Hamilton wygrał GP Meksyku! Kontrowersyjna decyzja Williamsa ws. Roberta Kubicy!

Lewis Hamilton nie był faworytem, ale ostatecznie wygrał niedzielne GP Meksyku. Robert Kubica zajął osiemnaste miejsce, choć przez większość wyścigu utrzymywał się przed George'em Russellem, jednak kontrowersyjna decyzja Williamsa uniemożliwiła mu wyprzedzenie Brytyjczyka.

Chociaż nikt się już nie łudzi, że Robert Kubica powtórzy sukces z GP Niemiec i zdobędzie punkt, to i tak wciąż można się pasjonować jego występami. Tak było także podczas GP Meksyku. Polak rozpoczął go bardzo dobrze, a moment w którym wyprzedził Georga Russella, był jednym z jego najładniejszych w tym sezonie. Zresztą, zobaczcie sami:

Ale Williams przyzwyczaił kibiców, że nawet jak już coś idzie dobrze, to i tak musi się zakończyć w kuriozalny sposób. Pod koniec niedzielnego wyścigu Kubica otrzymał komunikat, że ma problem z ciśnieniem w jednej z opon. Polak odpowiedział, że nie odczuwa żadnej usterki, ale i tak musiał zjechać do alei serwisowej. W tym czasie stracił dwie pozycję i ostatecznie był osiemnasty, czyli ostatni spośród tych, którzy ukończyli wyścig. 

W internecie natychmiast pojawiły się teorie spiskowe, że Polak został ściągnięty do alei serwisowej, bo Russel nie był w stanie go wyprzedzić. Plotki podsycił Kubica, który stwierdził, że nic nie czuje złego z oponą. Brytyjczyk ostatecznie zameldował się jako 16. na mecie.

Po wyścigu mówił już jednak co innego. - Mieliśmy wolnego kapcia, powietrze schodziło i tyle - powiedział Kubica w rozmowie z Eleven Sports tuż po wyścigu. I szybko uciął dyskusje o "kapciu" i nie wrócił do swoich słów z rozmowy z inżynierem. Widać było jednak, że Polak miał po wyścigu lekko ironiczny nastrój, co potwierdził w kolejnych wypowiedziach.

Zwycięzcą okazał się Lewis Hamilton, który wyprzedził na mecie Sebastiana Vettela i Valtteriego Bottasa.  Brytyjczyk nie jest jeszcze pewny wygranej w klasyfikacji generalnej. 34-latek najprawdopodobniej będzie świętować szósty tytuł mistrzowski dopiero za tydzień podczas GP USA. 

Szczegółowy opis wyścigu:

Spore obawy o emocje w czasie Grand Prix Meksyku, które towarzyszyły kibicom przed weekendem dość szybko zostały dziś rozwiane. Wiele akcji na torze, kolejna strategiczna kompromitacja Ferrari i chirurgiczna precyzja Mercedesa sprawiły, że mogliśmy oglądać naprawdę ciekawe zawody.

Szalony start Verstappena

Sam start dzięki długiej prostej również zapewnił wiele akcji. Dobrze wystartował Leclerc, ale Hamilton był blisko niego, tak samo jak Vettel. Monakijczyk wyjechał z pierwszego zakrętu na pierwszym miejscu ale Hamilton starł się z Verstappenem, dzięki czemu wyprzedził ich Carlos Sainz. Lando Norris tymczasem uporał się z Bottasem, dzięki czemu choć na chwilę McLaren mógł powalczyć z czołówką. Albon podszedł do pierwszego okrążenia na spokojnie i dało mu to trzecią lokatę. Na torze pojawiło się jednak wiele odłamków, przez co ogłoszono wirtualną neutralizację.

Warto odnotować, iż na początku wyścigu przed Russella przeskoczył Robert Kubica, co rozpoczęło walkę, która trwała praktycznie do końca zawodów. Porządkowi w tym czasie uprzątnęli wszystkie zabrudzenia toru i przywrócono ściganie na trzecim okrążeniu. Hamilton szybko uporał się z Sainzem. Za ich plecami Verstappen walczył z Bottasem, co doprowadziło do przebicia opony w samochodzie Holendra. Tym sposobem Max wykluczył się z walki o pierwsze miejsce. Na ósmym kółku Bottas przeskoczył przed McLareny i czołówka wróciła do normy.

Dramat McLarena, Ferrari znów gubi się w strategii

W środku stawki Renault sukcesywnie przebijało się o kolejne pozycje, a jadący na twardych oponach Ricciardo trzymał mocne tempo. Postoje rozpoczęło Toro Rosso na 10 kółku i chwilę później w ich ślady poszedł McLaren, dla którego był to początek dramatu w dzisiejszym wyścigu. W samochodzie Norrisa nie dokręcono koła i stracił na tym ogrom czasu. U Sainza wszystko poszło lepiej, ale Hiszpan na twardych oponach kompletnie stracił tempo.

W czołówce na szesnastym okrążeniu zjechał Leclerc, a kółko wcześniej Albon. W ich ślady nie poszła reszta kierowców czołowych zespołów i w obozie Ferrari zorientowano się (który to już raz?), że strategie dwóch postojów nie będzie dziś najlepszym pomysłem. W przypadku Vettela postanowiono szybko zmienić plany na dwa postoje, ale został na torze zbyt długo, więc Hamilton przeskoczył oba Ferrari.

Konsekwentna jazda Hamiltona

Im dłużej na twardych oponach jechał Ricciardo, tym spokojniejszy był obóz Mercedesa. Nieco gorzej humory układały się w Ferrari, choć zapowiadali swoim kierowcom walkę do samej mety, ogłaszając w samochodzie Vettela tryb "lew". Nie wiemy na czym on polega, gdyż nie dał kompletnie nic. Gdy było wiadomo, że w czołówce nie zmieni się już nic, nieco dalej Ricciardo po postoju walczył z Perezem o siódme miejsce. Australijczyk jednak mocno przestrzelił pierwszy zakręt i po wizycie na dalekich rubieżach pobocza wrócił na tor i musiał przepuścić Meksykanina.

Gdy na metę wjechał jako pierwszy Hamilton, przed Vettelem i Bottasem, nieco dalej Daniił Kwiat postanowił odebrać dziesiąte miejsce z rąk Hulkenberga, po prostu w niego wjeżdżając. Wykluczyło to Niemca z dalszej walki, choć wyniki po wyścigu zostały zaprezentowane z karą dla Rosjanina.

Mimo zwycięstwa Hamilton nie zapewnił sobie mistrzostwa świata. Dojdzie do tego najprawdopodobniej w Austin, już za tydzień. Mercedes dzisiaj ponownie pokonał Ferrari, pomimo wolniejszej maszyny, więc w obozie czerwonych powinno dojść do kolejnej analizy operacji na torze, choć można ironicznie zapytać, czy nie będzie to strata czasu, patrząc na wcześniejsze wydarzenia tego sezonu.

Więcej o F1 przeczytasz na portalu f1wm.pl