Po tym transferze cały świat wstrzymał oddech. Wszystko wyszło na jaw

Lewis Hamilton, zmieniając Mercedesa na Ferrari od sezonu 2025, stał się bohaterem jednego z największych transferów w historii motorsportu. Plotki pojawiały się od jakiegoś czasu, ale sprawa nabrała rozmachu dopiero niedawno. Brytyjczyk zszokował wszystkie osoby związane z Formułą 1, ale najbardziej Toto Wolffa i pracowników Mercedesa. Szef zespołu dowiedział się o transferze osobiście od Hamiltona.

Wraz z końcem sezonu 2024 Lewis Hamilton odejdzie z Mercedesa. Skorzystał z klauzuli, która pozwalała mu na wcześniejsze rozwiązanie umowy, którą miał ważną do końca 2025 r. Ferrari poinformowało, że Brytyjczyk otrzymał wieloletni kontrakt. Włoskie media sugerują, że Hamilton podpisał umowę na dwa lata z możliwością przedłużenia o rok.

Zobacz wideo Przemysław Babiarz dostał pytanie o swoją przyszłość w TVP. "Daj Boże"

Hamilton zaskoczył praktycznie wszystkich

Ferrari i Lewis Hamilton chcieli, by sprawa negocjacji transferowych nie wyciekła do mediów. To miał być news, który zaskoczy środowisko, podobnie jak odejście Hamiltona z McLarena do Mercedesa ogłoszone w 2012 r. Jednak latem pojawiały się doniesienia o rozmowach, ale wówczas traktowano je jako zwykłe plotki. Poza tym w sierpniu minionego roku Brytyjczyk podpisał nową umowę z Mercedesem. Wydawało się, że temat odejścia jest zamknięty.

Jak donosi motorsport.com, rozmowy miały wciąż trwać. Były prowadzone po cichu i za plecami Mercedesa. Hamilton osiągnął porozumienie z Ferrari. Jednak zanim Włosi ogłosiliby to oficjalnie, siedmiokrotny mistrz świata chciał o wszystkim poinformować Mercedesa. Bardzo mu zależało na tym, by informacje wyszły od niego.

Jako pierwszy o zmianie zespołu dowiedział się Toto Wolff. W zeszłą środę odbyło się coroczne spotkanie Austriaka z kierowcą. Podczas takiej rozmowy podsumowują obaj zeszły sezon. Sam Wolff uważał, że takie cykliczne spotkania to dobra forma, by "wyłożyć wszystko na stół, niektóre frustracje i nieprzedyskutowane tematy, zastanowić się nad nimi oraz wszystko przeanalizować".

Tym razem nie było rozmów o tym, co było rok temu i będzie w najbliższym sezonie. Głównym tematem było odejście Hamiltona. Wolff miał być na początku bardzo zdziwiony tym, że Brytyjczyk podjął decyzję już teraz, ale próbował ją zrozumieć.

- Powiedział, że odczuł potrzebę zmiany. Jestem w stanie go zrozumieć. Był tutaj razem z nami przez 12 lat. Nie wiem, czy którykolwiek kierowca był tak długo w jednym zespole. Odnieśliśmy ogromne sukcesy. Wiedzieliśmy, że podpisanie takiego kontraktu może być korzystne dla obu stron. Chodziło o to, by zostawić jemu i jednocześnie nam otwarte opcje. Ale zdecydował się na podpisane długoterminowej umowy z Ferrari. To duża rzecz na koniec jego kariery - wyjawił Wolff na antenie Sky Sports.

- Te wydarzenia nie są dla mnie zaskoczeniem, prędzej czas, kiedy to się stało. Potrzebował nowego środowiska i być może to była ostatnia szansa, żeby zrobić coś innego w F1. Nie mam do niego żadnej urazy. Wydaje mi się jednak, że to, co próbował zrobić, to dać nam dużo czasu na podjęcie decyzji, co chcemy zrobić w przyszłym roku - dodał.

W tym samym czasie do fabryki Mercedesa w Brackley wpłynęły dokumenty, na mocy których Hamilton rozwiązywał umowę po sezonie 2024. Przekazał je Marc Hynes, współpracownik Hamiltona. Wieść o tym szybko rozniosła się po firmie, ale nie dopuszczono do wycieku do mediów.

Świat dowiedział się o rozmowach i transferze tydzień później. Wczoraj po południu Wolff zorganizował pilne spotkanie z pracownikami Mercedsa, by oficjalnie ogłosić odejście Hamiltona po zakończeniu tego sezonu. To było zebranie online, bo Wolff przebywał w Mediolanie na spotkaniu z przedstawicielami producenta opon Pirelli. Część pracowników wciąż była zszokowana decyzją Hamiltona.

W sezonie 2025 Lewis Hamilton stworzy duet kierowców Ferrari z Monakijczykiem Charlesem Leclerkiem, który niedawno podpisał nowy, wieloletni kontrakt. Według włoskich mediów Hamilton ma zarabiać w nowym zespole 50 mln euro rocznie.

Więcej o:
Copyright © Agora SA