Na treningach szybszy z Mercedesów był Lewis Hamilton. W każdej z trzech sesji wyprzedzał Rosberga, lidera klasyfikacji generalnej mistrzostw świata F1. Ale tym razem nie było rywalizacji między Mercedesami i tłem, czyli resztą świata. Też dochodziło do pewnego rodzaju niespodzianek. Brytyjczyk był najlepszy na pierwszym treningu, podczas drugiego "pokonał" go Sebastian Vettel, a w trzecim szybszy był Max Verstappen. Vettel, szybki jak chyba nigdy jeszcze w tym sezonie, mógł zostać bohaterem tego weekendu. Pozytywnym. Tymczasem po raz kolejny zostanie zapamiętany jaki nie radzący sobie z porażkami gbur. Po jednym z treningów nazwał dwukrotnego mistrza świata Fernando Alonso idiotą, bo ten rzekomo nie ustąpił mu miejsca na torze. Alonso odpowiedział czterokrotnemu czempionowi F1 z klasą: - Takie reakcje sa zrozumiałe, kiedy sezon nie układa się po twojej myśli.
Jasne, że treningi służą przede wszystkim ustawieniu bolidów na wyścig, ale też mogą pokazywać formę bolidów na danym torze. W Meksyku oprócz silnych jak zwykle Mercedesów nieoczekiwanie dorównywały (dosłownie!) im Red Bulle i Ferrari.
Nie inaczej rozpoczęły się sobotnie kwalifikacje. W pierwszej ich części najszybsze czasy uzyskiwali po kolei Hamilton, Vettel, Verstappen, Kimi Raikkonen (Ferrari) i znów Hamilton. Rosberg, który nad kolegą z teamu ma jeszcze 26 punktów przewagi (na trzy wyścigi do końca sezonu) kończył Q1 na dopiero szóstej pozycji.
Nagle, po wielu miesiącach totalnej dominacji Mercedesa, zrobiło się - przynajmniej w kwalifikacjach - ciekawie. Pierwszych sześciu kierowców dzieliło raptem pół sekundy. Absolutnie nie było tam miejsca na najmniejszy błąd.
Druga część kwalifikacji również eksplodowała emocjami. Pierwszym kierowcą, który w ten weekend w Meksyku zszedł z czasem jednego okrążenia poniżej 1 minuty i 19 sekund był nie kierowca Mercedesa, ale Verstappen, który jednak założył szybsze, lecz mniej wytrzymałe super-miękkie opony i w takich będzie musiał ruszyć do wyścigu (przepisy). Tak jak na treningu młody Holender był szybszy od Hamiltona i Vettela, ci jednak założyli opony miękkie. I znów daleko, choć czasowo to jedynie 0,7 sekundy straty, wylądował Rosberg.
Wielotysięczną publiczność na torze Q2 jednak bardzo mocno zasmuciła. Odpadł niespodziewanie Sergio Perez, lokalny bohater w całkiem szybkim Force India. A ze w Q1 pożegnał się też drugi Meksykanin Esteban Gutierrez (Haas), ich rodacy musieli czuć zawód.
Q3 zapowiadała się więc pasjonująco. Po pierwszej serii szybkich "kółek" o 0,4 sekundy najszybszy był Hamilton, za nim Verstappen i Daniel Ricciardo (Red Bull). Kolejne rozczarowanie i nerwy zapewne były autorstwa Rosberga. Niemiec wylądował na czwartej pozycji i realna stała się perspektywa Mercedesom raczej obca - startu do wyścigu z drugiego rzędu.
Finałowe przejazdy to popis Hamiltona. Aktualny wciąż mistrz świata głośniej nie mógł wykrzyczeć swojej chęci walki o tytuł także w tym sezonie. Chce udowodnić, że owe 26 punktów straty do Rosberga da się odrobić i po zwycięstwie tydzień temu w USA (pierwszym od trzech miesięcy) marzy mu się wygrywanie już do końca roku. Wspomniany Rosberg wytrzymał nerwowo i o 0,1 sekundy pokonał Verstappena i Ricciardo. Sensacją Q3 było wyprzedzenie przez Nico Hulkenberga (Force India) obu Ferrari (Raikkonen lepszy od Vettela).
Start niedzielnego wyścigu o godz. 20 (pamiętajmy o zmianie czasu na zimowy). Do końca sezonu oprócz Meksyku pozostały jeszcze wyścigi w Brazylii i Abu Dhabi, czyli teoretycznie maksymalnie 75 punktów do zdobycia. Ale Rosberg wygrywać nie musi ani razu, i tak zostanie mistrzem świata. Powinien tylko - tak jak w sobotnich kwalifikacjach - przyjeżdżać na metę tuż za Hamiltonem.
1. Hamilton, 2. Rosberg, 3. Verstappen, 4. Ricciardo, 5. Hulkenberg, 6. Raikkonen, 7. Vettel, 8. Valtteri Bottas, 9. Felipe Massa (obaj Williams), 10. Carlos Sainz (Toro Rosso).
Odpadli w Q2: Fernando Alonso (McLaren), Sergio Perez (Force India), Jenson Button (Mc Laren), Kevin Magnussen (Renault), Magnus Ericsson (Sauber), Pascal Wehrlein (Manor). Odpadli w Q1: Esteban Gutierrez (Haas), Danił Kwiat (Toro Rosso), Romain Grosjean (Haas), Esteban Ocon (Manor), Felipe Nasr (Sauber), Jolyon Palmer (Renault)
Najgorsze dopingowe tłumaczenia sportowców. Seks oralny, 40 zjedzonych cielaków. Dziennie