F1. Kierowca czuje się oszukany przez zespół. Miał pojechać w GP Belgii

Marcus Ericsson jest zirytowany postępowaniem Alfy Romeo, która ściągnęła go na GP Belgii wobec kontuzji Kimmiego Raikkonena. Jeszcze przed treningami okazało się jednak, że Fin będzie mógł jeździć. - Oczywiście, że jestem zły z tego powodu - mówi Szwed.
Zobacz wideo

Alfa Romeo przekazała, że Kimi Raikkonen doznał kontuzji mięśniowej tuż przed rozpoczęciem Grand Prix Belgii. Właśnie dlatego do Belgii został ściągnięty rezerwowy kierowca Alfy - Marcus Ericsson. Pojawienie się rezerwowego wywołało też lawinę komentarzy dotyczących przyszłości Antonio Giovinazziego.

Źródła Auto Motor und Sport podają, że Fin podczas aktywności fizycznej doznał kontuzji mięśniowej na wysokości łydki. Przez pewien czas istniało ryzyko, że 39-latek nie będzie w stanie przystąpić do Grand Prix Belgii, w związku z czym wezwano w trybie pilnym rezerwowego zawodnika - Marcusa Ericssona. Finalnie szef Alfy Romeo, Frederic Vasseur, zapewnił o udziale Raikkonena w zmaganiach na Spa. Kimi jest w stanie pojechać - powiedział Francuz.

Marcus Ericsson zły na Alfę Romeo

- Oczywiście, że jestem zły z tego powodu. Walczę o kontrakt na nowy sezon i każdy występ to dla mnie szansa, by pokazać, na co mnie stać. Jednak była spora szansa, że pojadę w F1, więc przyleciałem do Belgii. Kimi i zespół twierdzili, że nie ma pewności co do tego, że on będzie on w stanie się ścigać - mówi magazynowi "Motorsport" Ericsson.

W najbliższym czasie Ericsson wróci do Stanów Zjednoczonych i weźmie udział w ostatnim wyścigu sezonu serii IndyCar, ale do końca sezonu Szwed będzie się już regularnie pojawiał w F1