Formuła 1. Co robił Kubica, gdy jechali jego koledzy z Williamsa, pechowiec Alonso - po 1. dniu testów

Robert Kubica pracował w zaciszu garaży, pracowali jego koledzy z Williamsa. Fernando Alonso znów miał problem z samochodem, a najwięcej halo było wcale nie o system halo, ale o pogodę. Na torze Catalunya zrobiło się zimno i mokro - taki był pierwszy dzień oficjalnych testów F1 przed sezonem 2018.
Robert Kubica oficjalnie zaprezentowany jako kierowca testowy Williamsa Robert Kubica oficjalnie zaprezentowany jako kierowca testowy Williamsa Twitter

Co robił Kubica?

Robert Kubica ma zaplanowane jazdy na wtorkowe i środowe popołudnie, ale Polak od poniedziałkowego poranka był na torze i sprawiał wrażenie zajętego. Cały czas krzątał się w garażach zespołu Williams, bywał w też w motorhomie zespołu, ale miał też czas na to, by z kibicami przybić piątkę, zrobić sobie zdjęcie czy dać autograf.

Jak jeździli kierowcy Williamsa?

Lance Stroll przejechał nowym bolidem Williamsa FW41 46 okrążeń podczas porannej sesji treningowej. Jego najlepsze okrążenie to 1:22.452, co było szóstym wynikiem dnia. Najszybszy był Daniel Ricciardo z Red Bulla. Ale do rezultatów podczas testów nie ma się co przywiązywać. Każdy zespół realizuje inny program jazd, każdy sprawdza inne rzeczy i jest na innym etapie przygotowań do pierwszego wyścigu F1.

Popołudniu auto przejął Siergiej Sirotkin i nawet nie wykonał połowy kółek, które pokonał jego kanadyjski kolega. Dokładnie na torze pojawił się 28 razy, a spora część jego przejazdów to były okrążenia instalacyjne. Rosjanin miał najgorszy czas dnia. Na koniec, gdy skończył się już czas testów, Sirotkin wykonał jeszcze symulację startu w deszczu.

Rosjanin ma dostać możliwość jazdy we wtorek rano, popołudniu auto ma przekazać Kubicy, choć oczywiście plany zespołu Williams mogą się zmienić.

Kto był najszybszy?

Najbardziej zapracowanym kierowcą pierwszego dnia testów był Daniel Ricciardo z Red Bulla. On jako jedyny pokonał 105 okrążeń, a poza tym miał najlepszy czas dnia - 1:20.179. I nie miało znaczenia czy było słonecznie, czy padał deszcz. Australijczyk z żelazną konsekwencją wykonywał nakreślony plan.

1:20.348 - to czas wykręcony przez Valtteriego Bottasa z Mercedesa, drugi wynik dnia. Fin pokonał 58. okrążeń, a po południu przekazał auto Lewisowi Hamiltonowi. Ten w trudniejszych warunkach do jego wyniku się nie zbliżył, a i nie zamierzał jeździć aż tyle.

Trzeci czas dnia to 1:20.506, który należał do Kimiego Raikkonena. On pokonał 80 okrążeń i jeździł w obu sesjach.

Karma Alonso

Poranne przejazdy dwukrotnie były przerywane przez wypadki. Najpierw na swoim 10. okrążeniu toru z zakrętu przed prostą startową wyleciał Fernando Alonso. Powód? Od jego odpadło prawe tylne koło. Zespół w szczegóły awarii wchodzić nie chciał. Był jakiś powód, dla którego nakrętka nie zadziałała, ale nie był poważny, skoro jeździmy popołudniu - stwierdził Eric Boullier, szef zespołu.

W poprzednim sezonie Alonso nie był zadowolony, bo często nawalał silnik dostarczany przez Hondę. Pod nadwoziem McLarena w tym sezonie pracuje motor od Renault, ale najwyraźniej za Hiszpanem, jak sam twierdzi, ciągnie się jakieś fatum. Bo jak inaczej wytłumaczyć kolejny problem natury technicznej? Szczęśliwie dla Alonso popołudniu obyło się bez takich komplikacji.

Alonso nie był jedynym kierowcą, który musiał czekać na pomoc dźwiga. Nikita Mazepin z Force India w podobnym miejscu stracił panowanie nad swoim bolidem.

Zimno, coraz zimniej

-To są takie warunki, w których na pewno nie możemy aż tak mocno popracować nad aerodynamiką, ale jest całe mnóstwo rzeczy, które w pierwszych dniach musimy sprawdzić w związku z funkcjonowaniem samochodu. Chcemy dokładnie przetestować wszystkie systemy, działanie czujników, także mamy nad czym pracować - mówił Eric Boullier z McLarena.

W Katalonii słońce świeciło tylko nad ranem. Jeszcze przed południem temperatura dobiła do siedmiu stopni, ale potem robiło się już coraz mniej przyjemnie. Od 14 do końca testów siąpił deszcz, temperatura spadała. Dlatego większość zespołów niezbyt ochoczo przystępowała do jazd popołudniem.

Prognozy na kolejne dni nie są zbyt optymistyczne. Ma padać deszcz, niewykluczony jest też śnieg, a temperatura powyżej zera może zbyt wysoko raczej nie podskoczy. Nie wiadomo, jak takie warunki wpłyną na program testów zespołów, kto i ile w takiej sytuacji będzie jeździł. W końcu przy niskich temperaturach osiągnięcie odpowiedniej temperatury przez opony wydaje się być niemal niewykonalne, więc o bardzo szybkich przejazdach trzeba zapomnieć. Tym bardziej, że tor ma nową nawierzchnię i firma Pirelli, dostawca opon, uczulała, że nie da się tu osiągnąć miarodajnych rezultatów.

Halo? Do wsiadania przyda się joga

Tematem pierwszego dnia testów w Barcelonie był też system halo, który oficjalnie zadebiutował w samochodach. Tytanowy pałąk ma chronić głowę kierowcy i zminimalizować ryzyko śmierci w wyniku uderzenia w jedyną nieosłoniętą do tej pory część ciała aż o 17 procent. Wątpliwości do tej pory budziło to, jak wpłynie to nie tylko na prowadzenie bolidów, ale i na prowadzenie samochodów przez kierowców.

-Jeśli chodzi o widoczność, to ja nie czuję różnicy - mówił Lance Stroll z Williamsa. Podobnie wypowiadał się Pierre Gasly z Toro Rosso.

-Na pewno przez przerwę zimową nasze auta nie wypiękniały ani nie stały się lżejsze. A kierowcy muszą się nieźle nakombinować, by do auta wsiąść. Zobaczcie sami. To wygląda, jakby ćwiczyli jogę - mówił Christian Horner, szef Red Bulla.

W Force India wprowadzenia systemu halo nie przyjęto z entuzjazmem, bo dla zespołu oznaczało to większe wydatki. Nie było możliwości skorzystania z zeszłorocznego podwozia, trzeba było dokonać kosztownych zmian konstrukcyjnych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.