Sport.pl

MŚ w Seefeld. "Jakie są wasze relacje po aferze dopingowej"? - pytają Norwegowie Kowalczyk i Johaug. "Nie ma relacji"

Jakie są relacje Justyny Kowalczyk z Therese Johaug po komentarzach Polki o sprawie dopingowej Norweżki? - pyta "Dagbladet". - Nie ma relacji. Nie rozmawiałyśmy od kilku lat - mówi Justyna Kowalczyk.

- Nie rozmawiałam z Kowalczyk o tej sprawie. W ogóle z nią nie rozmawiałam od kiedy w 2016 ostatni raz startowałyśmy razem - potwierdza Johaug w rozmowie z „Dagbladet”.

Seefeld 2019 to pierwsze mistrzostwa Therese Johaug po dyskwalifikacji na 18 miesięcy za użycie sterydu clostebol. Johaug straciła przez tę dyskwalifikację cały sezon olimpijski Pjongczang 2018.  W Seefeld zdobyła indywidualnie już dwa złote medale i ma szansę na trzeci na 30 km. Mistrzostwa świata w Austrii były też pierwszą okazją do spotkania się na trasie Johaug i Justyny Kowalczyk, która jak przypomniał „Dagbladet” nie szczędziła Norweżce uszczypliwości podczas afery dopingowej, i powątpiewała w przedstawiane wyjaśnienia.

Polka pisała wówczas na Twitterze m.in. o „otwieraniu popcornu” w oczekiwaniu na stanowisko Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) wobec łagodnej kary wymierzonej Johaug przez norweskie władze antydopingowe, zwracała też uwagę na ostrzeżenie „Doping” na opakowaniu kremu, który miał doprowadzić do dopingowej wpadki. Johaug broniła się, że clostebol przyjęła nieświadomie, smarując kremem oparzone usta, a napisu „Doping” nie widziała, bo wyrzuciła opakowanie leku. Krem przepisał jej lekarz reprezentacji Norwegii i to doktor – przekonywała Therese – wprowadził ją w błąd. Do tego tłumaczenia przychyliły się norweskie władze antydopingowe i dały Johaug łagodną karę (14 miesięcy zawieszenia z maksimum 4 lat przewidzianych w takich przypadkach dopingowych), dobraną tak by nie utrudnić jej startu w igrzyskach. Ale to rozstrzygnięcie zostało podważone przed Trybunałem Arbitrażowym do spraw sportu. TAS wymierzył Johaug półtora roku dyskwalifikacji, powołując się na jedną z podstawowych zasad systemu antydopingowego: to sportowiec jest ostatecznie odpowiedzialny za to, jaka substancja znalazła się w jego ciele i powinien dochować wszelkiej ostrożności w tej sprawie. Zdaniem Trybunału przedstawione przez Johaug argumenty nie uzasadniały złagodzenia kary do 14 miesięcy.

„Dagbladet”: ironia Polki po złych własnych doświadczeniach

Jak pisze dziennikarz „Dagbladet” Oeyvind Godoe, kąśliwe komentarze Kowalczyk podczas afery Johaug mogą wynikać z doświadczeń Polki z jej problemów dopingowych z 2005 roku. I żalu, że w tamtym przypadku nie mogła liczyć na tak łagodne potraktowanie w pierwszej instancji jak Johaug przez norweską komisję antydopingową. Międzynarodowa Federacja Narciarska, która wymierzała karę Kowalczyk w pierwszej instancji, wszystkie wątpliwości w tamtej sprawie rozstrzygnęła na niekorzyść Polki, nie uwzględniła w pełni jej prawa do obrony i wymierzyła maksymalną karę przewidzianą regulaminem, czyli dwa lata dyskwalifikacji. Trzeba było dopiero odwołania do Trybunału Arbitrażowego, najwyższej instancji w sporcie, by karę Kowalczyk złagodzić. Czyli było dokładnie odwrotnie niż w przypadku Norweżki.

Jak przypomina „Dagbladet”, u Kowalczyk wykryto w 2005 deksametazon, lek przeciwzapalny, którego stosowanie bez przyznanego przez WADA wyłączenia terapeutycznego (TUE, czyli zezwolenia na uzasadnione medycznie zażycie zakazanego leku) groziło wówczas karą do dwóch lat dyskwalifikacji. Kowalczyk miała, pisze „Dagbladet”, dowody przepisania tego leku przez lekarza, który zdiagnozował u niej zapalenie ścięgna Achillesa. Miała też wydane przez lekarza tzw. uproszczone TUE, ale ani ona ani Polski Związek Narciarski nie dopełnili formalności wymaganych do uzyskania pełnego TUE i uniknięcia kłopotów.

Polka - w przeciwieństwie do Johaug, która całą odpowiedzialność przerzuciła na lekarza - uznała że jest winna zaniedbania w tej sprawie, ale przywoływała okoliczności łagodzące, czyli wspomnianą dokumentację medyczną. Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) odrzuciła jednak te tłumaczenia i ukarała ją dwuletnią dyskwalifikacją. Trybunał Arbitrażowy uznał to w grudniu 2005 za błąd FIS. Przyznał, że istnieją w tej sprawie okoliczności łagodzące, a FIS błędnie zinterpretował własne przepisy dopingowe i wymierzył zbyt surową karę. Trybunał pozwolił Polce na powrót do startów z chwilą wydania werdyktu (w tamtym momencie Polka była już zawieszona od 10,5 miesiąca i Trybunał uznał, że dalsza dyskwalifikacja jest nieuzasadniona, utrzymał natomiast decyzję o wykreśleniu z tabel wyników uzyskanych w 2005 po wpadce na deksametazonie). Jak pisze „Dagbladet”, Polka może czuć rozgoryczenie, że w pierwszej instancji zupełnie odrzucono jej tłumaczenia i przypięto łatkę oszustki. Stąd uszczypliwości wobec Johaug i jej tłumaczeń.

„Therese jest bardzo dobra, ale w Norwegii łatwiej być dobrą biegaczką niż w Polsce”

- To już sprawa Kowalczyk, co wtedy pisała. Ja nie mogę za to odpowiadać ani się na tym skupiać. Wiedziałam, że będzie wiele negatywnych komentarzy  w tej sprawie, ale że będą też ludzie którzy mnie wesprą. Na szczęście wspierających było więcej - mówi „Dagbladet” Johaug, która w Seefeld zdobyła już dwa złote indywidualne medale MŚ i ma ich łącznie w karierze sześć. Norwescy dziennikarze po pierwszym złocie Johaug w Seefeld poprosili Kowalczyk o ocenę, która z nich więcej osiągnęła w biegach. Polka ma mniej złotych medali MŚ, ale ma dwa złota igrzysk, a Johaug jeszcze nie; dorobek w Pucharze Świata mają zbliżony.

- Nie da się powiedzieć, kto jest lepszy, czy Therese czy ja. Therese jest z Norwegii. Ja jestem z Polski, zaczynałam od niczego i z tego niczego coś stworzyłam. Coś całkiem nowego w Polsce. Therese jest bardzo dobra, ale rozwija to, co już zrobiły inne biegaczki z Norwegii. Jest dużo łatwiej być biegaczem narciarskim w Norwegii. Dlatego myślę, że trochę bardziej wpłynęłam na ten sport. Ale obie wygrałyśmy bardzo dużo. To samo można powiedzieć o Virpi Kuitunen – mówi Kowalczyk. - Dziewczyny, które trenuję podziwiają Therese, chcą ją naśladować, a moim celem jest, by były w stanie kiedyś rywalizować z nią i innymi zawodniczkami z czołówki.

Więcej o:
Komentarze (44)
MŚ w Seefeld. - Jakie są wasze relacje po aferze dopingowej? - pytają Norwegowie Kowalczyk i Johaug. - Nie ma relacji
Zaloguj się
  • grundol1

    Oceniono 22 razy 20

    Wbrew temu co sugeruje artykuł sprawy Johaug i Kowalczyk nie są porównywalne. Lekarz Kowalczyk miał prawo przepisać jej deksametazon, jego użycie było dozwolone w tym przypadku, zaniedbane zostało jedynie formalne zgłoszenie. Johaug nie miała prawa używać wykrytych u niej sterydów, jej lekarz nie miał prawa ich przepisywać.

  • przemox7089

    Oceniono 14 razy 8

    Dla mnie wyniki Norwegii w biegach nigdy nie będą miarodajne. tam wszyscy jada na sterydach. Kraj z najczystszym powietrzem a wszyscy chorują na astmę. haha to jakas kpina. Tylko Justyna odważyła sie powiedzieć co o tym myśli. Reszta się boi,tylko nie wiem czego. A Johaug to była tylko ofiara skazana żeby odwrócić uwagę od Bjergen. Ta to dopiero "wąchała".

  • maj.basia

    Oceniono 13 razy 5

    Fajnie,fajnie, a te lekarstwa na astmę, które "zażywały" Norweżki ? No nie, przecież ponoć astma
    to ciężka choroba, a tu - proszę jakie "osiągi" narciarskie. Odczepcie się od Justyny !

  • taka_jest_prawda

    Oceniono 5 razy 3

    Tymczasem w Norwegii - Geir Helgemo, mistrz świata w brydżu, został zdyskwalifikowany za... doping. Media informują, że badania wykazały u niego ślady leku klomifenu oraz syntetycznego testosteronu.

  • kalowiec

    Oceniono 4 razy 0

    Tereska pewnie dalej bierze tylko coś lepszego i tyle, kogo zresztą te biegi obchodzą? Norwegowie stworzyli sobie państw w państwie...

  • segregator-a5

    Oceniono 7 razy -1

    A jak przedstawia się klasyfikacja medalowa MŚ 2019 Seefeld? Na którym miejscu jest Polska? Jesteśmy w czarnej dupie, a nadredaktor żeni kity o szmince sprzed lat. Może by tak zadać trudne pytania prezesom, dyrektorom, zawodnikom, póki są w jednym miejscu. Lepszej okazji nie będzie, bo za chwilę rozjadą się do domów i po ptokach.

  • oloros11

    Oceniono 8 razy -4

    relacji nie bylo zadnych juz przed tzw afera
    po tym co polka opowiadala o Norwezkach nie moglo byc zadnych relacji
    nikt w Norwegii sie tym nie martwi - za kilka lat nazwisko polskiej biegaczki bedzie wymianiae tylko przy okachi mowienia o sukcesach biegow narciarskim w Norwegio ktore trwaja nieprzerwanie do dziesiatkow lat a dla milionow Norewgow jest to nie tylko temat senasacyjnych ploteczek dziennikarskich a najzwyklejsze zajecie codzienne niemal - trudniow swiecie znakezs tak usportowiuony narod - w Polsce od czasu do czasu pojawia sie jakis talent - jest ekspoloatowany po kilku latach znowu czekja na nastepnego

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX