F1. Dlaczego Robert Kubica został rezerwowym kierowcą Williamsa?

Williams za kierowców wyścigowych będzie miał dwóch małolatów. Małolatów, którzy za miejsce w F1 po prostu płacą. A to, czego młodzież dać nie może, ma uzupełnić Robert Kubica w roli rezerwowego kierowcy.

Wtorkowa decyzja Williamsa nie jest ani zaskakująca, ani tym bardziej szokująca. Williams przygotowywał nas do niej od tygodni, odwlekając moment jej ogłoszenia. Nic nie ujmując Sirotkinowi, który jest powszechnie chwalony za swoją jazdę, wyniki z GP2, czy pracę dla Renault, oczywistością jest to, że pieniądze, które ma za sobą też odegrały dużą rolę. I to dlatego Williams zdecydował się na dość eksperymentalny skład kierowców.

Fakty są takie: niespełna 21 lat - to średni wiek wyścigowych kierowców Williamsa, czyli Sirotkina i Lance’a Strolla. Młodszego duetu nie ma w całej F1. Druga najmłodsza para to Ericsson-Leclerc z Sauber (23,5 roku). Liczba przejechanych Grand Prix? Kanadyjczyk i Rosjanin w swojej karierze przejechali łącznie 19 wyścigów (wszystkie Stroll), mniej ma tylko duet z Toro Rosso (9 startów). To nie stawia Williamsa przed sezonem 2018 w roli faworytów czy choćby zespołu, który może pokrzyżować szyki potentatom.

Jest nutka goryczy w tym, że Robert Kubica nie dostał miejsca w fotelu wyścigowym Williamsa, ale już sam fakt, że wraca do zespołu F1 jest ogromnym osiągnięciem. Zwłaszcza jak na kogoś, kto przez ponad sześć lat z F1 miał niewiele wspólnego. Decyzja Williamsa pokazuje też, że Kubica w padoku F1 wciąż jest doceniany. Zespół nie chciał go stracić, dlatego zaproponował coś, co dla obu stron może być korzystne.

Z punktu widzenia Kubicy plusy są oczywiste: będzie mógł jeździć w testach i piątkowych treningach, a tym samym zbierać doświadczenie za kierownicą aktualnego samochodu, z którym do tej pory za wiele do czynienia nie miał. Będzie częścią padoku F1, a nie człowiekiem z zewnątrz, więc lepiej będzie orientował się w zależnościach i tym, jak rozwija się sytuacja. Trzeci fotel w Williamsie przybliża go do pełnego powrotu do F1.

Wystarczy przypomnieć, że już raz Kubica z fotela rezerwowego wskoczył do auta, którym potem ścigał się w wyścigach - 12 lat temu był trzecim kierowcą BMW Sauber, a w trakcie sezonu zastąpił cieniującego Jacquesa Villeneuve'a. Teraz sytuacja jest inna, bo to nie on jest tym młodym kierowcą, ale z roli rezerwowego droga do startu w Grand Prix jest krótsza.

Williams zyskuje kogoś, kto wesprze zespół swoją wiedzą techniczną, umiejętnościami ustawiania samochodów, świetną współpracą z inżynierami, setkami godzin spędzonymi za kierownicą aut F1 czy symulatorów. To wiedza bezcenna i takiej, której ani Stroll, ani Sirotkin jeszcze nie mają. Tak też można i należy odczytać wypowiedzi Paddy’ego Lowe’a, dyrektora technicznego Williamsa.

Williams takiego doświadczenia potrzebuje, bo rusza w nieznane. Ten sezon będzie pierwszym, w którym Lowe buduje auto od A do Z i apetyt jest większy niż tylko piąte miejsce jak w ostatnim sezonie. Ale rywale też nie śpią: Renault i McLaren odgrażają się, że ich auta będą o wiele lepsze, groźny może być też Sauber, który ma wsparcie Ferrari (przez markę Alfa Romeo).

Zatrudnienie Kubicy w roli kierowcy rezerwowego dobrze też wpłynie na wizerunek Williamsa. W końcu mogą komunikować, że nie zrezygnowali z Polaka dla pieniędzy, tylko dlatego, że przecież okazał się wolniejszy od Rosjanina podczas testów, ale nie chcą marnować wspólnej pracy. Dlatego skorzystają z niego w innej roli.