Kubica ma żal po powrocie do F1. "Nie dostałem uwagi, na którą zasłużyłem"

Robert Kubica udzielił szczerego wywiadu dla portalu racingnews365.com. Polak uważa, że dziś mógł nadal z powodzeniem jeździć w F1, gdyby w 2019 roku, po powrocie do rywalizacji, miał do dyspozycji lepszy bolid. Ma także żal do środowiska królowej motorsportu, które nie doceniło wówczas jego starań. - Nie zdobyłem uznania, na które zasłużyłem - mówi.

Robert Kubica był jednym z topowych kierowców F1, gdy feralnego 6 lutego 2011 roku przydarzył mu się ciężki wypadek podczas rajdu Ronde di Andora. Kariera Polaka stanęła w miejscu. Nie liczył się już powrót do sportu, a zdrowia. Mimo poważnych obrażeń Kubica był w stanie wrócić do ścigania, a w 2019 roku ponownie został kierowcą wyścigowym F1. 

Zobacz wideo Kubicy o zwycięstwie w F1 przypominają dziennikarze i social media. "Czuję się szczęściarzem"

Robert Kubica szczerze o wypadku i powrocie do F1. "Nie dostałem uwagi, na którą zasłużyłem"

Związał się z Williamsem, wówczas najsłabszą ekipą w stawce konstruktorów. Przez cały sezon udało się jej wywalczyć zaledwie jeden punkt, właśnie za sprawą Roberta Kubicy, który finiszował na dziesiątym miejscu podczas GP Niemiec. Dziś Kubica jest przekonany, że nadal jeździłby w F1, gdyby po powrocie w 2019 roku miał do dyspozycji lepszy bolid. 

Hungary F1 GP Auto RacingFernando Alonso ośmiesza szefa Alpine. Potężny chaos w zespole F1

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

- Tamten rok w Williamsie był bardzo trudny i utrudnił mi kontynuację kariery w F1. Jeżeli wówczas miałbym dobry samochód, bez wątpliwości nadal jeździłbym w F1, ale niestety nie było tak. Świat Formuły 1 to bardzo twarde środowisko, podobnie jak w każdym sporcie na najwyższym poziomie. Mogę jednak powiedzieć, że powrót był największym sukcesem mojej kariery - powiedział w rozmowie z racingnews365.com. - Wielu fanów pewnie się ze mną nie zgodzi i powiedzą, że byłem nieprawdopodobnie zły - dodał. 

Krakowianin ma żal do ludzi z padoku F1. Uważa, że nie doceniono jego starań i osiągnięć. Zdecydowanie więcej uwagi poświęcano wówczas George'owi Russelowi, drugiemu kierowcy Williamsa, który jednak nie zdołał wywalczyć choćby punktu.

- Ludzie zapominają też, że to ja byłem tym, który zdołał zdobyć punkt w tamtym sezonie, a to nie było łatwe zadanie w tamtym samochodzie. Ja nadal jestem dumny z punktu zdobytego podczas GP Niemiec. To był ważny moment w mojej karierze wyścigowej. To była kulminacja bardzo długiej drogi, jaką przeszedłem by wrócić do bolidu Formuły 1 i w ogóle do życia. Moment, który pamięta niestety niewiele osób, ale tak to działa w F1 - mówi. 

Kubica doskonale zdaje sobie jednak sprawę, jak wielki odniósł sukces. Jest nim oczywiście sam powrót do ścigania na najwyższym poziomie po tak ciężkim wypadku i kilkuletniej przerwie. Zauważa też, że są w życiu rzeczy ważniejsze, niż sport. - Powiedzmy sobie szczerze - byłem bliżej śmierci niż życia przez te lata. Wiem co czułem i jak te trudne momenty uczyniły mnie silniejszym. Jednocześnie to sprawia, że bardziej doceniasz życie. Negatywne momenty mogę teraz szybko odłożyć na bok ze względu na to, co przeszedłem - powiedział. 

- W pewnym sensie wypadek sprawił, że moje życie stało się lepsze, bo stałem się go bardziej świadomy. Biorąc to pod uwagę, szkoda, że świat F1 nigdy nie docenił mojego powrotu i punktu, który zdobyłem. Czułem, że to nie ja byłem tym, który ma go zdobyć. Nie dostałem uwagi, na którą zasłużyłem - stwierdził 37-latek. 

Obecnie Robert Kubica jest kierowcą testowym i rozwojowym Alfy Romeo i rzadko ma okazję usiąść za kierownicą bolidu wyścigowego. Każdy z takich momentów jest dla niego niezwykle cenny i cieszy się, że może pomagać zespołowi. - Dostaję bardzo mało czasu za kierownicą, bo nie ma już nielimitowanych testów, które były kiedyś. Nie jest więc łatwo wskoczyć po miesiącu przerwy. Nadal jednak dobrze sobie radzę i cieszę się jazdą za każdym razem - podsumował. 

Hungary F1 GP Auto RacingMax Verstappen potępia zachowanie kibiców Red Bulla. "Obrzydliwe"

Więcej o: