Walka o olbrzymie pieniądze wciąż trwa! F1 potrzebuje kolejnych wyścigów

Ten sezon Formuły 1 miał wyglądać zupełnie inaczej. Sytuacja na świecie sprawiła jednak, że kalendarz trzeba było ułożyć zupełnie na nowo. Z tego powodu skorzystać mogą właściciele obiektów, którzy nie mieliby szans na organizację wyścigu F1. A szanse mają na to duże, bo Liberty Media potrzebuje kolejnych wyścigów, aby zachować olbrzymie pieniądze dla zespołów.

Według pierwotnego planu w 2020 roku miało odbyć się rekordowe 22 wyścigi, w tym nowe rundy na torach w Wietnamie i Holandii. Tego planu nie uda się zrealizować w związku z pandemią koronawirusa. Liberty Media, właściciel praw do Formuły 1, chce maksymalnie wykorzystać czas od 5 lipca, gdy wystartuje GP Austrii, pierwsza runda po przerwie, do połowy grudnia, gdy odbędzie się ostatni wyścig na torze w Abu Dhabi. 

Zobacz wideo "Życie kierowców F1 będzie wyglądało zupełnie inaczej. Powrót do gokartów"

Według nieoficjalnych doniesień, łącznie kierowcy rywalizowaliby w 18 wyścigach, a sezon zakończyłby się 13 grudnia na torze Yas Marina w Abu Dhabi. Natężenie kolejnych rund byłoby ogromne, aby maksymalnie zwiększyć ich liczbę, gdyby z powodu pandemii koronawirusa konieczne okazało się odwołanie któregokolwiek z wyścigów. Takie ryzyko nadal wisi nad rywalizacją m.in. w Stanach Zjednoczonych czy Rosji, gdzie liczba codziennych zakażeń nadal jest bardzo wysoka. 

Dotychczas władze Formuły 1 potwierdziły kalendarz na pierwsze osiem wyścigów. Sezon rozpocznie się 5 lipca dwiema rundami na torze Red Bull Ring w Austrii - GP Austrii i GP Styrii, od nazwy historycznego regionu, w którym położony jest tor. Nazwa musiała być inna w związku z faktem, że w trakcie sezonu nie mogą odbyć się wyścigi o takiej samej nazwie. Następnie kierowcy przeniosą się na Hungaroring, gdzie odbędzie się GP Węgier, kończąc pierwszą serię trzech weekendów z F1 z rzędu.

Później karawana pojedzie na tor Silverstone, gdzie odbędą się GP Wielkiej Brytanii i GP 70-lecia, ponieważ Formuła 1 obchodzi w tym roku 70-lecie jej założenia. Właśnie na lotnisku, znajdującym się na granicy hrabstw Northamptonshire i Buckinghamshire, używanym w trakcie II wojny światowej, odbył się w 1950 roku pierwszy wyścig w historii F1. Tydzień później kierowcy wystartują w rywalizacji o GP Hiszpanii, kończąc kolejną serię trzech wyścigów z rzędu.

Nowe tory w kalendarzu Formuły 1?

Po dwutygodniowej przerwie, zgodnie z zaplanowanym kalendarzem, odbędą się wyścigi o GP Belgii i GP Włoch. Na tym kończy się opublikowany przez Liberty Media kalendarz. Wiele jednak mówi się już o kolejnych rundach, które nie zostały jeszcze oficjalnie ogłoszone. Z najciekawiej zapowiadających się zmian można wyłonić debiut Mugello, który jest aktualnie wykorzystywany jako tor testowy zespołu Ferrari, i Algarve w Portugalii, na którym odbywały się testy poszczególnych zespołów, m.in. McLarena i Ferrari po jego otwarciu w 2008 roku. 

Trudno dotychczas jednoznacznie określić, jak będzie wyglądał kalendarz Formuły 1 od połowy września. Według nieoficjalnych doniesień, część europejska zakończyłaby się na początku października wyścigiem o GP Portugalii, po czym zespoły przeniosłyby się do Ameryki Północnej, gdzie ścigaliby się w Kanadzie i USA, a następnie do Azji, gdzie dokończyliby sezon, rozgrywając 17-18 wyścigów.

Liberty Media zrobi wszystko, by utrzymać co najmniej 15 wyścigów

Dlaczego liczba wyścigów jest tak ważna? Zgodnie z zapisami kontraktowymi między FOM (Formula One Management, właściciel praw telewizyjnych), a poszczególnymi nadawcami telewizyjnymi, w sytuacji, w której odbędzie się mniej niż 15 wyścigów, Liberty Media musiałaby zwrócić znaczną część środków, którą otrzymała ze sprzedaży praw telewizyjnych. Gra toczy się o ponad miliard dolarów, które są założone w budżecie przeznaczonym m.in. na środki dla zespołów za ich starty w Formule 1.

Liberty Media jest gotowa wziąć na siebie koszty organizacji poszczególnych wyścigów bez obecności kibiców na trybunach, które trzeba liczyć w milionach dolarów za każdą rundę. Dodatkowo rezygnuje z pobierania opłat licencyjnych, wynoszących dziesiątki milionów dolarów, jeśli właściciele toru zgodzą się na rozegranie na nim wyścigu w nadchodzącym sezonie. Tak wielkie straty, które jest gotowe ponieść Liberty Media, nadal mają być znacznie mniejsze niż ewentualne straty związane ze zwrotem pieniędzy, które już otrzymała ze sprzedaży praw telewizyjnych.

Nadal nie jest jasne, czy wszystkie wyścigi uda się rozegrać zgodnie z planem w związku z pandemią koronawirusa. Choć Formuła 1 jest gotowa na wiele sytuacji, może być zmuszona odwołać którąś z rund, zbliżając się do granicy 15 wyścigów. Z tego względu potrzebny jest margines bezpieczeństwa, nie ryzykując utraty środków. Dlatego Liberty Media cały czas liczy na zorganizowanie 18 Grand Prix w nadchodzącym sezonie.

Przeczytaj także:

Więcej o: