Kierowcy panikują, FIA z nich kpi. "90 milionów dolarów powodów"

Karol Górka
Formuła 1 skompromitowała się decyzją o kontynuacji rywalizacji kierowców w Arabii Saudyjskiej. Jak jednak podkreślał Max Verstappen, jest ku temu aż "90 milionów dolarów powodów". Co więcej, kierowcy zostali postawieni przed wyborem między ściganiem a aresztem. I to powinien być definitywny koniec związków F1 z Arabią Saudyjską na kolejne lata.

Piątkowe treningi w GP Arabii Saudyjskiej zdominował temat ataku rakietowego na jeden z budynków firmy Aramco, znajdujący się dziesięć kilometrów od toru w Dżuddzie. "Podczas pierwszej sesji treningowej weekendu poza torem widoczne były kłęby dymu i ogień, a kierowcy i dziennikarze obecni na miejscu zgłaszali, że podczas jazdy czuć spaleniznę. Wtedy w większości nie byli jednak świadomi, że ten zapach nie ma związku z samochodami czy jakimiś problemami bezpośrednio na torze" - opisywał tę sytuację na Sport.pl Jakub Balcerski.

Zobacz wideo Adam Małysz ujawnia plan na nowego trenera skoczków. "Rozmowy trwają i są bardzo zaawansowane"

Jeszcze przed drugim piątkowym treningiem odbyło się spotkanie zespołów, po którym ustalono, że trening się odbędzie, choć z 15-minutowym opóźnieniem, a po nim podjęte zostaną wiążące decyzje. Na tym spotkaniu błyskawicznie ustalono, że wyścig odbędzie się zgodnie z planem, pod czym jednomyślnie podpisali się szefowie wszystkich ekip. Wówczas jednak sprawy w swoje ręce chcieli wziąć sami kierowcy. 

Mistrz świata Max Verstappen pokazuje, że zamierza zdobył drugi tytułMax Verstappen miażdży Netflixa. "Zrobili z niego niezłego chu.."

Wstrząsające informacje BBC. Kierowcy mieli zostać zmuszeni do startu

Cztery godziny trwało spotkanie kierowców, podczas którego rozmawiano o możliwym bojkocie rywalizacji w Dżuddzie. Dopiero przed trzecią czasu lokalnego przekazano wieści, że weekend będzie przebiegać zgodnie z planem. Wstrząsające informacje po spotkaniu przekazali dziennikarze BBC. Według ich doniesień kierowcy mieli zostać zmuszeni do startu pod groźbą "trudności z opuszczeniem Arabii Saudyjskiej". A już w przeszłości sportowcy, którzy znaleźli się w Arabii Saudyjskiej, mieli z tym trudności.

W 2019 roku po gali WWE czołowe gwiazdy były przetrzymywane na lotnisku przez kilka godzin. Zarzekali się wówczas, że więcej do Arabii Saudyjskiej nie powrócą, po tym, jak wyszło na jaw, że organizatorzy nie zapłacili pieniędzy za prawo do organizacji gali. I - jak dotąd - wrestlerzy do Arabii Saudyjskiej nie wrócili.

Schumacher opuszcza GP Arabii. Schumacher opuszcza GP Arabii. "Jestem zaskoczony, że wciąż tu jesteśmy"

Verstappen zauważa "90 milionów dolarów powodów", by F1 była w Arabii Saudyjskiej

I w przypadku Formuły 1 pieniądze znowu mogły mieć gigantyczne znaczenie. Max Verstappen już w ubiegłym roku sugerował, że wyścig odbywa się w Arabii Saudyjskiej, gdyż organizatorzy mają "90 milionów dolarów powodów", by ściągnąć F1 do siebie. To gigantyczne kwoty, prawdopodobnie najwyższe w historii Formuły 1. Gdy do kalendarza wchodziły wyścigi w Bahrajnie czy Abu Zabi, opłaty licencyjne dla nich wynosiły ok. 50 milionów dolarów, co na ówczesne czasy było rekordowymi stawkami.

Jak duże znaczenie mają pieniądze przy podejmowaniu decyzji o odwołaniu wyścigu? Wystarczy spojrzeć w przeszłość. Gdy w 2020 r. wybuchła pandemia koronawirusa, nikt nie myślał jeszcze o odwołaniu rywalizacji. Wszystkie ekipy zgodnie z planem pojawiły się w Australii. Na miejscu okazało się, że jeden z członków ekipy McLarena jest zakażony koronawirusem, a zespół jeszcze w czwartek podjął decyzję o wycofaniu z GP Australii. Natychmiast rozpoczęły się dyskusje, czy wyścig powinien dojść do skutku.

Zespoły były podzielone. Dopiero gdy Daimler podjął decyzję, że Mercedes wycofa się z rywalizacji, stało się jasne, że z czterema ekipami na starcie wyścig nie wystartuje. Przez kilka godzin nikt nie miał odwagi, by ogłosić, że GP Australii zostało odwołane. Dlaczego? Bo ogromne znaczenie miał fakt, kto ogłosi decyzję o odwołaniu rywalizacji. Gdyby zrobiły to władze Formuły 1, musiałyby wypłacić odszkodowanie organizatorowi. Jeśli organizator, straciłby gigantyczne pieniądze poniesione na organizację wyścigu, a do tego musiałby zwrócić koszty biletów.

F1 znów się kompromituje. I znów chodzi o pieniądze

Ostatecznie wyszła jedna wielka farsa, a decyzja o odwołaniu rywalizacji pojawiła się w momencie, gdy kibice stali pod bramkami, by wejść na tor, a członkowie ekip pojawili się w padoku, by przygotowywać bolidy. Wtedy jednak mowa była o znacznie mniejszych kwotach niż w przypadku Arabii Saudyjskiej. To doskonale pokazało, że wszystko w Formule 1 rozchodzi się o pieniądze i nikt nie miał odwagi podpisać się pod decyzją o stracie kilkudziesięciu milionów dolarów.

Podobnie było tym razem w Arabii Saudyjskiej. Władze F1 nie chciały stracić tak gigantycznych pieniędzy, które potem zostaną podzielone między zespoły, a organizator nie uważa, że istniały jakiekolwiek przeciwskazania, by wyścig przebiegł zgodnie z planem. Jak podkreślał Toto Wolff, szef Mercedesa, wszyscy dostali zapewnienia, że "tor jest prawdopodobnie najbezpieczniejszym miejscem w Arabii Saudyjskiej". I nikomu nie przeszkadza fakt, że w transmisji telewizyjnej było widać dym z płonących budynków Aramco.

Największa rewolucja w F1 stała się faktem. Kibice dostali to, na co czekaliNajwiększa rewolucja w F1 stała się faktem. Kibice dostali to, na co czekali

Rakiety latające nad Arabią Saudyjską nie są niczym nowym. W ubiegłym roku, podczas rundy Formuły E, system Patriot zestrzelił rakiety, które przeleciały nad stolicą Arabii. W tym samym czasie na podium dekorowano najlepszych kierowców wyścigu. Międzynarodowa Federacja Samochodowa podkreślała wówczas, że gdyby istniało realne zagrożenie, to żadna seria wyścigowa nie pojawiłaby się w Arabii Saudyjskiej. Jak widać, choć rakiety uderzyły zaledwie dziesięć kilometrów od toru, to nadal za mało, by poważnie zająć się kwestiami bezpieczeństwa kierowców i członków ekip.

Więcej o: