Formuła 1. Dążenie do perfekcyjnego pit-stopu

O końcowym wyniku wyścigu oprócz dobrej jazdy kierowców decydują również wizyty w alei serwisowej. Oczywiście im krótsze, tym lepsze. Dlatego czołowe zespoły nie szczędzą pieniędzy, żeby urwać cenne sekundy podczas wymiany opon. Relacja na żywo z kwalifikacji do GP Węgier w sobotę od 14.00 w Sport.pl.

Ściągnij aplikację Sport.pl na telefon i śledź na żywo relacje z wyścigów F1

Zmian proceduralnych, które wpłynęły na wzrost znaczenia zespołu serwisowego, było kilka. W 2009 roku zakazano tankowania bolidów podczas wyścigu, potem usunięto lizakowego i zastąpiono go systemem automatycznym, który wskazywał kierowcom, kiedy mogą opuścić pit.

W tegorocznym sezonie Pirelli wprowadziło nowe ogumienie. Opony są cięższe, bardziej miękkie, dzięki czemu mają szybciej osiągać temperaturę dającą optymalną przyczepność. Jest też jednak druga strona medalu. Zmiany te sprawiły, że kierowcy dużo częściej muszą meldować się u swoich serwisantów, bo szybciej zużywają opony.

Dlatego też zespołom zależy na jak najszybszej wymianie ogumienia. W tym roku podczas GP Malezji Red Bull pobił rekord, który należał do tej pory do McLarena, o 0,25 sekundy. Najkrótsza wizyta u mechaników podczas wyścigów trwała 2,05 sekundy. W ciągu dwóch lat udało się ją skrócić o 2 sekundy.

- Jeśli za każdym razem, kiedy bolid zajeżdża do alei serwisowej, jesteśmy w stanie zaoszczędzić sekundę, przy strategii wyścigowej na trzy pit-stopy to daje 3 sekundy zysku - wskazuje Sam Michael, dyrektor sportowy McLarena. Brytyjski team w ubiegłym sezonie w dziesięciu kolejnych wyścigach zanotował trwające najkrócej wymiany opon.

Niestety, pośpiech nie zawsze idzie w parze z dokładnością. Kilku kierowcom zdarzyło się wyjechać na tor z niedokręconym kołem czy źle zamontowanym skrzydłem. W tym roku podczas GP Niemiec z bolidu Marka Webbera odpadło koło i uderzyło w głowę kamerzystę. Mężczyzna trafił do szpitala.

Żeby uniknąć takich błędów i czas wizyty skrócić do granic możliwości, teamy inwestują znaczne pieniądze we własny sprzęt i szkolenie serwismenów. Nie tylko techniczne. McLaren współpracuje z Angielskim Instytutem Sportu, a Williams z centrum stworzonym przez Micheala Johnsona, mistrza olimpijskiego w lekkoatletyce. Mechanicy uczą się, jak zachować sprawność fizyczną, pracują nad koordynacją oko-ręka, by podczas wyścigu działać z precyzją automatów.

Williams do pracy z serwisantami zatrudnił nawet profesjonalnego gracza rugby Daviego Wellsa, który uczy zespół, jak panować nad nerwami, odnaleźć motywację, żeby wykonać perfekcyjny pit-stop.

- Spoczywa na nas większa presja niż kiedyś. Dlatego też wykonujemy dużo treningów - mówi Steve Lawrence, który podczas Grand Prix obsługuje Pastora Maldonado.

Treningi wymiany opon i części bolidu odbywają się w siedzibach zespołów. Każdy jest nagrywany, odtwarzany i analizowany, żeby wyeliminować zbędne ruchy, które podczas wyścigu mogą kosztować kierowcę cenne ułamki sekund. Podczas weekendu GP dwudziestokilkuosobowe teamy wykonują procedurę wymiany kół ponad 70 razy.

Wszyscy czekają, kiedy zostanie złamana granica dwóch sekund. Brakuje tylko i aż 0,06 sekundy. - Myślę, że zejście poniżej dwóch sekund jest możliwe - uważa Martin Whitmars z McLarena.

Szansę na pobicie rekordu mechanicy będą mieli w Budapeszcie w najbliższy weekend. Relacje na żywo z kwalifikacji i z wyścigu w Sport.pl.

KONKURS! Do wygrania kurtki McLarena i inne nagrody

Więcej o: