Robert Kubica w Kanadzie. Wypadek, zwycięstwo, historia szampana i rywalizacja z Russellem

To wyjątkowe miejsce dla Roberta Kubicy. W Montrealu przeżył chwile grozy i triumfu. Wraca na tor, który zawsze lubił i na którym dobrze się czuje. Powinien też zacząć udowadniać, że potrafi jeździć szybciej od Georga Russella. Siódma kolejna porażka nie będzie wyglądać dobrze.

Przygoda Polaka z torem Gillesa Villeneuve’a zaczęła się w 2006 r. Jako rezerwowy kierowca BMW Sauber pojechał w piątkowych treningach i był najszybszy. W obu. Jego nazwisko zostało zapamiętane, a kolejne lata wykuły je na dobre w historii tego wyścigu. 2007 rok to oczywiście wypadek Kubicy, który najechał na Toyotę Jarno Trullego. Zdjęcia są wstrząsające, ale choć z jego bolidu nic nie zostało, sam kierowca wyszedł z tego właściwie bez szwanku. Skończyło się na drobnym urazie kostki. Chciał nawet jechać w kolejnych wyścigu, ale nie został dopuszczony, a jego samochodem zadebiutował wtedy młodziutki Sebastian Vettel.

Zobacz wideo

- Czy widziałeś już swój wypadek - zapytał jeden z dziennikarzy na kolejnej konferencji prasowej. - Widziałem go nawet na żywo - żartował Polak.

Słodko-gorzkie zwycięstwo Polaka

Rok później w tym samym miejscu przeżył jednocześnie najpiękniejszy i najsmutniejszy dzień w Formule 1. Wielką radość dało zwycięstwo i odsłuchanie Mazurka Dąbrowskiego na podium. To był także piękny pokaz umiejętności Polaka. - Wiele osób twierdzi, że wygrałem tylko dlatego, że Lewis Hamilton nie zauważył czerwonego światła w alei serwisowej i uderzył w Kimiego Raikkonena. Ale mało osób pamięta, że po swoim pit stopie wyjechałem przed Lewisem - wspominał Kubica w Eleven Sports. W jego samochodzie zatankowano nieco mniej paliwa, więc wszystko trwało krócej. Gdyby nie to, o zwycięstwo byłoby trudniej. Ale i tak Polak musiał się napracować, żeby odebrać wygraną Nickowi Heidfeldowi, który jechał strategią na jeden pit stop. Najpierw wyprzedził go w zakręcie nr 1, a nieco później w ciągu 9 okrążeń zbudował aż 25 sekund przewagi nad Niemcem. - Każde z tych okrążeń jechałem tempem kwalifikacyjnym - opowiadał po latach. Na każdym z nich był o mniej więcej 2 sekundy szybszy od zespołowego partnera. Po swoim drugim pit stopie wyjechał 4 sekundy przed Heidfeldem i na świeższych oponach nie dał już sobie wydrzeć zwycięstwa. Po wygranej w Kanadzie Kubica został liderem klasyfikacji kierowców i miał ogromną szansę na walkę o mistrzowski tytuł. Zespół zakomunikował jednak, że porzuca prace rozwojowe nad ówczesnym samochodem, żeby lepiej przygotować się na kolejny rok. Oto dlaczego wielka radość została wtedy zmącona.

Historia szampana Kubicy

W fabryce Saubera w Hinwil do dziś stoi nieodkorkowana butelka szampana z 2008 r, z podpisem Kubicy i tabliczką przypominającą o tamtym zwycięstwie. Wiele osób zastanawia się, jak to się stało, że Polak nie odkorkował tej butelki. Okazuje się, że cała trójka kierowców na podium, czyli oprócz Polaka także Heidfeld i David Coulthard z Red Bulla, wcale nie żałowała sobie napoju zwycięzców. Tyle, że oryginalną, pustą butelkę zabrało do swojego muzeum w Monachium BMW. Sauber otrzymał natomiast replikę takiego szampana i to ona stoi w Hinwil. Szwajcarzy żartują, że nie dali swoim partnerom nawet go powąchać.

Ostatni rząd zamiast pierwszego

O ile w 2008 roku Robert Kubica startował w Kanadzie z pierwszego rzędu, o tyle w 2019 ma niemal pewny ostatni. Niemal, bo zawsze może się przydarzyć jakaś kara dla innego kierowcy. Montreal to jednak tor, na którym podobnie jak w Monaco, można się wykazać. Ściany są blisko, asfalt śliski i bardzo dużo zależy od pewności siebie i wyczucia samochodu oraz samego toru. To właśnie tu w 1999 r. w zakręcie nr 14 w ścianę uderzyli Damon Hill, Michael Schumacher, Jaques Villeneuve, a wcześniej Ricardo Zonta nadając jej nazwę „ściana mistrzów”. W ostatnim wyścigu w Monaco Kubica pojechał znakomicie, choć dobre miejsce odebrały mu błędna decyzja zespołu, a następnie szalony atak Antonio Giovinazziego. Montreal to oczywiście nie Monaco, ale tu też kunszt kierowcy ma większe znaczenie niż na innych torach. Co prawda Polak musi oddać pierwszy, piątkowy trening Nicholasowi Latifiemu, co nie jest najlepszą wiadomością, ale za to Mercedes dostarczył silniki w nowej specyfikacji, co na pewno jest plusem. Byłoby dobrze, gdyby Polak przerwał w końcu passę zespołowych zwycięstw Georga Russella. Co prawda Kubica twierdzi, że nie ma żadnego znaczenia, czy zajmie 18. czy 19. miejsce, ale może się okazać w pewnym momencie że zbyt wiele porażek z młodym Brytyjczykiem, zadziała na niekorzyść Polaka.

Więcej o: