Szefowie F1 wpadli w furię przez Lewisa Hamiltona. "To było bez sensu"

Lewis Hamilton skrytykował postawę władz Formuły 1 za wydarzenia podczas Grand Prix Belgii. Siedmiokrotny mistrz świata domagał się zwrotu pieniędzy kibiców za bilety, co nie spodobało się szefom F1. - Mógł wyrazić swoją opinię prywatnie, ale nie w taki sposób - powiedziała jedna z osób w padoku w rozmowie z brytyjskim "Daily Mailem".

Za nami prawdopodobnie najdziwniejszy weekend z Grand Prix w historii Formuły 1. Kierowcy pokonali trzy okrążenia za samochodem bezpieczeństwa, dzięki czemu, zgodnie z regulaminem, mogli otrzymać połowę punktów za wyścig. Takie rozwiązanie zostało wykorzystane przez ulewny deszcz, przez który wstrzymywano rywalizację przez kilka godzin. Kolejność była taka sama, jak podczas sobotnich kwalifikacji - pierwsze miejsce zajął Max Verstappen, drugie - George Russell, a trzecie - Lewis Hamilton.

Zobacz wideo F1 2021 - zobacz pierwsze wideo z gry

Szefowie Formuły 1 wściekli na Lewisa Hamiltona. Kierowca Mercedesa domagał się zwrotu pieniędzy za bilety dla kibiców

Lewis Hamilton zakończył "rywalizację" w Grand Prix Belgii na trzecim miejscu, dzięki czemu otrzymał 7,5 pkt do klasyfikacji generalnej kierowców. Siedmiokrotny mistrz świata nie ukrywał jednak swojej złości w rozmowie z dziennikarzami Sky Sports. "Pieniądze przemówiły. Kibice zostali okradzeni z wyścigu. Wyjechaliśmy na trzy okrążenia po to, aby wszystko było zgodne z regulaminem. Wszystko po to, aby każdy mógł dostać swoje pieniądze. Mam nadzieję, że kibice odzyskają pieniądze za bilety, bo nie zobaczyli tego, po co przyszli na tor" - powiedział Hamilton.

Brytyjski "Daily Mail" rozmawiał z jedną z kluczowych osób w padoku Formuły 1, która nie była zadowolona ze słów wypowiedzianych przez kierowcę Mercedesa. "Lewis mówi o zwrocie pieniędzy dla fanów, choć sam zarabia miliony. Pieniądze gwarantują spokojną pracę dla jego zespołu, a sam albo oddaje niewiele, albo nie oddaje nic. Mógł wyrazić swoją opinię prywatnie, poza kamerami, a nie w taki sposób, jak to zrobił. To było bez sensu" - powiedziała.

Na torze Spa-Francorchamps pojawiło się 75 tys kibiców, a ceny biletów wahały się od 107 do 505 funtów. Prezes FIA Jean Todt zapowiedział, że specjalna komisja sprawdzi przepisy pod kątem wydarzeń z Grand Prix Belgii. Z kolei były prezes F1 Bernie Ecclestone wypunktował działanie władz podczas wyścigu. "My ścigaliśmy się w gorszych warunkach i nie odwoływaliśmy wyścigu. Nikt im nie przystawiał pistoletu do głowy. O 15:00 powiedziałbym: spróbujmy o 16:00 lub 16:30. Wtedy warunki się nie poprawiły. Gdybym był w padoku, to uznałbym, że ściganie jest cholernie niebezpieczne" - przyznał.

Więcej o: