Sport.pl

Mocne słowa byłego lidera polskiej kadry w biegach. "Męczę się sam ze sobą"

Maciej Staręga od roku nie wszedł do czołowej trzydziestki Pucharu Świata w sprintach. W sobotę w Dreźnie znów ta sztuka się nie powiodła. Regularnie punktujący niegdyś biegacz wciąż walczy, aby wrócić do dawnej formy. - W swoje możliwości nie wątpię, bo wiem, że byłem w tej trzydziestce - mówił Staręga.

Mateusz Król: Nie ukrywałeś, że nie lubisz takich sprintów miejskich, jak ten w Dreźnie. To mogła być przyczyna braku awansu?

Maciej Staręga: Myślę, że nie. Było widać, że jestem na tym samym poziomie co cały sezon. Trasa nie ma tu znaczenia. Czegoś mi brakuje w tym sprincie. Jestem na równym poziomie, ale nie wchodzę do trzydziestki. Brakuje mi zawsze sekundy lub dwóch, żeby tam być. Nie mam w tym wszystkim mocy. Myśleliśmy z trenerem, że to być może głowa. Sam do końca nie wiem, czy to moja ambicja powoduje to, że nie jestem w stanie dać z siebie więcej podczas biegów. Będziemy próbowali szukać rozwiązania. Wiem też, że jestem starszy, ale czuję, że stać mnie jeszcze na bieganie do trzydziestki. Chłopaki w moim wieku są aktualnie w dziesiątce. Ścigałem się z nimi w Pucharach Świata, więc myślę, że to moja aktualna dyspozycja jest niższa.

Ostatni start był w Lenzerheide. Miałeś okazję potrenować od tamtego czasu? Dało to jakąś nadzieję na poprawę?

Nie ukrywam, że przed Dreznem trenowałem w Oberwiesenthal. Nocowaliśmy w Bożym Darze. Wydawało mi się, że wracam. Jednak odczucia na treningach to co innego, niż konkurencja z najlepszymi. Mimo wszystko widzę, że jeszcze mi brakuje w sprincie.

Pojawia się jakieś zwątpienie w głowie?

Staram się z tym walczyć, bo w co ja mogę wątpić. W swoje możliwości nie wątpię, bo wiem, że byłem w tej trzydziestce. Jestem przekonany, że stać mnie na lepsze bieganie. Wiem, że to co prezentuję teraz, to nie jest to, na co normalnie mnie stać. Mam porównanie do tych chłopaków, z którymi biegałem. Wiem, że jestem w stanie biegać od nich lepiej. Chyba to ja się nieco cofnąłem, a nie świat mi uciekł.

Nie masz jakiś sygnałów, że może pod względem sprzętowym świat gdzieś uciekł?

Wydaje mi się, że nie. Myślę, że sprzęt mamy na podobnym poziomie. Jakby najlepiej biegały tylko jedna, dwie nacje najbogatsze, to byłoby to widać. Wtedy można byłoby podejrzewać, że pieniądze odgrywają rolę, bo stać ich na lepszy sprzęt. Tu jednak widać, że nacje na naszych poziomie, też są w stanie rywalizować i wchodzić do trzydziestki. Sprzęt zatem nie odgrywa tu znaczącej roli. Bardziej chodzi o to, żebym ja odnalazł siebie, swoją dynamikę i wrócił do swojego biegania. Potrzeba luzu w tym wszystkim. Na razie męczę się sam ze sobą.

Śledziłeś Tour de Ski? Czułeś, że Kamila i Dominika Burych stać na takie wyniki?

Kamil trochę zaskoczył tym, jak biega na dystansach. Może miał ukryty potencjał i dopiero trener Bauer potrafił to odkryć i wydobyć swoim podejściem. Na pewno to cieszy, bo potrzebne to było naszej grupie. To też trochę zdejmuje ze mnie ciężar odpowiedzialności. Wiedziałem też, że Dominika stać na bieganie po punkty. Mógł je zdobywać wcześniej, tylko nikt nie potrafił z niego tego potencjału wydobyć. Teraz robi to regularnie i to nie tylko w trakcie tourów, ale podczas normalnych zawodów Pucharu Świata, gdzie ta konkurencja jest jeszcze większa. Dawno nie było w Polsce takiego biegania na dystansach. I to dwóch zawodników. Uważam, że jest to świetna sprawa.

Wygląda na to, że zgraną ekipę tworzycie.

Trener zdecydowanie o to dba. Jego filozofia jest taka, że dobra atmosfera w grupie ułatwia osiąganie dobrych wyników. Staramy się trzymać razem i dopingować nawzajem. Myślę, że o to w tym też chodzi. Rywalizacja rywalizacją. Można ze sobą walczyć na treningach, ale w trakcie zawodów Pucharu Świata zmagamy się ze światem, więc trzeba walczyć razem. W grupie jest siła.

Więcej o sportach zimowych przeczytasz na sportsinwinter.pl

Więcej o: