Krzyk grozy Charlesa Leclerca, koszmar Ferrari. "Ogarnijcie się". Verstappen triumfuje

Max Verstappen z Red Bulla okazał się najlepszy w niedzielnym Grand Prix Francji na torze Paula Ricarda w Le Castellet. Holenderski mistrz świata wyprzedził dwóch kierowców Mercedesa - Lewisa Hamiltona i George'a Russella. Najwięcej emocji wzbudziło jednak zamieszanie w zespole Ferrari, którego efektem był chociażby wypadek jadącego na pierwszej pozycji Charlesa Leclerca. - Nieeeeeeeeee - krzyczał przez radio.

Mistrz świata Max Verstappen wygrał już siódmy wyścig w tym sezonie Formuły 1. Tym razem znakomity Holender okazał się najlepszy w Grand Prix Francji. Na torze Paula Ricarda w Le Castellet Verstappen objął prowadzenie po wypadku Charlesa Leclerca na 18. okrążeniu i spokojnie prowadząc przez ponad połowę wyścigu pewnie dojechał do mety.

Zobacz wideo Widzew po ośmiu latach wrócił do ekstraklasy. "Już nigdy nie będzie szedł sam"

Niespodzianką był fakt, że po raz pierwszy w tym sezonie na podium uplasowało się także dwóch kierowców Mercedesa. Pewne drugie miejsce zajął Lewis Hamilton, a trzeci, po udanym wyprzedzeniu Sergio Pereza w samej końcówce, był George Russell. 

Wielkie zamieszanie w Ferrari. Lider Leclerc uderzył w bandę, Sainz kazał zespołowi "się ogarnąć"

Wyścig we Francji był kolejnym koszmarem Ferrari. Charles Leclerc na początku jechał na prowadzeniu, rozpaczliwie broniąc swojej pozycji przed atakami Maxa Verstappena. Po kilkunastu okrążeniach bezradny przy próbach wyprzedzania Holender zjechał na wymianę opon, podczas gdy Leclerc pozostał na torze, próbując wykorzystać tę sytuację. Ta strategia szybko się na nim i całym zespole Ferrari zemściła, bo na 18. okrążeniu Leclerc wpadł na jednym z zakrętów w poślizg i ze sporą siłą wbił się w bandę złożoną z opon. Zareagował na to rozpaczliwym okrzykiem "nieeeeeeeeeee", ale to wszystko, na co już mógł sobie pozwolić, bo był to już koniec rywalizacji. 

Spain F1 GP Auto RacingPolicja znalazła zegarek Leclerca. Złodzieje sprzedali go po "promocyjnej" cenie

Choć chwilę po wypadku Leclerc narzekał na problem z pedałem gazu, niedługo później w wywiadach miał już inny pogląd na to zdarzenie. - Straciłem przyczepność tyłu. Nie wygląda to na żaden problem techniczny, mogłem wyjechać za szeroko tylnym kołem na brud. To mój błąd. Jeśli dalej będę popełniał takie błędy, to nie zasługuję na zdobycie tytułu - cytował Monakijczyka dziennikarz Mikołaj Sokół. 

To jednak nie był koniec zamieszania w zespole Ferrari, bo "najlepsze" pod tym względem miało jeszcze nadejść z udziałem Carlosa Sainza. Ze względu na wymianę silnika Hiszpan startował z drugiej połowy stawki i walczył jak lew o odrabianie kolejnych pozycji.

Na kilkanaście okrążeń przed końcem, Sainz dobierał się do jadącego na trzecim miejscu Sergio Pereza z Red Bulla, a gdy już wyprzedzał Meksykanina, inżynier wyścigowy Ferrari... zaczął ściągać go do alei serwisowej na wymianę opon. "Nie teraz, nie teraz" - krzyczał Sainz, który już po wyprzedzeniu Pereza kazał swojemu zespołowi "się ogarnąć". Mimo to, Hiszpan i tak ściągnięty do alei serwisowej, co kosztowało go utratę kilku pozycji. Ferrari obawiało się, że na ostatnich okrążeniach zużyte pośrednie opony w bolidzie Sainza nie wytrzymają i podzieli oni los Leclerca. Sainz finiszował ostatecznie piąty. 

Dzięki kolejnej wygranej, Max Verstappen (Red Bull) z 233 punktami powiększył swoją przewagę nad drugim Charlesem Leclerciem (Ferrari, 170 pkt) do 63 punktów. Trzecie miejsce zajmuje Sergio Perez (Red Bull, 163 pkt), a kolejne pozycje przypadają Carlosowi Sainzowi (Ferrari, 144 pkt), George'owi Russellowi (Mercedes, 143 pkt) i Lewisowi Hamiltonowi (Mercedes, 127 pkt). 

Więcej o: