Michael Schumacher walczy o życie

Lekarze ze szpitala w Grenoble określają stan legendy Formuły 1 jako ?krytyczny?. 44-letni Niemiec doznał poważnych obrażeń mózgu po upadku na nartach, przeszedł operację i jest w śpiączce.

Do wypadku doszło w niedzielę ok. godz. 11 we francuskich Alpach w kurorcie Méribel w popularnym rejonie Trzy Doliny, gdzie były siedmiokrotny mistrz świata F1 ma wakacyjny dom.

Schumacher razem z kilkoma przyjaciółmi oraz 14-letnim synem zjeżdżał szybko między drzewami ok. 20 metrów poza stokiem turystycznym, czyli w miejscu, gdzie nikt nie odpowiada za zabezpieczenie trasy. Widoczność była dobra, świeciło słońce, ale śniegu było mało, a w ostatnich dniach mocno wiało, dlatego w niektórych miejscach kryły się niebezpieczne skały i kamienie.

W jeden z nich po wywrotce z ogromnym impetem prawą częścią głowy uderzył Schumacher. Tuż po zderzeniu przez chwilę był jeszcze przytomny - stąd pierwsze doniesienia, że nic poważnego mu nie zagraża - ale wkrótce jego stan zaczął się gwałtownie pogarszać. Helikopterem przewieziono go do kliniki w Moutiers, a potem do dużego szpitala w Grenoble.

Lekarze twierdzą, że Schumacher nie przeżyłby wypadku, gdyby nie miał kasku. Ale nawet w nim siła uderzenia o skałę była potężna i niszcząca. Gdy półtorej godziny po upadku badano go w szpitalu, był już w śpiączce, a lekarze zdecydowali, że muszą natychmiast operować, bo ma krwotok w mózgu, silny obrzęk i gwałtownie rosnące ciśnienie wewnątrzczaszkowe.

Zabieg przeprowadził miejscowy neurochirurg, ale w trybie pilnym w Alpy ściągnięto Gérarda Saillanta, lekarską sławę z Paryża i bliskiego przyjaciela kierowcy, który operował jego nogę po wypadku na torze Silverstone w 1999 r. Saillant czuwa nad Schumacherem, ale zapewniał dziennikarzy, że jest tam raczej jako przyjaciel.

Od operacji Niemiec jest utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej, jego ciało schłodzono do temperatury 34-35 stopni Celsjusza. Lekarze rozkładali ręce i mówili, że nie da się nic prognozować. Trzeba czekać, jak zareaguje mózg, w którym doszło już do kilku uszkodzeń tkanek. - Po prostu nie wiemy, co będzie dalej - stwierdził prof. Marc Penaud, wicedyrektor kliniki w Grenoble. - Wciąż jest w stanie zagrożenia życia, robimy, co w naszej mocy, każda godzina może przynieść nowe informacje - dodał Jean-François Payen, główny anestezjolog.

Szanse byłego kierowcy zwiększa to, że jest młody i operacja została przeprowadzona bez zwłoki. Ale obrażenia są naprawdę poważne, istnieje duże ryzyko długotrwałego uszkodzenia mózgu, nawet jeśli Schumacher odzyskałby przytomność.

Na miejscu w szpitalu jest rodzina Niemca, odwiedzili go też przyjaciele, wśród nich Jean Todt, wieloletni były szef zespołu Ferrari, w którym Schumacher zdobył pięć z siedmiu tytułów mistrza świata, oraz Ross Brawn, były szef zespołu Mercedesa, gdzie jeździł po wznowieniu kariery - od 2010 do 2012 r.

Pod szpitalem koczowali w poniedziałek kibice najlepszego w historii kierowcy wyścigowego - zwycięzcy 91 wyścigów F1 (drugi na liście wszech czasów jest Alain Prost z 51 triumfami) - oraz dziennikarze z całego świata.

Słowa otuchy dla rodziny i życzenia powrotu do zdrowia napływały od niemieckich gwiazd sportu (m.in. Borisa Beckera, Lukasa Podolskiego, Dirka Nowitzkiego), polityków (m.in. Angeli Merkel) oraz środowiska kierowców F1. Nick Heidfeld, niemiecki kierowca startujący kiedyś m.in. z Robertem Kubicą, mocno skrytykował artykuł, który ukazał się w "Die Welt". Gazeta napisała, że Schumachera zgubiło ryzyko, bez którego nie umiał żyć, że prawdopodobnie ścigał się z synem i dlatego doszło do wypadku.

Niemcy przypominają, że Schumacherowi szczęście dotąd sprzyjało - mimo brawurowej jazdy śmierć nigdy nie zajrzała mu w oczy. Miał kilka wypadków na torze, ale wychodził z nich cało, w najpoważniejszym złamał nogę. Najgorszych urazów doznał poza F1 - w lutym 2009 r. miał wypadek na motocyklu, podczas którego uszkodził poważnie szyję i głowę.

Felix Görner, dziennikarz zajmujący się F1 w stacji RTL, stwierdził, że wypadków Schumachera nie da się zrozumieć w oderwaniu od jego osobowości: - Pociągała go adrenalina, sprawdzanie granic własnych możliwości. Były menedżer Schumachera Willi Weber nazwał Niemca człowiekiem "uzależnionym od adrenaliny".

"Dawaj, Michael, pokaż wszystkim jeden z tych perfekcyjnych przejazdów, gdy prowadziłeś od startu do mety, teraz też ci się uda!" - napisał na Twitterze były kolega Schumachera z teamu Benettona Martin Brundle, a Felipe Massa z Ferrari zamieścił na Twitterze swoje zdjęcie z Niemcem i dopisek: "Modlę się za ciebie, bracie! Niech Bóg błogosławi Michaela!".