Erdogan wydał wielkie pieniądze na powrót F1. Weekend może okazać się kompromitacją "Ten tor to g****"

Jakub Balcerski
Recep Erdogan bardzo chciał powrotu Turcji do kalendarza Formuły 1. Gdy wywalczył jej miejsce w obecnym sezonie, sfinansował nawet remont asfaltu na torze Istanbul Park. Stan obiektu przed wyścigiem był jednak fatalny, a podczas piątkowych treningów zrobiło się z niego lodowisko. Te problemy mogą przynieść jeden z najbardziej kuriozalnych weekendów Grand Prix w historii F1, co uderzyłoby także w wizerunek prezydenta Turcji.

Grand Prix Turcji wraca do kalendarza Formuły 1 po dziewięciu latach. Ostatni raz kierowcy rywalizowali na torze Intercity Istanbul Park w 2012 roku, gdy zwyciężał Sebastian Vettel jeżdżący wówczas dla Red Bulla. Później był praktycznie nieużytkowany, aż Turkom udało się dostać do planów na obecny sezon po tym, jak część obiektów musiała zrezygnować z organizacji weekendów Grand Prix ze względu na epidemię koronawirusa. Wydawało się, że tor pod Stambułem to idealne miejsce na końcówkę wyścigu - dobre warunki pogodowe, zamożni właściciele toru i władze państwowe, a także duże możliwości promowania własnej marki. Nikt nie spodziewał się wtedy, że weekend może się okazać katastrofą.

Zobacz wideo Nowe informacje ws. przyszłości Roberta Kubicy! Nie ma już żadnych szans. Absolutnie

Ogromne problemy podczas treningów przed GP Turcji. Tor jak lodowisko!

Już podczas piątkowych treningów wszystko poszło nie po myśli organizatorów. Okazało się, że tor, na którym zmieniano asfalt specjalnie na ten weekend, był w kiepskim stanie i w wielu miejscach wyciekał z niego olej. Postanowiono go oczyścić. Woda nie zdążyła jeszcze do końca wyschnąć, a poranny chłód (w ten weekend sesje zaplanowano wyjątkowo wcześnie, co tym bardziej nie pomoże organizatorom) sprawił, że długo nieużywany obiekt miał bardzo niską temperaturę. W zasadzie nie był przystosowany do rywalizacji bolidów Formuły 1, zamienił się w lodowisko. To cud, że pomimo dużych problemów kierowców z nadsterownością i kilkunastu obróceń samochodów, nie doszło do żadnego poważniejszego wypadku.

Lewis Hamilton podczas Grand Prix Eifel na torze Nurburgring dwa tygodnie temu. Gdy wówczas wyrównał rekord Michaela Schumachera, syn Niemca, Mick Schumacher, dał Brytyjczykowi kask swojego ojca.Lewis Hamilton grzmi po absurdalnych treningach F1! "To przerażające. Wyrzucili pieniądze w błoto"

Hamilton: "Ten tor to g**** przez wielkie G"

Kimi Raikkonen opisywał warunki jako "dalekie od ideału". Był o wiele łagodniejszy od Lewisa Hamiltona. - Tu jest gorzej niż w Portimao, a tam mieliśmy przecież do czynienia z zupełnie nowym asfaltem. Tutaj opony po prostu nie pracują, to jak jazda po lodzie. Przejazd okrążenia nie daje ci żadnej radości. Z jakiegoś powodu, nie wiem dlaczego, nawierzchnia jest tutaj ekstremalnie gładka. Starsze tory mają to do siebie, że są bardziej "otwarte" pomiędzy nawierzchnią i oponą. Asfalt tutaj jest zamknięty, płaski, błyszczący i wycieka z niego olej. To g**** przez wielkie G - stwierdził po treningach Brytyjczyk, który w niedzielę będzie miał szansę, żeby zapewnić sobie tutaj swój siódmy tytuł mistrzowski w karierze. Wyników piątkowych sesji nie chciał nawet komentować, twierdząc, że nie dał rady nawet raz złapać odpowiedniego balansu swojego bolidu, żeby wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Poziom treningów i fatalnego przygotowania toru wskazuje fakt, że czas najlepszego w pierwszym treningu Maxa Verstappena (1.35.077) był o 10 sekund gorszy od pole position Romaina Grosjeana z 2011 roku. Tylko Francuz nie jeździł jeszcze w F1, a w juniorskiej serii GP2, jeżdżącej słabszymi samochodami.

Raikkonen i BottasAnormalne warunki przed GP Turcji. Kierowcy nie byli w stanie jeździć [WIDEO]

Taki rozwój sytuacji wzbudził wiele emocji wśród kibiców i dziennikarzy. Zły stan toru pod Stambułem może oznaczać, że przed wyścigiem najlepsze zespoły mogą mieć bardzo mało danych, by jak najlepiej wykorzystać swoją dotychczasową przewagę nad innymi. To daje szansę na emocjonującą rywalizację i ciekawe rozstrzygnięcia, bo znalezienie właściwej przyczepności i tempa będzie niemalże niemożliwe. Inne nastroje panują po stronie zarządzających przebiegiem weekendu. Informacje dla organizatorów są coraz gorsze, bo na torze już w piątek po treningach spadł deszcz, który zmył co najmniej część gumy, którą rano naniosły na nią bolidy. To sprawiło spory ból głowy Vuralowi Akowi, właścicielowi obiektu. Po treningach próbował zrzucić winę na władze Formuły 1. - FIA i komisja techniczna twierdziły w raporcie, że asfalt jest perfekcyjny - mówił cytowany przez portal fanatik.com.tr.

Drogowe samochody nagumowały tor dla bolidów F1. To może być antyreklama dla całej Turcji

Turecki biznesmen jest prawdopodobnie jedną z niewielu osób, które w ostatnim czasie wyjeżdżały na tor. Jest pasjonatą motorsportu, uczestnikiem Rajdu Dakar i kolekcjonerem samochodów. Ma kilka modeli klasy GT3, ale także setki kupionych aut od niemieckich marek. - Jest najważniejszym klientem Audi i Volkswagena w Turcji. Dookoła toru na parkingach stoi tysiąc nowiutkich passatów i A4 ustawionych jak żołnierze - opisywał rok temu portal drivetribe.com. I taką armię Ak posłał w piątkowy wieczór na chłodny i zimny tor Istanbul Park. Tak, samochody drogowe starały się nagumować i nieco rozgrzać obiekt specjalnie dla bolidów Formuły 1. To obrazek, jakiego do tej pory nikt nie spodziewał się zobaczyć. A i tak wszystko może pójść na marne, jeśli w sobotę i niedzielę spadnie deszcz, co jest zapowiadane w wielu prognozach.

Na początku tygodnia w Stambule kręcono oficjalny spot z udziałem bolidów AlphaTauri i Red Bulla dla Formuły 1 i Turcji, które wkrótce mają się dzięki niemu dalej wzajemnie promować. To wzbudziło plotki o możliwej dłuższej współpracy władz F1 i toru Istanbul Park, ale nie ma go w prowizorycznym kalendarzu na przyszły sezon. W piątek szef Formuły 1, Chase Carey potwierdził, że toczą się rozmowy o organizacji wyścigu w Turcji od 2022 roku przez kilka kolejnych sezonów. Pojawiające się kłopoty podczas tegorocznego weekendu temu na pewno nie pomogą. Tak ważne dla Turków wydarzenie, które miało się stać świetną okazją do ekspozycji walorów i siły kraju, może zostać nawet jego antyreklamą. Na wszystko z niepokojem patrzy prezydent Recep Tayyip Erdogan. To on już trzy lata temu oświadczył, że zamierza rozmawiać z władzami serii o powrocie wyścigu o GP Turcji do kalendarza. Wtedy mu się nie udało. Teraz pomogła mu nie tylko epidemia koronawirusa, przez którą zrobiło się miejsce dla Istanbul Park, ale przede wszystkim środki, jakie polityk zdecydował się przekazać na organizację całego weekendu.

Sebastian Vettel i jego kask na GP TurcjiSebastian Vettel podzielił polskich kibiców. Wyjątkowy kask powodem kontrowersji

Erdogan sfinansował remont asfaltu, na który narzekają kierowcy. Ich krytyka uderzy także w niego

Erdogan zapewnił firmie Intercity pełne wsparcie, jakiego trzeba było, żeby F1 znów zawitała do Turcji. Na początku chciał nawet, żeby na tor mogli wejść kibice. Organizatorzy zapewniali, że to możliwe. Rzucili nawet liczbę - 100 tysięcy osób, które miały znaleźć się na trybunach, płacąc za bilet 30 lir tureckich, czyli niespełna 15 złotych! Te plany szybko zmienił jednak wzrost zakażeń w całym kraju. Gdy ogłoszono, że wyścig odbędzie się bez udziału publiczności, przybywało ich po półtora tysiąca dziennie. Teraz jest to już nawet blisko trzech tysięcy chorych.

Kimi Raikkonen i Robert KubicaWielkie wyróżnienie dla Roberta Kubicy! Tylko jeden kierowca lepszy od Polaka

Prezydent Turcji sfinansował także te usprawnienia, na które w piątek tak wyraźnie narzekali kierowcy. - Prace trwały pod pełnym nadzorem prezydenta. Zaczęły się 10 października i zostały szybko ukończone. Asfalt powstał z różnych materiałów, które wykonaliśmy i dostarczyliśmy na Istanbul Park - mówił cytowany przez hurriyet.tr minister transportu i insfrastruktury Turcji Adil Karaismailoglu. Każda krytyczna wypowiedź zawodników o przygotowaniu obiektu będzie zatem uderzała w wizerunek Erdogana.

W sobotę i niedzielę start kwalifikacji i wyścigu uświetni nawet przelot tureckich sił powietrznych, Soloturk - takie to miało być święto dla całego kraju. A możemy być świadkami jednego z najbardziej kuriozalnych weekendów w całej historii Formuły 1. Poza tym, że rywalizacja na pewno będzie ciekawa do śledzenia ze względu na problemy ekip z danymi i ciągłym zapoznawaniem się z warunkami na torze, stanie się także niebezpieczna. W sobotę zespoły będą miały czas na ostatnie treningowe przejazdy po torze podczas trzeciej wolnej sesji o godzinie 10 czasu polskiego. Kwalifikacje rozpoczną się o 13, a niedzielny wyścig zaplanowano na 11:10.

  • F1. Klasyfikacja MŚ kierowców

    lp. zawodnik punkty
    1 Lewis Hamilton 413
    2 Valtteri Bottas 326
    3 Max Verstappen 278
    4 Charles Leclerc 264
    5 Sebastian Vettel 240
    6 Carlos Sainz 96
    7 Pierre Gasly 95
    8 Alexander Albon 92
    9 Daniel Ricciardo 54
    10 Sergio Perez 52
    11 Lando Norris 49
    12 Kimi Raikkonen 43
    13 Daniił Kwiat 37
    14 Nico Hulkenberg 37
    15 Lance Stroll 21
    16 Kevin Magnussen 20
    17 Antonio Giovinazzi 14
    18 Romain Grosjean 8
    19 Robert Kubica 1
    20 George Russell 0

  • F1. Klasyfikacja MŚ teamów

    lp. team punkty
    1 Mercedes 739
    2 Ferrari 504
    3 Red Bull Racing Honda 417
    4 McLaren Renault 145
    5 Renault 91
    6 Scuderia Toro Rosso Honda 85
    7 Racing Point BWT Mercedes 73
    8 Alfa Romeo Racing Ferrari 57
    9 Haas Ferrari 28
    10 Williams Mercedes 1