Podczas niedzielnego wyścigu w ramach IndyCar Series doszło do pożaru w samochodzie kierowanym przez Romaina Grosjeana. W pojeździe zapaliły się przednie hamulce. Kierowca, doświadczony po zeszłorocznych wydarzeniach, błyskawicznie opuścił pojazd. Następnie 35-latek chwycił gaśnicę, którą podał mu jeden z pracowników toru.
Grosjean podbiegł do pojazdu i próbował samodzielnie ugasić ogień, gdy na miejscu zjawił się zespół bezpieczeństwa. Kierowca został odciągnięty siłą przez jednego z członków zespołu. Francuz początkowo próbował podejść jeszcze do samochodu, jednak zrezygnowany rzucił gaśnicę i stanął obok płonącego pojazdu.
Całe szczęście pożar w IndyCar Series nie rozwinął się tak, jak podczas Formuły 1 w 2020 roku. 29 listopada, w trakcie wyścigu o Grand Prix Bahrajnu, bolid Romaina Grosjeana (który ścigał się w zespole Haasa) uderzył w bandy ochronne. Pojazd rozpadł się wówczas na dwie części i eksplodował. Kierowcy udało się uciec z pojazdu o własnych siłach, ale doznał poważnych oparzeń rąk. Sędziowie wywiesili czerwoną flagę i przerwali wyścig.
Był to ostatni wyścig Grosjeana w F1, który już wcześniej dowiedział się, że jego kontrakt z Haas nie zostanie przedłużony. Po wypadku Francuz rozważał przejście na emeryturę, ale po wyzdrowieniu postanowił dołączyć do IndyCar na sezon 2021/2022. - Będę nowicjuszem. Ostatni raz jeździłem autem podobnym do tych z IndyCar w 2011 roku, w serii GP2. Będę musiał się wiele nauczyć... - mówił kierowca przed rozpoczęciem wyścigów.