To był niezwykły finał sezonu Formuły 1. Pod wieloma względami: scenariusz, jaki napisała końcówka wyścigu i wygrana w Abu Zabi dająca Maxowi Verstappenowi mistrzowski tytuł po wyprzedzeniu Lewisa Hamiltona na ostatnim okrążeniu to jedno, ale walka przeniosła się do gabinetów.
Tam z sędziami dyskutowali już szefowie zespołów. I toczyli zapewne batalię wcale nie mniej intensywną niż w przypadku tej na torze. Mercedes zgłosił dwa protesty do oficjalnych rezultatów mistrzostw, ale te zostały odrzucone. Może jeszcze się odwoływać od tej decyzji.
Pojawiają się wielkie kontrowersje dotyczące finalnych rozstrzygnięć i wydarzeń z ostatniego okrążenia. Chodzi choćby o kwestię oddublowania się jedynie części stawki w trakcie neutralizacji, skoro w przepisach jest mowa o wszystkich samochodach, które potrzebują wrócić na swoją pozycję przed restartem wyścigu. To ułatwiło sprawę wyprzedzenia Hamiltona Verstappenowi, a szef Mercedesa, Toto Wolff krzyczał do dyrektora wyścigu, Michaela Masiego, że "to nieodpowiednie rozwiązanie". Niczego jednak nie wskórał.
Brytyjskie media po braku mistrzostwa świata dla Lewisa Hamiltona zaczęły pisać, że został z niego okradziony. Na Twitterze powstała nawet akcja "#IStandWithLewisHamilton" wściekłych na takie zakończenie sezonu kibiców. Przebiła się do trendów serwisu. Ma wesprzeć kierowcę Mercedesa i uświadomić władzom Formuły 1, że zdaniem części fanów Hamilton został oszukany. Jej mocno przesadzona część zawiera jednak nawoływanie do kibiców kierowcy, żeby wysyłać do kontaktów związanych z władzami F1 i jej sponsorami maile sugerujące, że wyniki nie powinny zostać uznane.
Sam Hamilton w emocjach w ostatnich zakrętach toru powiedział przez team radio "To jest zmanipulowane", a później po przekroczeniu mety już milczał. W wypowiedziach dla oficjalnego przekazu F1 skupiał się na gratulacjach dla Verstappena, pokazując tym samym wielką klasę.
Tymczasem filmiki z użyciem fragmentu komunikatu radiowego są usuwane przez spółkę zajmującą się serią, czyli Liberty Media. W tłumaczeniu pojawiają się tłumaczenia dotyczące użycia filmików bez praw do wykorzystywania fragmentów transmisji z wyścigów. Inna sprawa, że jeden z użytkowników, że jeszcze niedawno można było je wrzucać do sieci w ramach polityki dowolnego użytku. Zresztą, Liberty Media nie zajmuje się innymi fragmentami nagminnie używanymi na Twitterze, czy YouTube. Z jakiegoś powodu wybrano akurat ten.
Czy warto snuć teorie spiskowe? Zdecydowanie nie. Chodzi o oczyszczenie wizerunku samej spółki, która chciałaby, żeby w internecie pozostało jak najmniej fragmentów transmisji wskazujących na błędy dyrekcji wyścigu, które ewidentnie w Abu Zabi wystąpiły.
Wygląda jednak na to, że błędy nie wystarczą na tyle, żeby tytuł mistrza świata został odebrany Maxowi Verstappenowi. Trudno spodziewać się, żeby kierowca Red Bulla miał cierpieć ze względu na nieporadność sędziów i dyrekcji wyścigu, pod kierownictwem Michaela Masiego, który nie poradził sobie z tą sytuacją.