Formuła 1. Granie na czekanie. Robert Kubica też jest w kolejce po kontrakt na kolejny sezon

Lewis Hamilton i Valtteri Bottas w Mercedesie, Sebastian Vettel w Ferrari i Max Verstapppen w Red Bullu. To kierowcy pewni kontraktów na kolejny sezon. Pozostali? Czekają. Vettel i Verstappen umowy mieli już od dawna. Do Grand Prix Niemiec czekaliśmy na potwierdzenie kontraktów obu kierowców Mercedesa. I miała wtedy ruszyć lawina kolejnych umów. Ale nic takiego się nie stało. Wszyscy w środku stawki czekają na to co zrobią wielkie zespoły - Ferrari i Red Bull, a także fabryczna ekipa Renault. Na sytuację na rynku transferowym wpływa też niepewny los Force India oraz oczekiwanie na decyzję Fernando Alonso. W skrócie: czekamy na to pierwszy nieoczekiwany ruch.

Christian Horner zapowiadał, że po decyzji Mercedesa, to Red Bull będzie kolejnym zespołem z "dobrą nowiną". Potwierdzenia porozumienia z Danielem Ricciardo wciąż jednak nie ma. Przyczyny wciąż są nieznane, choć wielką niespodzianką byłby, gdyby Australijczyk związał się z innym zespołem. Ricciardo czekał na decyzję Red Bulla w sprawie silników, a gdy okazało się, że dostarczać będzie je Honda, wydawało się, że ogłoszenie umowy to kwestia dni a nie tygodni. A oficjalnego ogłoszenia jak nie było, tak nie ma.

Sainz czeka na Ricciardo, a Renault już ma jego następcę?

- Jestem zależny od Red Bulla i Renault. Dopóki te dwa zespoły nie wykonają jakichś ruchów, moja sytuacja się nie zmienia. Zobaczymy, co zrobią Red Bull i Ricciardo, a wtedy podejmiemy kolejne kroki z moim zespołem menedżerskim - mówił Carlos Sainz, kierowca Renault, przed rokiem wypożyczony od Red Bulla.

Sainz od blisko roku jeździ dla Renault, ale jego pozostanie we francuskiej ekipie nie jest przesądzone. Bliżej przedłużenia kontraktu z Renault jest Niemiec Nico Hulkenberg. A Sainz powinien rozglądać się za nowym pracodawcą (plotkuje się o McLarenie), bo mówi się o tym, że następcą Hiszpana w zespole będzie Esteban Ocon z Force India. - To miło, że się o mnie plotkuje, bo to znaczy, że moja praca jest doceniana, ale na razie skupiam się na tym, co mam do zrobienia w Force India. Jak będę miał coś do ogłoszenia, to was o tym poinformuje - powiedział młody Francuz.

Mercedes blokował nie będzie

Ocon przez większość kariery ścigał się autami z silnikami Mercedesa, nie jest tajemnicą, że Toto Wolff pomógł mu znaleźć angaż w F1, ale szef Mercedesa nie zamierza blokować swojemu podopiecznemu kariery w F1. - Nasz skład z Lewisem i Valtterim jest stabilny, w Mercedesie nie ma dla Estebana w tej chwili szansy, a jeśli dostanie ją w innym zespole, nawet z innym silnikiem, to nie będziemy tego blokować - mówił Wolff.

- Nie zamierzamy stać na jego drodze, ale moim zadaniem jest troszczyć się o ten zespół i będziemy starać się podjąć decyzje, które będą najlepsze dla nas - mówił Otmar Szafnauer, dyrektor operacyjny Force India.

Miliarderzy zdecydują, co dalej z Force India?

Ocon rozgląda się za nowym pracodawcą, bo niepewny jest los Force India. Zespół ma potężne problemy finansowe, inwestorów szuka od miesięcy i jego przetrwanie wciąż jest wielką niewiadomą. Mówi się o tym, że zespół mógłby przejąć lub zasponsorować Kanadyjski miliarder Lawrence Stroll, ojciec Lance'a, kierowcy Williamsa. A to byłoby gwarancją jeszcze większego ruchu na rynku transferowym i na pewno kompletnie innego zestawu kierowców w barwach Force India. Jeśli Stroll senior przejdzie ze swoimi finansami do Force India, to zapewne podąży tam też Stroll junior, a tym samym w Williamsie byłoby przynajmniej jedno wolne miejsce.

Ale inwestycja Strolla w Force India nie jest wcale taka pewna. Bo pod koniec lipca do gry o Force India miał się włączyć Dmitrij Mazepin, miliarder z Rosji, którego syn jest kierowcą rozwojowym tego zespołu, a na co dzień ściga się w GP3.

Haas nie patrzy na paszporty

Sergio Perez, który dla Force India jeździ od pięciu lat, też rozgląda się za nowym pracodawcą. Ponoć najbliżej mu do Haasa, który nie jest przekonany do pozostawienia w zespole Romaina Grosjeana. Francuz w tym sezonie punktował tylko w dwóch wyścigach. Jego błędy kosztowały zespół wiele - pewnie dlatego Haas przed GP Węgier jest szóstym a nie czwartym teamem w klasyfikacji konstruktorów.

-Czekamy na decyzje Ferrari i Renault, choć to nie jest tak, że jesteśmy od nich zależni. Ale na razie nic się nie dzieje. My decyzję podejmiemy po przerwie wakacyjnej - przekonuje Guenther Steinera, szef zespołu Haas, a na plotki o Perezie w Haasie odpowiada tak: - Paszport nie ma znaczenia, liczy się talent kierowcy. To z osiągów będzie rozliczany, a nie z narodowości.

O sytuacji w Renault już wiemy. Z kolei w Ferrari sprawa partnera dla Sebastian Vettelo wyhamowała po śmierci Sergio Marchionne, byłego szefa zespołu. A to Ferrari wskazywano jako następne miejsce pracy dla utalentowanego, niespełna 21-letniego kierowcy z Monako, Charlesa Leclera On miałby z kolei zwolnić fotel w Sauberze i dać szansę innym kierowcom z programu juniorskiego Ferrari. A co z Kimim Raikkonenem? Być może wróciłby do Saubera, może trafiłby do McLarena, gdzie niepewna jest sytuacja Stoffela Vandoorne'a, a i nie wiadomo, co postanowi Fernando Alonso, którego kusi ściganie się w serii Indy.

Jeśli jednak Raikkonen zostanie na kolejny rok w Ferrari, Leclerc może zostać przeniesiony do Haasa, który mógłby być kolejnym krokiem na drodze do fabrycznej ekipy.

Robert Kubica Robert Kubica FRANCISCO SECO/AP

Gdzie w tym wszystkim jest Kubica?

Robert Kubica jest wśród kierowców aspirujących do fotela kierowcy wyścigowego. Oprócz kierowców z obecnej stawki w F1, o miejsce w jednym z kokpitów będą się starać też utalentowani młokosi George Russell, Lando Norris, Antonio Giovinazzi czy Dan Ticktum, którzy obecnie ścigają się w innych seriach, ale od czasu do czasu dostają chwilę za kierownicą auta F1.

Gdzie mógłby jeździć Kubica? Zespoły z czołówki należy skreślić. I fabryczny team Renault zapewne też. Opcje są następujące: Toro Rosso, Haas, Sauber, McLaren, Force India i Williams. Chętnych jest tradycyjnie więcej niż dostępnych foteli. A do tego w zespołach ze środka stawki oprócz umiejętności, liczy się także to, jak wielki budżet jesteś za sobą w stanie przyciągnąć. A tu może być największa przewaga młodszych rywali.

-Najpierw jednak najwięksi gracze muszą podpisać swoje kontrakty, a potem zobaczymy, co się wydarzy. W zeszłym roku przekonaliśmy, że wiele może się zmienić krótkim czasie - mówił w piątek Polak w telewizji Sky.