Sport.pl

MŚ Seefeld. "Mam nadzieję, że wyczerpałem limit błędów w życiu". Nieudany start sprinterów

Nie udał się polskim sprinterom start w biegu drużynowym na MŚ w Seefeld. Odpadli już w półfinale i zostali sklasyfikowani na odległym, osiemnastym miejscu. Maciej Staręga i Dominik Bury jednak pokazali klasę, chętnie i wyczerpująco odpowiadając w ciężkiej dla siebie sytuacji na pytania dziennikarzy. Pierwszy został przepytany Maciej Staręga.

Szczęśliwy chyba pan nie jest. – Z czego tu być szczęśliwym. Słabe bieganie to było, początek sezonu był jeszcze niezły. Nie wiem, może przegięliśmy z przygotowaniami i forma się odwróciła. Bo to nie jest nasze bieganie. Z drużynami z pierwszej piątki z półfinału wcześniej wygrywaliśmy. Trzeba iść dalej, wyciągać wnioski i być mądrzejszym. Wiem, mam 29 lat i doświadczenie. Przygotowywałem się pod tą imprezę z tym doświadczeniem. Nie zawsze jednak da się wszystko poukładać, by udał się start właśnie w tym właściwym momencie – Pojawiły się jakieś pomysły, co można zrobić? Albo czy chociaż wiadomo, co zaszkodziło? – Zastanawialiśmy się z trenerem, że może za późno zjechaliśmy z wysokości. Następnym razem trzeba to zrobić miesiąc przed imprezą, a potem spokojnie biegać i przygotowywać się do zawodów. Pierwszy raz mieliśmy takie przygotowanie, myśleliśmy że przez to starty wyjdą lepiej, ale wyszły gorzej.

Czy spotykaliście się z młodą kadrą żeńską i Justyną Kowalczyk, by korzystać z doświadczenia jej i trenera Wierietielnego? – Nie. Rozmijaliśmy się. Nie było to z ich winy, po prostu mieliśmy inne plany. Konsultowałem się czasem z trenerem Wierietielnym, ale koncentrowałem się na swojej pracy. Nie można iść dwiema drogami, więc starałem iść swoją drogą. Nie udało się – Taka porażka na najważniejszej imprezie sezonu podcina skrzydła? – Tak, podcina, ale to nie znaczy że należy składać broń i się poddawać. Na błędach człowiek się najlepiej uczy. Mam nadzieję, że limit błędów już wyczerpałem w swoim życiu i teraz będzie już tylko lepiej. Będę żył taką nadzieją, bo jeszcze chcę trochę pobiegać, póki mi to sprawia radość i jestem z tego zadowolony, choć szczerze mówiąc niewiele z tego mam; będę starał się startować i walczyć i dobre wyniki, by pokazać młodym zawodnikom, gdzie ja jestem, a także gdzie jest świat. W Polsce ciężko jest uświadomić ludzi, z czym musimy się mierzyć. My nie mamy żadnych warunków do uprawiania biegów narciarskich, w porównaniu do choćby takiej Austrii – widać, jaka to jest kolosalna różnica. Taki ośrodek jak tu w Seefeld u nas jest niemożliwy do wybudowania: po pierwsze – nikt nie ma pojęcia, jak to zrobić, po drugie – nikomu nie jest to potrzebne, po trzecie – nie ma na to funduszy. A my chcemy mieć biegi na światowym poziomie. Nie mówię, że wszystko zależy od ośrodka – są jeszcze inne sprawy, jak trenerska grupa, zaangażowanie innych ludzi, a w Polsce staramy się zrobić coś z niczego. Takie są realia, więc trzeba się cieszyć każdym małym sukcesem i starać się iść do przodu – Indywidualny sprint łyżwą jest przewidziany dopiero na Igrzyskach w Pekinie. Masz go w planach? – Tak, mam w planach. Zobaczymy, jak się życie potoczy – mam też inne rzeczy w planach, mniej związane ze sportem, ale myślę o tym. Chcę dotrwać do Pekinu, dać z siebie wszystko i potem będę się zastanawiał co dalej.

Równie chętny do odpowiadania na trudne pytania był Dominik Bury. Przed wami kolejna lekcja. – Tak, kolejna lekcja i dla mnie kolejny trening po tygodniowym leczeniu. Mój organizm bardzo mocno odczuł tą chorobę – Wracasz do zdrowia, czy do końca mistrzostw będzie ciężko? – Ogólnie czuję się drugi dzień lepiej, bóle gardła ustąpiły. Ale moja dyspozycja spadła znacząco, nawet nie spodziewałem się, że może dojść do takiej sytuacji. Przed Mistrzostwami Świata byłem w dobrej dyspozycji i myślałem tylko z trenerem, by ją utrzymać, a tu choroba pokrzyżowała plany. Taki jest sport. Jutro muszę wracać do siebie i odbudowywać formę na biegi dystansowe – Czy tylko choroba zaważyła na pana formie, czy może w przygotowaniach były jakieś błędy? – Oczywiście, że choroba była głównym powodem słabego występu. Byłem w świetnej formie. W sporcie wytrzymałościowym nawet mała niedyspozycja może być kluczowa. Trochę źle się czujesz i już spadasz dwadzieścia pozycji w dół. Teraz trzeba się pozbierać i startować dalej.

– Wiedzieliście przed biegiem, że będzie ciężko? – Czułem, że muszę walczyć sam ze sobą, ze swoją psychiką, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, nie pokonam swojego organizmu – Czy czuł pan na trasie, że może pan nie wytrzymać i nie ukończyć tych zawodów? – Tak, po drugim okrążeniu położyłem się na ziemi i pomyślałem, że trzeci raz już nie przebiegnę tej trasy. Brało mnie już na wymioty, mój organizm dał z siebie więcej niż powinien. Wcześniej modliłem się, żeby dobiec. Walczyłem z sobą. Kiedy biegniesz, wtedy kiedy już się nie da, wtedy więcej osiągniesz wtedy, gdy masz dobrą formę. W sporcie trzeba się psychicznie cały czas przełamywać, to przynosi potem dobre owoce – Uważa pan, że powinniście przyjechać w czwórkę, by wystąpić w sztafecie na długim dystansie? – Nie, to nie miałoby sensu. Nie mamy czterech zawodników w Polsce na to, byśmy mogli ukończyć sztafetę na jakimś dobrym miejscu. W męskich biegach musi być czterech solidnych zawodników, by w ogóle dobiec do mety i nie zostać zdublowanym – ostatnio w Lahti Kanada, która ma znakomitych biegaczy, ledwo uniknęła zdublowania – Czy czujecie oddech na plecach ze strony młodszych kolegów, czy za wami jest w ogóle jakaś pustka? Czy walczycie z konkurencją, czy tylko z przeciwnościami losu, o których mówił dość szczegółowo Maciej Staręga? – Tak naprawdę w Polsce chyba statystycznie jest coraz mniej zawodników i brakuje dziś takich z perspektywami. Oczywiście mogą się oni pojawić. Ale to musi być osoba, która w co najmniej kilku zawodach dobrze się spisze, by był jakiś promyk nadziei. Na razie nie ma takich zawodników. Więcej o sportach zimowych na sportsinwinter.pl

Więcej o: