Williamsa wzięło udział w testach dla młodych kierowców na koniec sezonu. To na pewno będzie dla mnie realne, ale osobiście się na to nie nastawiam. Chcę po prostu zrobić jak najlepszą robotę w F3. Zobaczę, co będzie później. O mojej przyszłości zdecyduje Red Bull. Na pewno zdecydują dobrze, o to się nie martwię. Ja mam tylko jechać jak najszybciej.

A sponsorzy mają coś do powiedzenia w sprawie twojej przyszłości?

- Dotychczas działaliśmy ze sponsorami w porozumieniu, polegali na naszym doświadczeniu. To my jesteśmy w tym świecie motorsportu. Bardziej od nas zależy, na jakie kroki się decydujemy i sponsorzy mnie w tym wspierają. Nie mają ciśnienia na robienie czegoś, czego nie chcemy.

A jeśli się nie uda wejść do F1? Masz plan B?

- Nie mam. Skupiam się wyłącznie na wejściu do Formuły 1. Robię swoją robotę, chcę robić kolejne kroki do F1. Na razie nie zakładam żadnego planu B.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.