"Zobaczyliśmy wielką kulę płomieni. Ćwiczenia nie obejmowały takiego zdarzenia"

- Kiedy zobaczyliśmy połowę bolidu i wielką kulę płomieni, wiedzieliśmy, że mamy tylko sekundy na reakcję - opowiadał o wypadku Romaina Grosjeana kierowca samochodu medycznego na torze w Bahrajnie.

Obtarcie z innym kierowcą, iskry, strata panowania nad bolidem, potem wjazd w barierki, trzask, eksplozja i płomienie. Tak we fragmentach wyglądał bardzo groźny wypadek Romaina Grosjeana na torze w Bahrajnie.

Zobacz wideo Nowy kalendarz F1 ma małe szanse na realizację

Potem były nerwowe sekundy oczekiwania, w trakcie których na miejsce dotarła ekipa ratunkowa. Skromny oddział na miejsce dowiózł Alan Van de Merwe, kierowca wyścigowy, który w Bahrajnie prowadził samochód medyczny. Opowiedział, jak nerwowe momenty wyglądały od strony ratowników.

Robert KubicaRobert Kubica opowiedział o swoich planach. "To jest już jasne od kilku miesięcy"

Zajęło mu to 28 sekund. - Podczas ćwiczeń zawsze przygotowujemy się do kilku scenariuszy, więc mniej więcej wiemy, jak działać. Ale tam, to było zaskakujące. Kiedy zobaczyliśmy połowę bolidu i wielką kulę płomieni, wiedzieliśmy, że mamy tylko sekundy na reakcję. Ćwiczenia nie obejmowały dokładnie takiego zdarzenia. Reagowaliśmy instynktownie - mówił pochodzący z RPA kierowca na antenie brytyjskiego Sky Sports.

"Widziałem, jak Romain próbuje się podnieść"

- Na pierwszym okrążeniu jak zwykle jechaliśmy za kierowcami bolidów. Szybko zauważyliśmy ogromny płomień. Gdy dotarliśmy na miejsce, widok był jednak dziwny. Pół samochodu było na torze, pół za barierą. To tamta część stawała w coraz większych płomieniach. Widziałem, jak Romain próbuje się podnieść. Potrzebowaliśmy sposobu, aby do niego dotrzeć, więc użyliśmy gaśnicy, która posłużyła do stłumienia płomieni. Romain był już wtedy na tyle blisko, że mogłem go dosięgnąć i przeciągnąć przez barierę - opowiada Ian Roberts, lekarz jadący w samochodzie medycznym.

Grosjean na pewno miał dużo szczęścia, ale po jego stronie były też zabezpieczenia, jakie wprowadziła F1: bariery ochronne, pasy, Hans i system halo (pałąk chroniący głowę).

- Parę lat temu nie byłem zwolennikiem systemu halo, ale teraz myślę, że to najlepsza rzecz, jaką mogła wprowadzić Formuła 1. Bez niego nie byłbym w stanie dzisiaj z wami rozmawiać - powiedział Grosjean na krótkim wideo zarejestrowanym w szpitalnym łóżku.

Francuski kierowca cierpi jedynie z powodu oparzeń biodra i prawej ręki (lewa dłoń poparzona jest mniej), ma także dwa połamane palce u nóg. Jak na rozmiar wypadku, który pokazywały telewizyjne kamery i pożar, który widać było w jego monokoku to niewiele.

Niewiarygodne! Tyle zostało z bolidu F1 po wypadku! Jak kierowca mógł to przeżyć?!Niewiarygodne! Tyle zostało z bolidu F1 po wypadku! Jak kierowca mógł to przeżyć?!

Po wyjściu z samochodu pilot Haasa został natychmiast zabrany przez doktora Robertsa w okolice samochodu medycznego. - Powiedziałem mu, żeby usiadł. Bardzo się trząsł, a jego szybka w kasku była całkowicie ciemna, fragmentami stopiona. Udało mi się zdjąć ten hełm. Sprawdziłem, czy nie doznał urazów głowy. Mówił, że bolały go stopy i ręce. Widząc, że nie dzieje się z nim nic złego, zdecydowaliśmy się więc przenieść go do karetki, a potem helikopterem poleciał do szpitala - relacjonował Roberts.

Pierwsi ratownicy byli przy palącym się bolidzie Grosjeana w kilkanaście sekund, bo ekipy przeszkolone w gaszeniu pożarów są rozlokowane wzdłuż całego toru. Po drugie - samochód medyczny zawsze podąża za kierowcami tuż po starcie, na wypadek takich sytuacji.