Robert Kubica narzeka na bolid Williamsa. "To było jak walka o przetrwanie"

- Nasz bolid w ogóle nie ma przyczepności - narzeka Robert Kubica na model FW42, którym jeździ w tym sezonie Formuły 1.
Zobacz wideo

Zaczęło się od testów w Barcelonie, gdzie Williams spóźnił się z budową samochodu, i tak ciągnie się do teraz. FW42 odstaje tempem i właściwościami jezdnymi od konstrukcji przygotowanych na ten sezon przez pozostałe zespoły. Zadaniem Roberta Kubicy głównym problemem bolidu jest przyczepność, a raczej jej brak: - Jeszcze na początku wyścigu w Bahrajnie mogłem to jakoś zamaskować. Improwizowałem na pierwszych okrążeniach, ale to i tak głównie była walka o przetrwanie. Być może pomagał mi porywisty wiatr, z którym męczyli się też inni, ale gdy się uspokoił, każdy zaczął jechać wyścigowym tempem, tylko nie ja. Wiedziałem, że nie mam przyczepności. Rywalizacja o dotarcie do mety była jak walka o przetrwanie - powiedział polski kierowca w rozmowie racefans.net.

I po chwili dalej mówił o wyścigu Bahrajnie: - W niektórych zakrętach jechałem wolno, by próbować oszczędzać tylne ogumienie. Okazało się to niemożliwe, bo ze względu na ich przegrzanie, wciąż się ślizgałem. Przy wietrze każdy miał mniejsze lub większe problemy, ale gdy nie masz przyczepności w stabilnych warunkach... A jak jeszcze dołożysz do tego wiatr oraz zużyte opony, to nie masz żadnych szans - dodał Kubica, który już 14 kwietnia wystartuje w Grand Prix Chin.

Claire Williams odpowiedzialna za kryzys w zespole. "To moja wina"

Claire Williams przyznała, że to ona doprowadziła teraz do wielkiego kryzysu Williamsa. - Abyśmy mieli szansę utrzymać pewien poziom, a nawet go podnieść, zmieniliśmy coś w strukturze wewnętrznej i okazało się to błędem. Pewne zmiany były moją inicjatywą. To moja wina - powiedziała Williams w rozmowie z francuskim "Auto Hebdo", którą cytuje serwis grandpx.news. - Nie chowamy głowy w piasek. Wiemy, gdzie jesteśmy i czego potrzebujemy, by wygrywać. Tyle że to długi proces. Ścigamy się od 42 lat, to nasza pasja. I choć teraz jesteśmy na końcu stawki, to jestem przekonana, że powrót na należne nam miejsce, jest kwestią czasu. Zresztą nie rozmawiałabym z wami, gdybym nie była tego pewna - podkreśliła Brytyjka.

Więcej o: