Takiej wojny w Formule 1 nie było od dawna. Kibice wreszcie dostali czego chcieli

Takiej walki chcieli wszyscy fani Formuły 1! Lewis Hamilton (Mercedes) musi bronić się przed atakami Maxa Verstappena (Red Bull) w rywalizacji o tytuł mistrza świata. Po raz pierwszy od 2012 roku kierowcy różnych ekip mogą do końca sezonu walczyć o koronę. Już pierwsze cztery wyścigi pokazały, że na torze będzie iskrzyć między tą dwójką, a kwestią czasu jest, kiedy przynajmniej jeden z nich stanie się ofiarą tej wojny.

Lewis Hamilton wraz z Mercedesem zdominowali Formułę 1 w erze silników hybrydowych. Niemiecka ekipa zdobyła siedem tytułów mistrzowskich w klasyfikacji konstruktorów, a Brytyjczyk sześć tytułów w klasyfikacji kierowców. I trzeba oddać królowi, co królewskie - wykonali tytaniczną pracę, by znaleźć się w tym miejscu, w którym aktualnie są. Setki milionów euro wydawane rokrocznie na rozwój bolidu sprawiły, że żaden z zespołów nie był w stanie nawet realnie pomyśleć o nawiązaniu rywalizacji z Mercedesem.

Zobacz wideo F1 może wprowadzić zmiany po wypadku Grosjeana. Nie wszystko zadziałało

I choć w 2017 i 2018 roku Sebastian Vettel próbował wraz z Ferrari włączyć się do walki o tytuł, spadek formy i błędy strategiczne w końcówce sezonu sprawiały, że to Lewis Hamilton sięgał po mistrzowską koronę. Zapowiedzi włoskiej ekipy co roku zapowiadały, że to będzie "ten sezon", jednak niemal arcymistrzowska precyzja strategów Mercedesa sprawiała, że fani ekipy z Maranello musieli godzić się z kolejnymi porażkami. Nie bez powodu w mediach społecznościowych zasłynęło określenie "grande strategia", określające kolejne błędy strategiczne, powodujące kolejne porażki - często w wyścigach, gdzie kolejne zwycięstwa były na wyciągnięcie ręki.

Kobiety pracujące przy F1 przerywają milczenie. "To jakaś forma prostytucji. Jesteśmy towarem, ozdobą"

Młody, gniewny Verstappen

Tymczasem za plecami Ferrari i Mercedesa, coraz bliżej czołówki znajdował się Red Bull, który wprowadzał Maxa Verstappena na szczyt. Holender miał kilka lat od swojego zwycięskiego debiutu w 2016 roku, aby przygotować się do walki o tytuł. I w tym roku, wreszcie ma bolid, który pozwala mu rywalizować na równi z Lewisem Hamiltonem. Pierwsze wyścigi tego sezonu pokazały, że Holender nie zamierza odpuszczać choćby przez moment, chcąc wykorzystać każdą okazję do pokonania Brytyjczyka na torze.

Trudno jednak porównać pojedynek Vettela z Hamiltonem do pojedynku Hamiltona z Verstappenem. Choć Ferrari miało wszystko, żeby zagrozić Mercedesowi, Niemiec nawet przez chwilę nie myślał o tak agresywnej walce jak ta, którą już na początku tego sezonu pokazał Holender. Pierwsze cztery rundy udowodniły, że Verstappen w walce o tytuł nie cofnie się przed niczym, nawet jeśli przyjdzie mu za to zapłacić wysoką cenę.

Charles Leclerc zdobył pole position po kwalifikacjach do GP Monako, ale rozbił bolid na swoim ostatnim okrążeniuSłodko-gorzkie pole postion dla Ferrari! Czekali ponad 500 dni, ale Leclerc rozbił bolid! Fatalny wynik Hamiltona!

W Bahrajnie Verstappen zaatakował agresywnie Hamiltona po zewnętrznej. Wówczas musiał oddać pozycję i nie zdołał po raz drugi zaatakować swojego rywala. Ale już dwa tygodnie na Imoli nie odpuścił. W pierwszym zakręcie ostro wypchnął Brytyjczyka z toru, ryzykując, ze dojdzie między nimi do kolizji. Hamilton musiał odpuścić i tylko szczęście pozwoliło mu nie uszkodzić swojego bolidu na wysokich krawężnikach.

W Portugalii było nieco spokojniej. Hamilton wyprzedził Verstappena na torze, zachowując "bezpieczny" dystans między obydwoma bolidami. Ale w Hiszpanii Holender, podrażniony faktem, że to Hamilton prowadził w klasyfikacji kierowców, bezpardonowo wcisnął się pod łokieć Brytyjczyka. Po raz kolejny obaj niemal zderzyli się ze sobą, ryzykując zakończenie wyścigu już na pierwszym okrążeniu. Brytyjczyk odpuścił, co mu się ostatecznie opłaciło - wykorzystał przewagę strategiczną i zwyciężył po raz trzeci w tym roku.

Nicolas Latifi i Mick Schumacher rozbili swoje bolidy podczas trzeciego treningu przed kwalifikacjami GP MonakoDwa rozbite bolidy w Monako. "Pocałował" barierę, a później był tylko pasażerem [WIDEO]

Jeszcze "zaiskrzy" między Verstappenem a Hamiltonem

Verstappen tłumaczył się ze swojego manewru po zakończeniu rywalizacji. - Nie mam niczego do udowodnienia. Sądzę, że unikanie kontaktów działa w obydwie strony. Ścigamy się twardo, uniknęliśmy kontaktu i mam nadzieję, że możemy robić to dalej - powiedział, cytowany przez oficjalną stronę Formuły 1.

Jednego można być w tym sezonie pewnym - między tą dwójką jeszcze będzie iskrzyć. Verstappen ma bolid, który pozwala walczyć o tytuł mistrza świata, a Holender zrobi wszystko, żeby z tej okazji skorzystać. Hamilton ma okazję, żeby pobić rekord Michaela Schumachera i zdobyć ósmy tytuł mistrza świata, przechodząc do historii. Dlatego wydaje się właściwie nieuniknione, że w pewnym momencie jeden z nich przesadzi i dojdzie między nimi do kolizji. Pytanie, kto padnie jej ofiarą - Verstappen czy Hamilton?

Obydwaj już znają smak kolizji ze sobą

W przeszłości między tą dwójką już doszło do kontaktu. Właśnie na ulicach Monte Carlo, w 2019 roku. Wówczas liderem był Hamilton, który z powodu zużytych opon jechał fatalnym tempem. Za jego plecami był Verstappen, który mógłby jechać znacznie szybciej, gdyby nie jadący przed nim Brytyjczyk. Holender spróbował ataku do szykany za tunelem, najlepszego miejsca do wyprzedzania na torze. Wówczas jednak jego atak był zbyt agresywny, uderzył w bolid Mercedesa. Szczęśliwie, obydwaj uniknęli większych uszkodzeń, a Hamilton utrzymał prowadzenie do samej mety.