GP Singapuru. Zwycięstwo Vettela, koszmar "nic mi nie działa" Hamiltona

Po kwalifikacyjnych okrążeniach rodem z kosmosu Sebastian Vettel nie dał sobie odebrać wygranej w Grand Prix Singapuru. To trzecie zwycięstwo Niemca w tym sezonie i to odniesione nie tylko dlatego, że Lewis Hamilton przegrał z bolidem.

Do 15. okrążenia toru Marina Bay wydawało się, że będzie to najnudniejszy wyścig sezonu. Vettel ruszył z pole position i już po sześciu okrążeniach miał 12 sekund przewagi nad Danielem Ricciardo z Red Bulla i kolegą z Ferrari Kimim Raikkonenem.

Wtedy jednak zaczęły się dziać w ten gorący wieczór (F1 wystartowała po godz. 20 lokalnego czasu) istne cuda. Najpierw nieprzytomnie zachował się Nico Huelkenberg z Force India, który w niegroźnej sytuacji staranował wyjeżdżającego z pitlane Felipe Massę. Kierowca Williamsa znanym na całym świecie gestem popukania się w głowę wyraził, co o tym wszystkim myśli.

Po zjeździe z toru samochodu bezpieczeństwa "zdechł" bolid Carlosa Sainza, a gdy wszyscy szukali przyczyny nagłej zapaści Toro Rosso, kłopoty dotknęły lidera mistrzostw świata Lewisa Hamiltona. - Nie mam mocy, nic mi nie działa! - krzyknął do swoich inżynierów z Mercedesa, ci próbowali ratować sytuację, doradzając restart bolidu, ten jednak nie chciał odzyskać wigoru i obrońca tytułu zakończył wyścig bez punktów. Pierwszy raz w sezonie nie dojechał do mety.

Nie wszystkiemu winne kable

Przypomniano sobie momentalnie o domniemanej przyczynie różnych niezrozumiałych awarii, głównie elektronicznych, które wielokrotnie zdarzały się na Marina Bay. Ponoć ma za nie odpowiadać gigantyczna wiązka kabli elektrycznych leżąca pod fragmentem ulicznego toru i wytwarzająca pole dość silne, by zepsuć delikatne urządzenia bolidów F1.

Potwierdzenia nie ma, natomiast dwa kolejne kuriozalne wydarzenia nie miały z pewnością nic wspólnego z elektrycznością. Najpierw wyścig wstrzymano, bo przez tor przełaził jakiś człowiek (tak, tak po prostu, gramoląc się przez okalającą asfalt siatkę). Po wznowieniu rywalizacji słynący z wariackiej jazdy Pastor Maldonado (Lotus) wyjechał poza tor i wracając nań zajechał drogę Jensonowi Buttonowi. W bolidzie McLarena odpadło skrzydło, były mistrz świata stracił szanse na punktowane miejsce. Cały świat usłyszał przez radio, co myśli o rywalu: - On jest chory psychicznie! Sędziowie nie podzielili jednak wyrazistej opinii Brytyjczyka, stłuczka została oceniona jako "incydent wyścigowy".

Vettel ściga Mercedesy

Te szaleństwa ominęły jadących z przodu stawki. Mimo kolejnych neutralizacji i samochodu bezpieczeństwa Vettel nie dał się doścignąć Ricciardo, ten uciekł Raikkonenowi, Fin zaś daleko za sobą pozostawił Rosberga, który nie pozwolił się wyprzedzić Bottasowi (Williams). Poza awarią auta Hamiltona czołówka tak jak ruszyła, tak i wyścig zakończyła po 61 okrążeniach.

Vettel wygrał trzeci raz w sezonie i 42. raz w karierze. Ma już 203 punkty i zmniejszył stratę w klasyfikacji generalnej do drugiego Rosberga (211) oraz lidera Hamiltona (252). Do zakończenia rywalizacji pozostało sześć startów (150 punktów maksymalnie do zgarnięcia). Najbliższe Grand Prix już za tydzień w Japonii.

GP Singapuru na pięknych zdjęciach

Nawet ćwierć miliona za jeden wpis w mediach społecznościowych. Sprawdź, którzy sportowcy zarabiają na tym najwięcej

Więcej o: