Nowy zespół w F1, którego nikt nie chce. Straty liczone w setkach mln dolarów

Andretti Autosport nastawia się na jak najszybsze wejście do Formuły 1. Drzwi szeroko chce otworzyć FIA, ale sama F1 nie jest taka chętna. Nikt oficjalnie nie podaje powodów tej niechęci, ale chodzi o pieniądze. Po wejściu Andrettiego reszta stawki będzie dostawać mniejszy kawałek tortu, pozycja zespołów na amerykańskim rynku będzie gorsza, a to może oznaczać nawet kilkaset milionów dolarów straty.

Michael Andretti, syn mistrza świata Mario Andrettiego, od kilku lat myśli o wejściu do Formuły 1 z własnym zespołem. Do tej pory był to zbyt drogi biznes. Dopiero nowa generacja bolidów, przepisy o limicie budżetowym i perspektywa nowych silników zaczęły przyciągać zainteresowanie poszczególnych marek, inwestorów i biznesmenów. Do F1 puka wielu młodych i zdolnych kierowców, ale często muszą czekać na szansę latami lub w ogóle jej nie dostają. Aspekt czysto sportowy schodzi na drugi plan, kiedy pojawia się kwestia finansów. A na wejściu Andrettiego mogą stracić inne zespoły. I to więcej, niż może się wydawać.

Zobacz wideo Paweł Fajdek podważa wyniki plebiscytu: Dałbym siebie na drugim miejscu!

Andretti widzi siebie w F1

Andretii Autosport to uznany zespół na amerykańskim rynku motorsportowym. Od 20 lat bierze udział w serii IndyCar, ściga się też w Formule E oraz IMSA, czyli wyścigach długodystansowych. Chce rozszerzyć swoją działalność o Formułę 1. Plan jest ambitny - Andretii pragnie, by zespół był jedynym w pełni amerykańskim w stawce.

Podpisano już umowę z General Motors, na mocy której nawiązano współpracę ze słynną marką Cadillac. Trwa budowa fabryki w Indianapolis. - General Motors i Andretti łączą dziedzictwo zrodzone z miłości do wyścigów. Mamy teraz okazję połączyć nasze pasje do sportów motorowych i zaangażować się wspólnie w innowacje, aby zbudować prawdziwie amerykańską ofertę dla F1 - powiedział Michael Andretti.

Amerykanin ma już pewnego dostawcę silników, ale nie zdradza, kto nim jest. Dużo się mówiło o współpracy z Renault. Realnym terminem na wejście do F1 jest rok 2026, kiedy zmienią się silniki. Zostaną odchudzone o MGU-H, czyli generator energii cieplnej, który był powszechnie krytykowany za swoją masę, awaryjność i nieefektywność w silniku hybrydowym. Brak tego elementu oznacza znacznie niższe koszty budowy silnika. Andretti chce wejść szybciej, bo już w 2024 r., żeby lepiej zrozumieć paddock, funkcjonowanie serii i przygotować się na zmiany w regulaminie.

Sama FIA jest pozytywnie nastawiona na dołączenie Andrettiego do Formuły 1. Prezydent federacji Mohammed ben Sulayem nie ukrywał, że chciałby, by stało się to szybciej niż później. Czeka na rozwój wydarzeń.

Jednocześnie szef federacji dolewa oliwy do ognia. Wytyka niechęć całej F1 i zarządzającym serią Liberty Media. Co prawda nikt ze środowiska nie skomentował oficjalnie umowy Andrettiego z Cadillakiem, ale tajemnicą poliszynela jest, że w paddocku niechętnie patrzy się na dołączenie nowego zespołu.

"Jestem zaskoczony nieprzyjazną reakcją na informacje o zainteresowaniu Cadillaca i Andrettiego. Powinniśmy wspierać takie inicjatywy autorstwa światowych koncernów i doświadczonych w motorsporcie osób, takich jak Andretti" - napisał ben Sulayem na Twitterze.

Iga ŚwiątekTrybuny w Melbourne oszalały, gdy Iga Świątek w końcu przegrała gema

F1 kontra Andretti

Aby wejść do F1, Amerykanin musi mieć gotowy zespół - z bazą, personelem, fabryką, całym zapleczem i zaplanowaną logistyką. To wszystko jest do załatwienia i Andretti już buduje fundamenty pod swój team w F1. Do tego dochodzi wpisowe 200 mln dol. za wejście do serii. Taka kwota nie jest problemem dla Andrettiego, bo większość i tak opłaciłby Cadillac. Ale sam fakt zapłaty jest problemem dla innych zespołów.

Cała kwota trafi do nich do podziału. Ma to wynagrodzić ich ewentualne straty w pierwszym sezonie spowodowane wejściem nowej ekipy. Przyjście Amerykanina z Cadillakiem może też spowolnić proces finansowego odbicia się zespołów po pandemii koronawirusa. Nieoficjalnie głosy w paddocku są takie, że kwota 200 mln dol. jest za mała, szczególnie przy wzrostach kosztów pracy zespołów wywołanych inflacją. Zdaniem ekip wpisowe powinno być dziś ponad trzy razy większe i sięgać nawet 700 mln dol. Ale jakiekolwiek zmiany w tej kwestii mogą wejść w życie dopiero od 2026 r. wraz z nowym porozumieniem między zespołami F1 a FIA.

Dla wszystkich teamów cała sytuacja z podchodami Andrettiego to "polityczna gierka", która nie ma nic wspólnego z chęcią sportowej rywalizacji, a ben Sulayem dość prywatnie traktuje sprawę Amerykanina. O krytycznym podejściu paddocku pisały BBC, motorsport.com, "The Race" i "Auto Motor und Sport".

Kilka miesięcy temu spółka Liberty Media miała rozmawiać z Andrettim na temat jego planów wejścia do F1 i nie zareagowała pozytywnie na te wieści. Głównie dlatego, że osoby zarządzające serią wątpiły, czy Andretti będzie konkurencyjnym zespołem, czy będzie w ogonie stawki jak Manor w 2016 lub inne mniejsze ekipy we wcześniejszych latach.

W F1 słychać głosy, że należy zakazać sponsoringu w stylu Cadillaca, który będzie podpisywał silniki swoją nazwą, choć wyprodukowała je zupełnie inna firma. Zdaniem paddocku to pójście na łatwiznę. Na dodanej nazwie marki zyskują w ten sposób Aston Martin i Alfa Romeo.

Dochodzi też kwestia amerykańskich sponsorów, którzy po wejściu Andrettiego mogą bardziej zainteresować się F1. W negocjacjach Amerykanin byłby traktowany priorytetowo, by móc budować amerykańską tożsamość w serii.

Pozostałe zespoły mają wtedy gorszą pozycję startową w rozmowach, nawet amerykański Haas, którego z USA łączy jedynie właściciel, szef zespołu i zapewne zespołu mechaników. Jeśli Andretti porozumiałby się z nowym sponsorem z USA, jest do przodu o kilkadziesiąt milionów dolarów.

Wystarczy spojrzeć na obecną listę sponsorów Andrettiego, bez podziału na serie i rodzaje współprac. Ponad 100 firm widnieje jako partnerzy i sponsorzy. W dużej mierze są to firmy amerykańskie, z różnych dziedzin. Z większych, bardziej kojarzonych na rynku międzynarodowym są to m.in. Honda, DHL, HP, Yahoo!, Oakley, CircleK, Kimoa, Sharp. Mobil 1, Goodyear, Siemens, Firestone, Optus i Isuzu. Andretti ma zatem z czego czerpać i gdzie szukać nowych, obiecujących perspektyw. Marka Cadillac też powinna przyciągać uwagę.

Novak DjokovićDjoković jest wściekły na Eurosport i władze tenisa. "Linczują mnie publicznie"

Andretti ryzykuje, ale ma sojusznika

Zdaniem BBC Andretti i tak nie wie, w co się tak naprawdę pakuje. Brytyjczycy wskazują na brak znajomości F1, a nie da się ot tak zrozumieć serii. Większość ekip ma ulokowane siedziby w Wielkiej Brytanii, więc stacja krytykuje pomysł skupienia się na rozwoju w USA. Na Wyspach miałaby jedynie działać filia, baza pomocnicza zespołu Andrettiego. Większość specjalistów jest z Europy, a logistycznie bardziej opłaca się fabryka w Wielkiej Brytanii.

Przeciwna jego wejściu jest cała F1, ale Andretii ma potężnego sojusznika w postaci FIA, która cały czas ma wpływ na serię. Nawet jeśli federacja była krytykowana za swoje działania, to też potrafiła udowodnić, że bez niej Formuła 1 byłaby naprawdę chaotyczna.

Sprawa Andrettiego to też walka o wpływy w FIA i F1, by móc jak najwięcej ugrać na nowym porozumieniu Concorde. Jedni chcą bardziej otworzyć świat królowej motorsportu, drudzy wolą zabetonować, by mieć dla siebie jak największe kawałki tortu.

Biorąc pod uwagę wieloletnie doświadczenie Andrettiego w motorsporcie, można spokojnie zakładać, że stworzy zespół walczący przynajmniej o środek stawki. Zabierze punkty innym, a punkty to dodatkowe pieniądze. Ale swoją konkurencyjnością może zmobilizować zespoły do rozwoju technologii wyścigowych, szukania innych źródeł finansowania (niekoniecznie w Ameryce), poprawy wydajności i płynności pracy pod każdym względem. Kwoty krążące w sporcie są coraz większe. A nawet jeśli Andretti będzie miał słabszy zespół, to nie wpłynie to negatywnie na wartość F1. Wystarczy przypomnieć historie Haasa z 2021 r., Williamsa z 2019 i Saubera z 2017. Ich kryzysy nie miały żadnego znaczenia dla finansów serii.

- Nie jestem zaskoczony tym, jak zespoły się do tej sytuacji odnoszą. Są chciwe, myślą tylko o sobie, a nie o tym, co jest najlepsze dla F1. Widzę różnicę między prezydentem Mohammedem a opinią szefów zespołów. Prezydent Mohammed naprawdę patrzy na przyszłość tego sportu. Cadillac będzie naprawdę mocno zaangażowany w budowę samochodu - podsumował Andretti w rozmowie  "Forbesem".

Więcej o: