Schumacher krok po kroku zbliża się do Formuły 1. Rok temu został mistrzem Formuły 3 i naturalną koleją rzeczy przeskoczył do wyższej serii. Początek sezonu miał jednak dość trudny i do dzisiejszego wyścigu zajmował dopiero 13. miejsce w klasyfikacji kierowców. Na Węgrzech ruszał z pole position, ponieważ był to wyścig w którym czołowa ósemka z poprzedniego dnia startuje w odwróconej kolejności. Nie oddał prowadzenia aż do mety. - To dla mnie ważne zwycięstwo bo daje bardzo dużo pewności siebie przed kolejnym weekendem na SPA. A ten tor też bardzo lubię. Miałem tu wsparcie rodziny. Przyjechała mama, siostra, a także moja dziewczyna. Czułem też wsparcie kibiców Ferrari, bo to szczególne miejsce ze względu na mojego tatę, który wygrał tu cztery wyścigi - opowiadał na konferencji prasowej.
W tym roku młody Mick Schumacher został również kierowcą rozwojowym zespołu Ferrari, co jeszcze bardziej nałożyło na niego presję podążania śladami ojca. - Ferrari bardzo mi pomaga. Choćby tutaj dostałem od nich sporo drobnych rad. Chodziło o to, żeby zwrócić większą uwagę na to albo na tamto. Bez wgłębiania się w szczegóły mogę powiedzieć, że okazały się przydatne. W tym sezonie pokazywaliśmy dobre tempo, ale brakowało nam punktów. Tym bardziej zwycięstwo na Węgrzech daje satysfakcję. Czy chciałby jak najszybciej znaleźć już o Formule 1? - Nie myślę o tym w ten sposób, że muszę się tam znaleźć w przyszłym roku. Myślę, że czas pokaże kiedy przyjdzie właściwy moment.
Mick Schumacher mógłby dostać szansę startów w Alfie Romeo, partnerskim zespole Ferrari. Najpierw musi jednak zgromadzić odpowiednią liczbę punktów do super licencji, czyli zająć co najmniej 6. miejsce w tym sezonie F2. Zwycięstwo na Węgrzech dało mu awans na 11. pozycję, ale do do szóstego, Chińczyka Zhou traci 62 punkty. Do końca sezonu Formuły 2 pozostało jeszcze osiem wyścigów.