Robert Kubica dla Sport.pl: Gdyby to zależało od wiary, to jeździłbym w F1 sześć lat temu, miesiąc po wypadku

Śpię spokojnie, bo jestem szczęśliwy w związku z tym, jak rozwinęło się moje życie przez ostatnie trzy miesiące. Jest to jeden z najlepszych okresów mojego życia w motorspocie, mimo że nie startuję. Czas pokaże czy są szanse, abym mógł wystartować lub wrócić w jakiejś roli do świata Formuły 1 - mówi Robert Kubica przed środowymi testami na torze Hungaroring.

Wywiad z Robertem Kubicą oglądaj też w specjalnym wydaniu #ElevenF1 we wtorek o 21 na antenie Eleven Sports

Michał Owczarek: W 2006 roku debiutował Pan na Hungaroringu w F1, teraz znów Pan tu jest podczas swego rodzaju debiutu. Coś się zmieniło?

Robert Kubica: - Minęło 11 lat, sytuacja była wtedy trochę inna, bo miałem szansę zadebiutować w wyścigu Formuły 1, a teraz przyjechałem na testy po długiej przerwie. Podejście i doświadczenie też mam trochę inne. W środowych testach będę jechał bolidem w „nowej” generacji, z inną technologią silnika, z inną konstrukcją, z szerszymi oponami. Pod względem osiągów czy prędkości ten bolid różni się od aut, którymi się ścigałem, ale nie odbiega od nich aż tak bardzo, jak się wielu osobom wydaje.

Czuję się pewniej i spokojniej niż w 2006 roku. Doświadczenie dużo daje w każdej dyscyplinie, zwłaszcza jak poziom jest coraz wyższy. Mam świadomość tego, że czeka mnie trudne zadanie, ale w swoim życiu już kilka trudnych egzaminów zdałem w dobrym stylu, co pozwala mi na spokojny sen.

Zainteresowanie było wtedy większe czy teraz?

- W 2006 roku nie wystartowałem znienacka. Pełniłem wtedy rolę trzeciego kierowcy, testowaliśmy dużo i coś tam już było na rzeczy. Nie spodziewałem się, że będę startował w wyścigach już w 2006 roku, ale byłem na to przygotowany. W tym roku sytuacja jest inna. W ostatnie dwa i pół miesiąca wiele się u mnie zmieniło, jeśli chodzi o możliwości. Dzięki Renault miałem szansę przetestowania bolidu po sześcioletniej przerwie w Walencji, potem był jeszcze jeden test, a teraz po raz pierwszy będę brał udział w oficjalnych testach aktualnym bolidem. Jest dużo nowości, dużo rzeczy do poznania, ale doświadczenie mam większe niż dawniej.

Ma to znaczenie, że te testy odbywają się właśnie na Węgrzech?

- To zarazem coś znaczy i nic nie znaczy. Jeśli chcemy szukać jakichś rzeczy, które ciągną nas do przeszłości lub pokazują, że sentymentalnie czy emocjonalnie niektóre elementy pełnią swoją rolę, to zawsze można coś takiego wyszperać. Zawsze są jakieś rzeczy, daty, miejsca czy dni, w których coś się działo. Dla mnie to kolejny dzień testów, wiem, co mam zrobić. Jestem pewien, że będę w stanie to wszystko ogarnąć.

To nie jest tak, że podchodzę do tego nonszalancko, czy bez odpowiedniego przygotowania. Konstrukcja bolidu jest inna, ale w swoim życiu jeździłem już różnymi autami. To nie jest tak, że mam w środę wsiąść i bić rekordy toru czy porównywać się z innymi kierowcami, którzy jeżdżą tymi autami na co dzień. Mam zrobić swoje, spokojnie poznawać, poczuć i przetestować samego siebie. To jest moje główne zadanie.

Nadal jest pan bardzo konkretnym człowiekiem. Pod tym względem Pan się nie zmienił przez tyle lat.

- Ludzie mają bujną fantazję na temat mojej osoby. Moje podejście się nie zmienia, choć przez ostatnie lata mało kojarzono F1 z moim nazwiskiem. Przez ostatni miesiąc zrobiło się wokół mnie wiele zamieszania, ale wciąż jestem tą samą osobą co pięć miesięcy temu, kiedy nikt o moim powrocie do F1 nawet nie myślał i mówiono, że jest to niewykonalne.

Często też zmieniano moje wypowiedzi, żeby wyszło, że zamknąłem sobie szansę, żeby znowu spróbować swoich sił w F1. I po raz kolejny mi się udało. Nie znaczy, że należy teraz świętować czy sobie coś więcej wyobrażać. Ja podchodzę do tego bardzo spokojnie, bo wszystko wydarzyło się naprawdę szybko. Robię swoje i tyle.

To co ma Pan teraz do zrobienia? Bo kibice myślą, że to droga do zapewnienia sobie miejsca na GP Belgii.

- Nie należy tutaj podchodzić emocjonalnie, aktywować specjalnie wyobraźni czy też szukać planów. Testy są po to, żebym mógł zobaczyć ponownie, czym to się je i jak to się wszystko dzieje, żebym poczuł pewne rzeczy, których leżąc w łóżku odczuć się nie da. Co się wydarzy w przyszłości, nie wiem, ale śpię spokojnie. Plany i cele jeśli chodzi o środę są proste. Dużo większe znaczenie mają rzeczy, których nie będzie widać i nie będzie można ich ocenić niż czasy poszczególnych okrążeń.

Czyli porównania czasów z wyścigiem, kwalifikacjami czy innymi kierowcami podczas testów sensu nie mają?

- Nie mają żadnego sensu. To czy będę jechał dwie sekundy wolniej czy pół sekundy szybciej od czasów, które były robione w wyścigu czy kwalifikacjach, nic nie znaczy. Trzeba też wybrać, jakie czasy porównujemy - z wyścigu, kwalifikacji czy z treningów. Możesz jechać pół sekundy szybciej i zrobić gorszą robotę czy też mieć mniej produktywny dzień niż jadąc dwie sekundy wolniej. Najważniejsze dla mnie będą moje odczucia i po to tu jestem.

Jazda na symulatorach pomogła w powrocie?

- Symulatory są wykorzystywane po to, żeby pracować nad pewnymi projektami, decydować o różnych technicznych rzeczach, a to jak się wykonuje pracę, zostaje w symulatorze. W moim przypadku symulator pełnił akurat ważną rolę, może nie w przygotowaniach, ale w znalezieniu i aktywowaniu tego, czego już nie odczuwałem. Bo jeśli się nie startuje, to normalnym jest, że to co było codziennością, jest zapominane. W Walencji bardzo zaskoczyło mnie, że to, czego nie uruchamiałem od ponad sześciu lat, wróciło na swoje miejsce. Wrażenia i odczucia były takie, jakbym nie miał żadnej przerwy.

Niepokoju przed środowymi testami nie ma?

- Zawsze są jakieś znaki zapytania czy też wątpliwości. Im lepiej poczuję się przez pierwsze okrążenia, tym będę miał łatwiejsze zadanie. Im więcej będę miał rzeczy, które, w cudzysłowie, nie odpowiadają mojemu schematowi jazdy, tym moje zadanie może się wydłużyć. To nie znaczy, że będzie niewykonalne, ale zajmie mi o wiele więcej czasu.

Może są tacy, którzy stawiają znaki zapytania, czy w ogóle będę w stanie jeździć szybko, ale ja uważam, że takich znaków zapytania już dawno nie ma. Kilkanaście lat w motorsporcie się kręcę, różnymi autami jeździłem, byłem w różnych kategoriach i jeździłem różnymi konstrukcjami i w każdym sezonie w miarę dobrze dawałem sobie radę. Nie sądzę, żeby tu był jakiś problem czy obawy, bardziej chodzi o nowe rzeczy. Nowości trzeba poznawać. Kluczem będzie to, jak szybko to poznawanie mi przyjdzie i jak szybko poczuję się komfortowo, jeśli chodzi o prowadzenie i odczucia z jazdy.

A czy jest jakaś określona liczba kilometrów, którą ma Pan jutro pokonać?

- Nie, będzie plan, który będziemy chcieli wykonać. Od razu mówię, że nie będzie żadnego zdawania superlicencji i w sumie nie rozumiem, po co jest ten temat. Już raz zostałem o to zapytany, odpowiedziałem jasno, ale temat nadal się ciągnie. Jeśli chodzi o superlicencję to tak naprawdę to tematu nie ma. Problemów żebym był w stanie jeździć w F1 jest mniej niż się ludziom wydaje. Do tego się przyzwyczaiłem, ponieważ czasami trzeba chcieć znaleźć przeszkody tam, gdzie ich nie ma.

Może dlatego, że jest Pan sławny.

- Ale to nie znaczy, ze trzeba szukać problemów w rzeczach, w których nie ma problemów. Uważam, że każdemu może się coś wydawać, każdy może mieć swoją opinię, ale nie można przekręcać faktów.

Jeszcze pan nie wsiadł do bolidu, a kibiców z flagami i pana nazwiskiem jest mnóstwo. To pana zaskakuje? Okoliczni mieszkańcy mówią, że takich tłumów na testach nie pamiętają.

- I tak i nie. Z jednej strony po raz kolejny kibice podróżują za mną na F1 i rajdy. Zawsze ze mną byli, za co im bardzo dziękuję. F1 w Polsce jest egzotycznym sportem, pionierem byłem ja i moje starty. W Polsce mieliśmy wielu „przyszłych” kierowców F1, ale przez ostatnie sześć lat nikogo, kto by się zbliżył choćby do testowania czy startów. A sporo kibiców się zaraziło F1, gdy startowałem, nadal oglądają wyścigi, ale łatwiej się śledzi jakąś dyscyplinę, gdy mamy swojego reprezentanta, któremu możemy kibicować. Mam nadzieje, że F1 będzie znowu popularna w Polsce. Dziękuje za doping, zawsze to rozbiłem. Mam nadzieję, że ludzie którzy tu przyjechali, ale też ci, którzy będą testy śledzić na ekranach komputerów, będą mieli miłe wrażenia.

Ci, którzy tu przyjechali, mówią, że mają nadzieję, że w GP Belgii będą też mogli Polakowi kibicować.

- Trzeba do tej sytuacji podchodzi bardzo spokojnie. Ale jest to fajne, bo pokazuje, jak dużą ludzie mają wiarę i jak bardzo, by tego chcieli. Ale do tematu trzeba podchodzić realistycznie, spokojnie, emocje trzeba odłożyć na bok. Moja sytuacja jest specyficzna i „delikatna”. Takie podejście kibiców jest fajne, ale i „ryzykowne”. Bierzmy każdy dzień z osobna, teraźniejszość jest ważna. Przyszłość nie tylko od nas zależy. Cztery miesiące temu nikt by nie pomyślał, że tu będę miał szansę tutaj testować tegoroczny bolid F1. Bądźmy spokojni, poczekajmy, jak będzie rozwijać się sytuacja.

Te duże oczekiwania mediów i kibiców to Pana atut w padoku?

- Skupiam się na swojej pracy i na poznawaniu się na nowo. W związku z moimi ograniczeniami, o to chodziło od początku. Moja sytuacja jest specyficzna i normalnym jest, że rośnie nadzieja, że będę startował, ale to nie zależy tylko ode mnie. Gdyby to zależało od wiary, to jeździłbym w F1 sześć lat temu, miesiąc po wypadku

Śpię spokojnie, bo jestem szczęśliwy w związku z tym, jak rozwinęło się moje życie przez ostatnie trzy miesiące. Jest to jeden z najlepszych okresów mojego życia w motorspocie, mimo że nie startuję. Czas pokaże czy są szanse, abym mógł wystartować, lub wrócić w jakiejś roli do świata Formuły 1. Ja się oddaliłem sporo od padoku, bo miałem cel, by tu wrócić w dniu, w którym będę mógł wyjechać na tor. Trwało to ponad sześć lat. Powinniśmy skupiać się na tym co jest. Doceniam szansę, jaką dało mi Renault. To nie jest tak, że szansa pojawiła się, żeby było fajne, tylko dlatego, że sobie na to zapracowałem przez ostatnie dwa miesiące. Doceniam też to co zrobiłem i dlatego z takim spokojem myślę o teraźniejszości, a nie o tym co może się wydarzyć, bo zdaję sobie sprawę, gdzie byłem cztery miesiące temu

Są elementy nowego pojazdu, które pana ekscytują czy też zastanawiają?

- Jest dużo niewiadomych. Jednostka napędowa bardzo się zmieniła od czasów, kiedy startowałem. Nie można powiedzieć, aby był to tylko silnik, skrzynia biegów i dyferencjał. Sytuacja jest bardzo złożona w związku z rzeczami, z którymi nie miałem doświadczenia, ale wiele spraw jest prostszych niż to się wydaje z zewnątrz. Więcej komplikacji mają nżynierowie i mechanicy, którzy nad tym pracują, niż kierowcy.

Jeśli chodzi o komfort w kokpicie, to jest to największy bolid, w jakim siedziałem. Zaczynałem w BMW, w którym komfort był bardzo daleki od optymalnego. Pod tym względem mam nawet zbyt wiele miejsca w aucie, co jest akurat dobre.

Więcej powiem po testach. Sporo rzeczy mam do poznania, ale nic takiego, co by sprawiało że się martwię.

Coś się zmieniło w garażu Formuły 1 od ostatnich jazd?

- Trochę, ale jeśli chodzi o etykę i styl pracy, to wszystko jest po staremu. Może to jest właśnie to, czego brakowało mi przez ostatnie lata. Kierowca jest często odbierany jako ten, który wsiada, prowadzi bolid i na tym kończy się jego robota. Uważam, że kierowca kompletny ma dużo pracy poza bolidem. W F1 styl i etyka pracy są wciąż podobne do tego sprzed lat. Mechanicy mają więcej roboty, bo bolidy są bardziej skomplikowane, ale jeśli chodzi o relacje kierowcę - inżynier czy kierowca - zespół, jest podobnie.

Co sprawi, że będzie Pan mógł po środowych testach powiedzieć: był udany dzień.

- Zobaczymy, jak jak będę się czuł w bolidzie, bo to będzie miało jako jedyne znaczenie. Nie wiem, czego tak naprawdę oczekiwać. Powiem inaczej: minęło sporo lat i miałem sporo czasu na myślenie, a gdy zbliżały się testy w różnych kategoriach, próbowałem to sobie wszystko ułożyć w głowie. W ostatnich dwóch testach z Renault wszystkie te rzeczy były łatwiejsze niż sobie wyobrażałem. Nie podchodzę do tego bardzo luzacko, ale mam też wrażenie, że nie będzie to aż tak trudne.

Słynie Pan z tego, że łapie strzępki informacji i je składa w jedną całość. Czy podczas wtorkowego pobytu na torze zebrał Pan już sporo tych strzępków, które będzie mógł w środę wykorzystać?

- Tak. Im więcej ma informacji kierowca, tym lepiej, szczególnie jeśli jest mniej doświadczony. Bo dla doświadczonego informacje są normalnością. Ma się je i tyle. Teraz chodzi o to, aby złapać jak najwięcej informacji i czynników, które mogą mi ułatwić zadanie. W środę mamy sporo czasu. To nie są rajdy, gdy masz jeden przejazd i jesteś oceniany po nim. Mam cały dzień i będę mógł podejść do mojego zadania spokojnie.

Czy jest jakaś ekscytacja w związku z tym, że jest Pan znów w światku F1?

- Podchodzę do wszystkiego spokojnie, bo nic tak naprawdę się nie zmieniło. Dużo wiekszą ekscytację miałem w 2006 roku. Teraz wiem, co mnie czeka i zdaję sobie sprawę z tego, jak ten świat wygląda. Tym bardziej, że znam tu wiele osób. W Renault kilka osób się zmieniło, ale cały czas obracam się wśród swoich.

Czy ostatnie dni przed środowym testem czymś się różniły się od poprzednich?

- Niczym. Starałem się przygotować jak najlepiej do tego dnia. W ostatnich kilka dni nie da się nadrobić wiele. Przez ostatni rok pracowałem ciężko, więc ostatnie chwile przed testem były w zasadzie dość luźne. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że jak przez cały rok nic nie robisz, to w trzy dni przed egzaminem nie dasz rady wszystkiego ogarnąć. Mój spokój bierze się z tego, że przygotowywałem się długo i porządnie.

Zobacz wideo
Więcej o: