F1. Robert Kubica nie dokończy sezonu? Tajemnica klauzula w kontrakcie Polaka

Przed GP Hiszpanii gruchnęła wiadomość, że Robert Kubica mógłby zostać zastąpiony przez Nicholasa Latifiego jeszcze w trakcie trwania tego sezonu. Informacje brzmią jednak jak "stek bzdur", a wejście 24-latka do Formuły 1 wydaje się mało realne ze względu na brak superlicencji. Jej zdobycie nie jest jednak niemożliwe. Tylko jedno jest pewne - Latifi ma olbrzymie pieniądze i prezentuje niezłą formę, co podsyca te plotki. Sprawdzamy, na ile prawdziwe mogą być te rewelacje oraz skąd de facto pochodzą.

Po zagranicznych mediach, a teraz już również po polskich, przewijają się najnowsze plotki dotyczące Roberta Kubicy i faktu, że Polak może zostać zwolniony z kontraktu w ekipie Williamsa jeszcze w trakcie trwania sezonu. Kanadyjski "Le Journal de Montreal" powołując się na swoje informacje twierdzi, że w Williamsie nadchodzi czas poważnych decyzji, a jedną z nich może być zastąpienie Roberta Kubicy Kanadyjczykiem - Nicholasem Latifim, który znakomicie radzi sobie w Formule 2 i jest również kierowcą testowym Williamsa.

Zobacz wideo

Kanadyjska gazeta to nie "kogucik"

Na początku należy stwierdzić, że 55-letni kanadyjski dziennik ma niezły dział sportowy, który np. w czasie GP Kanady od lat dostarcza wielu ciekawych treści i ekskluzywnych wywiadów. Ich dziennikarze pojawiają się także na wyścigach (jeden z dziennikarzy, Louis Butcher, jest teraz w Montmelo pod Barceloną), dlatego nie można tego newsa z zasady traktować jak całkowicie wyssanego z palca. Vhoć wiadomo, że kanadyjska gazeta zawsze będzie stała po stronie kanadyjskiego kierowcy. Artykuł, mimo że brzmi absurdalnie, ma w sobie także kilka ciekawych informacji.

Klauzula odejścia w kontrakcie Kubicy?

Autor sobotnich rewelacji, Louis Butcher, twierdzi, że Robert Kubica może mieć w swoim kontrakcie klauzulę, która pozwala na zastąpienie go w trakcie sezonu. Dodaje również, że Williams może być zaniepokojony faktem, iż Kubica może mieć problemy w bardzo ciasnych zakrętach toru w Monte Carlo, a GP Monako będzie przecież kolejnym przystaniem w kalendarzu F1. I właśnie ta ewentualna klauzula jest bardzo interesującą kwestią, bo gdyby faktycznie ona istniała, wtedy rezygnujący z Kubicy Williams nie musiałby płacić odszkodowania Orlenowi, który od tego sezonu jest sponsorem całego zespołu. A chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że warunkiem wejścia do F1 był powrót Kubicy za kierownicę.

Latifi nie ma superlicencji, ale...

W tym momencie wejście Nicholasa Latifiego do Formuły 1 jest mało możliwe, bo kierowca nie posiada superlicencji pozwalającej na starty w wyścigach królowej motorsportu. Aby ją zdobyć, trzeba wypełnić szereg punktów, których Latifi obecnie nie spełnia (nie ma odpowiedniej liczby punktów w niższych seriach, ale prawdopodobnie po tym sezonie będzie już uprawniony do otrzymania superlicencji). Inną opcją jest przyznanie warunkowego pozwolenia przez FIA, które Latifi mógłby uzyskać. Przepisy jednak nie są w tej kwestii jednoznaczne, ale kwestia liderowania w Formule 2 mogłaby tu być bardzo ważna.

10 milionów euro Kubicy. Latifi mógłby dać nawet więcej

Wiadomo również, że Orlen zapłacił Williamsowi około 10 milionów euro za sezon, tyle że w realiach Formuły 1 nie są to wielkie pieniądze, a ewentualna zmiana Kubicy na Latifiego mogłaby się Williamsowi nawet opłacać pod katem finansowym. Tak jak opłaca się sprzedanie Latifiemu części niedawnych testów w Bahrajnie, czy całych przyszłotygodniowych testów na torze pod Barceloną. Zespół z Groove woli przecież pieniądze rodziców Latifiego niż rozwój bolidu FW42 i poprawę dyspozycji George’a Russella i Roberta Kubicy.

Ojciec - król mrożonek, matka - potentat mleczarski

Latifi za możliwość bycia kierowcą rezerwowym zapłacił kilka milionów euro za sezon (plotki mówiły o 2-3 milionach aż do 10 milionów euro). W pakiecie ma jednak możliwość jechania testów i aż sześciu piątkowych sesji treningowych (Kubica przed rokiem dostał "trzy piątki". Karierę 24-latka od lat finansują rodzice, którzy wielkich pieniędzy dorobili się na mięsie, mleku i mrożonkach. Ojciec kierowcy jest właścicielem potężnej firmy Sofina Foods, matka kierowcy z kolei wywodzi się z rodziny, która jest potentatem na rynku mleczarskim, a majątek szacowany jest na 11 miliardów dolarów. Jej produkty dostępne są w 40 krajach na świecie. Co interesujące, rodzina Saputo jest także sponsorem tytularnym stadionu, na którym w MLS gra na co dzień zespół Montreal Impact.

Nicholas Latifi jest zatem idealnym przykładem kierowców nowego pokolenia, czyli zawodników pochodzących z bardzo bogatych rodzin, które chcą finansować starty swoich dzieci. Polscy kibice mogą pamiętać, że Latifi należał do akademii rozwojowej stajni Renault i  w 2017 roku jeździł w testach na Hungaroringu, dokładnie tych, na których pojawił się Kubica jeszcze w barwach Renault. Dziś Latifi jest w zupełnie innym miejscu, ma za sobą świetny start sezonu Formuły 2, ma też odpowiednie pieniądze by wskoczyć do Formuły 1. Czy kosztem Roberta i jeszcze w trakcie tego sezonu? Miejmy nadzieję, że nie.