Claire Williams: Jeśli nie będzie limitu budżetów, odejdziemy z F1

Toczy się gra o przyszłość Formuły 1. - Jeśli limit budżetowy nie zostanie wprowadzony, to będziemy musieli zamknąć całą naszą firmę - grozi Claire Williams, szefowa zespołu Williams. Wcześniej odejściem z F1 straszyło już Ferrari.

Obecne porozumienie pomiędzy zespołami i władzami F1 wygasa pod koniec 2020 roku. Od 2021 roku spodziewana jest rewolucja. Najwięcej dyskutuje się o silnikach. Wielkiej rewolucji nie będzie - mają pozostać hybrydowe silniki V6 o pojemności o 1,6 litra z turbodoładowaniem, ale bez systemu hybrydowego MGU-H, który odzyskiwał energię ze spalin. Więcej szczegółów w tej kwestii na razie nie jest znanych, a decyzja ma zostać podjęta do końca maja.

Liberty Media propozycji zmian ma więcej. Większość z nich przedstawiła zespołom podczas GP Bahrajnu, ale opinii publicznej na razie zostały przedstawione tylko ogólne kierunki zmian. Jedną z dyskutowanych kwestii jest ograniczenie wysokości budżetów oraz system podziału zysków komercyjnych między zespoły.

Obecnie limitów nie ma, więc przewagę mają zespoły, za którymi stoją wielcy producenci aut. A do tego system podziału zysków też jest dla nich korzystniejszy. Dlatego m.in. Ferrari, Mercedes czy Renault nie chcą zgodzić się na wprowadzanie limitów. Po drugiej stronie barykady są mniejsze zespoły jak Williams.

Williams
Williams ASANKA BRENDON RATNAYAKE/AP

Williams grozi odejściem

- Jeśli limit budżetowy nie zostanie wprowadzony, to będziemy musieli zamknąć całą naszą firmę - zapowiedziała Claire Williams. 150 mln dol. - to maksymalna wysokość budżetu, której się dyskutuje. I ta propozycja Williamsowi się podoba.

- Gdy usłyszałam tę propozycję w Bahrajnie, byłam z niej zadowolona. Ale cześć zespołów jest temu przeciwnych. My mieścimy się w tym limicie, a to pokazuje, że możemy być traktowani jako modelowy przykład zespołu F1 - dodała Williams.

Ferrari też może odejść

Jednym z zespołów, któremu wprowadzenie limitów budżetowych się nie podoba, jest Ferrari. Włoski zespół na razie najgłośniej protestuje przeciwko propozycjom zmian.

- Jeżeli F1 będzie bardziej spektaklem niż sportem, jeżeli będzie zmierzać podobnym kierunku do wyścigów NASCAR, wtedy Ferrari odejdzie. Jeśli będą propozycje, które zniszczą F1, Ferrari się wycofa - mówił Sergio Marchionne, prezes Ferrari, któremu nie w smak też niektóre propozycje dotyczące silników.

Toto Wolff, szef zespołu Mercedes, mówił, żeby nie lekceważyć wypowiedzi Marchionne. A to oznacza, że w kwestii nowych przepisów dwaj najwięksi obecnie rywale na torze mogą mieć zbliżone stanowiska.

"Restrukturyzacja i reorganizacja będą trudnym procesem"

- Nie znam dokładnych liczb, ale na pewno dla części zespołów restrukturyzacja i reorganizacja będą trudnym procesem. Część osób może stracić pracę, co nas oczywiście w żaden sposób nie cieszy. Nie przychodzi mi łatwo to powiedzieć, ale dla dobra sportu czasem trzeba spojrzeć na szerszą perspektywę - mówi Claire Williams.

Drobne zmiany już od 2019 roku

Formuła 1 walczy też o to, by wyścigi były ciekawsze. Dlatego już w przyszłym sezonie zwiększony zostanie limit paliwa do 110 kg, czyli kierowcy będą mogli nieco dłużej wykorzystywać pełen potencjał samochodu. Rozdzielona ma być też masa samochodu od kierowcy, a do tego trwa dyskusja nad korektą regulacji dotyczących aerodynamiki. To wszystko ma sprawić, że wyprzedzanie w F1 będzie łatwiejsze i będzie więcej walki na torze.