F1. Zapasowy bolid trafił do George'a Russella. Razem z Kubicą jest na straconej pozycji

Zdradliwy tor w Baku, który nikogo nie oszczędza, po raz kolejny zagwarantował niezwykły spektakl. Ofiarami kwalifikacji padli Robert Kubica i Charles Leclerc, którzy uderzyli w barierki dokładnie w tym samym miejscu. Porządkowi mieli ręce pełne pracy, a kwalifikacje przeciągnęły się aż o godzinę. "Haha, świetnie" cieszył się po ich zakończeniu Valtteri Bottas, który ruszy z pierwszego pola.
Zobacz wideo

Zakręt ósmy to wyzwanie dla wszystkich kierowców na torze w Baku. A właściwie cała sekcja zakrętów 7,8 i 9, bo to najwęższe miejsce w całym kalendarzu Formuły 1. W najciaśniejszym punkcie liczy zaledwie 760 cm. Zbliżając się do zacienionych zakrętów oplatających zamek w Baku Robert Kubica zahaczył lewym przednim kołem o barierkę, powodując złamanie zawieszenia, a następnie uderzył centralnie w energochłonne barierki. Wydawało się, że siła nie jest duża, a jednak czujniki pokazały przeciążenie wynoszące 21 G.

Robert Kubica pojedzie w wyścigu

- To mój błąd - przyznał polski kierowca, który natychmiast zdał sobie sprawę, w jak trudnej znalazł się sytuacji. Borykający się z przeróżnymi problemami Williams rzucił przecież wszystkie siły na odbudowę zniszczonego przez wystającą studzienkę samochodu Georga Russella. Istniało ryzyko, że nie uda się odbudować bolidu Kubicy, ale po wstępnej ocenie w Williamsie uznali, że sprostają wyzwaniu, a Polak stanie na starcie wyścigu. Na szczęście nie stwierdzono uszkodzeń kadłuba samochodu, nazywanego monokokiem.

Gdyby doszło do pęknięć w tym obszarze Williams znalazłby się w kropce. Po pierwsze ściągnęli już zapasowy samochód dla George'a Russella, a po drugie przepisy nie pozwalają na użycie dwóch takich samochodów w trakcie weekendu. Zresztą i tak w Grove nie mają drugiego takiego bolidu, a ten który dostał Russell, powstał niedawno, już w trakcie sezonu. To kolejna absurdalna sytuacja w tej ekipie, pokazująca, z jak wielkimi boryka się problemami. Gdyby do podobnej awarii doszło we wcześniejszych wyścigach skończyłoby się na wystawieniu jednego bolidu do Grand Prix.

Samochody Williamsa wciąż wloką się w żółwim tempie, jak na standardy Formuły 1. Po porównaniu czasów zespołów z osiągami w Baku w 2018 r, okazało się, że wszystkie teamy są szybsze, w tym Toro Rosso prawie o trzy sekundy. Wszystkie oprócz Williamsa, który zanotował spadek tempa o niemal 1,5 sekundy. Wciąż nie mają odpowiedniego docisku, w dodatku samochód Kubicy zachowuje się inaczej niż Russella, czego w Williamsie nie potrafią zrozumieć od początku sezonu. I choć wszelkie dane ewidentnie to pokazują, inżynierowie nie są w stanie rozwiązać tego problemu. Lekiem w tej sprawie mógł być samochód zapasowy, tyle że najpierw go nie było, a teraz trafił do Russella. Obaj kierowcy Williamsa już na starcie stoją na straconej pozycji i jedyne, na co mogą liczyć w aspekcie walki o punkt, to sytuacja w której do mety nie dojedzie 10 innych samochodów.

Z drugiej strony tabeli czasów od początku weekendu rządziło Ferrari. We wszystkich kolejnych sesjach treningowych i kwalifikacyjnych najszybszy był Charles Leclerc. Scuderia miała tak dużą przewagę, że w Q2 postanowili zaryzykować i wysłać swoich kierowców na twardszych oponach. To mogłoby dać im przewagę strategiczną na początku wyścigu, kiedy pierwsza 10. kierowców startuje na oponach, na których uzyskała najlepsze czasy właśnie w Q2. Twardsze opony trudniej jednak dogrzać, a temperatury powietrza i toru w Baku szybko spadały. Przy dojeździe do 8. zakrętu Leclerc zblokował koła. Mógł jeszcze wybrać, czy próbować wejść w zakręt, czy odpuścić i pojechać w prawo unikając kłopotów, ale porzucając jednocześnie okrążenie pomiarowe.

Leclerc: Jestem głupi, jestem głupi, jestem głupi

Wybrał źle i uderzył w ścianę w tym samym miejscu, co Robert Kubica. - Jestem głupi, jestem głupi, jestem głupi - krzyczał przez radio, niczym mnich Salvatore w "Imieniu Róży". Leclerc był faworytem do pole position, a jego wypadek sprawił, że nagle sytuacja w stawce diametralnie się zmieniła. Sesja została bowiem przerwana, a wciąż spadające temperatury zagrały na korzyć Mercedesa. Srebrne samochody odzyskały tempo i zablokowały pierwszy rząd, który ewidentnie powinien należeć do Ferrari.

Po raz drugi w tym sezonie i po raz ósmy w karierze z pole position ruszy Valteri Bottas. Fin przyznał, że w trakcie zimowej przerwy ciężko pracował nad poprawą tempa jednego okrążenia. Opłaciło się. Mercedes stoi przed wielką szansą zdobycia czwartego z kolei dubletu w wyścigu, co zupełnie może podciąć skrzydła zespołowi Ferrari. Tyle, że w wyścigu w Baku jest trochę jak ze sloganem reklamującym Indie - "Spodziewaj się niespodziewanego".

Więcej o: