Sport.pl

Natalia Maliszewska chce pobić rekord świata. "Mam Ferrari w nogach"

- W Stanach i w Kanadzie można się zbliżyć do rekordu świata. W tamtym sezonie w Calgary pojechałam najszybsze okrążenie w historii. Nie sądzę, żeby teraz mogło być dużo gorzej. Będzie zabawa - mówi Natalia Maliszewska. Zdobywczyni Pucharu Świata w short tracku na dystansie 500 m od 1 do 3 listopada będzie się ścigać po raz pierwszy w nowym sezonie. Cel? - Chcę wygrać igrzyska olimpijskie - mówi Maliszewska. I protestuje, gdy zauważamy, że do startu w Pekinie zostały jeszcze ponad dwa lata.

Rok temu wygrała inaugurację i to było jej pierwsze pucharowe zwycięstwo w karierze. Natalia Maliszewska jeździła świetnie przez całą zimę i zdobyła Puchar Świata na 500 metrów, a także tytuł mistrzyni Europy na tym dystansie. Teraz 24-latka z Białegostoku rozpoczyna kolejny sezon. Od 1 do 3 listopada odbędą się zawody w amerykańskim Salt Lake City. Tydzień później rywalizacja przeniesie się do Montrealu, a następne pucharowe weekendy odbędą się w:

  • - japońskiej Nagoi (29 listopada - 1 grudnia)
  • - chińskim Szanghaju (6-8 grudnia)
  • - niemieckim Dreźnie (7-9 lutego)
  • - holenderskim Dordrechcie (14-16 lutego)

Łukasz Jachimiak: Zaczyna się sezon, w którym będziesz broniła Pucharu Świata. Cieszysz się, że to już?

Natalia Maliszewska: Pewnie, fajnie jest w końcu się sprawdzić po długich przygotowaniach. Super, że w tym roku do USA i Kanady wyjechaliśmy nie na trzy dni przed zawodami, tylko na ponad tydzień. Pobyliśmy dużą ekipą w fajnym miejscu i jeszcze dodatkowo zyskaliśmy po tym, co wypracowaliśmy wcześniej.

Rok temu wygrałaś starty w Calgary i Salt Lake City, teraz w Salt Lake City macie inaugurację, a za tydzień będziecie się ścigać w Montrealu, gdzie półtora roku temu zostałaś wicemistrzynią świata - nie dziwię się, że mówisz o fajnych miejscach.

- Sukcesy swoją drogą, ale za oceanem jest fantastyczny, szybki lód. Nie byłabym zawodniczką short tracku, gdybym nie lubiła prędkości. W Stanach i w Kanadzie można się zbliżyć do rekordu świata. Będzie zabawa.

Jesteś już w takiej formie, żeby się zbliżyć do rekordu świata?

- W tamtym sezonie bardzo mocno się zbliżyłam, w Calgary pojechałam najszybsze okrążenie w historii [8,36 s], rekord był naprawdę bardzo blisko [zabrakło 0,252 s] a nie sądzę, żeby teraz mogło być dużo gorzej.

Co to znaczy, że lód jest szybki? W USA i Kanadzie tory są położone wyżej i to ma znaczenie, czy chodzi o sposób w jaki się ten lód robi?

- Chodzi o przygotowanie lodu, o jego różne składniki. Liczy się też temperatura lodu i powietrza wewnątrz hali. Jak na trybunach jest 15 stopni, a lód ma 5 stopni, to jest dobrze, bo wtedy dolna warstwa lodu jest twarda, zmrożona, a górna jest delikatnie cieplejsza i trzyma płozę. W takich warunkach pęd zawodnika jest największy. Niestety, w Polsce szybkiego lodu nie mamy. Fajnie by było móc w ramach przygotowań do sezonu pojechać sobie czasem na szybki lód do Calgary czy Salt Lake City, żeby poćwiczyć w takich warunkach.

Dlaczego nie mamy szybkiego lodu w nowej hali w Tomaszowie Mazowieckim? Brakuje nam sprzętu czy wiedzy jak taki lód zrobić?

- Chyba brakuje i wiedzy, i sprzętu. Arena Lodowa naprawdę nie ma dobrego lodu. Fajnie, że teraz wcześniej wyjechaliśmy do Stanów, bo mamy szansę się przyzwyczaić do szybkości przed zawodami. To jest bardzo ważne. To tak jakby długo jeździć maluchem i nagle przesiąść się do ferrari. Różnica ogromna, prawda? W pierwszych dniach po takiej przesiadce naprawdę nie ogarniamy prędkości. Śmieję się, że wtedy jeżdżę z projektorem w oczach - nic nie widzę w sposób normalny.

Zdanie o maluchu i ferrari chyba ładnie pasuje do opisania tego, co się ostatnio stało z Twoją karierą?

- No mam to ferrari w nogach, mam.

Myślę raczej o tym, że mocno przyspieszając na torze stałaś się zauważana i doceniana.

- Jak najbardziej. Bardzo to doceniam, że dyscyplina staje się coraz bardziej popularna. Short track na to zasługuje, jest przecież bardzo widowiskowy. Myślę głównie właśnie o tym, żeby promować swój sport. Bardzo się cieszę, że w Białymstoku, z którego pochodzę, jest kuźnia talentów. Na naszym lodowisku codziennie od godziny 7 do 17 bez przerwy trenują dzieciaki. Jak między nie wcisną gdzieś naszą kadrę, to jest pięknie. Przydałby się jeszcze tylko jakiś pomysł na zorganizowanie dla dzieci czegoś więcej niż zwykłe treningi i przechodzenie z klasy do klasy.

Myślisz o cyklu zawodów na wzór Lotos Cupu w skokach narciarskich?

- Na pewno to by wypaliło. Kiedyś była małyszomania, na fali tego szału powstał program, dzięki któremu dzisiaj Kamil Stoch i jego koledzy są najlepsi na świecie. W short tracku takiego programu brakuje. Przydałby się na pewno, bo pan Janusz Bielawski, czyli prezes mojego klubu, Juvenii Białystok, bardzo mi dziękował za to, że po moich wynikach z ubiegłego sezonu niesamowicie się zwiększyły liczby w rekrutacji do naszych szkół [w skład Zespołu Szkół Mistrzostwa Sportowego w Białymstoku wchodzi łącznie pięć szkół dla dzieci i młodzieży w różnym wieku].

Czyli w Białymstoku jest maliszomania.

- Ha, ha, bardzo to miłe. Podoba mi się, można to tak nazwać. Super są spotkania z dzieciakami na lodowisku. Dzieci zwykle na mnie patrzą, ale wstydzą się podejść. Mijamy się w ciasnych korytarzach, więc mówię "No cześć, hej!". Reakcja jest zazwyczaj taka: "O Jezu! Jaka ty jesteś super", po chwili robimy sobie zdjęcia, gadamy i ja im mówię, że jestem normalnym "Kurczakiem" [to pseudonim Natalii], który sobie tak jak one chodzi po ziemi i tylko czasem jadę na zawody i można mnie zobaczyć w telewizji.

Myślisz o swojej rosnącej popularności w kontekście plebiscytów na sportowca roku? One za chwilę ruszą, w tym największym, "Przeglądu Sportowego", pewnie miło byłoby znaleźć się wysoko?

- Zupełnie się tym nie zajmuję. Chcę wygrywać na Pucharach Świata, na mistrzostwach Europy i świata, a najbardziej chcę wygrać igrzyska olimpijskie. Jestem sportowem i na takich zwycięstwach mi zależy.

Co szczególnie chcesz wygrać w tym roku?

- Igrzyska.

Ale w tym roku igrzysk nie ma.

- One przyjdą szybciej niż się wszystkim wydaje, są za rogiem. Ludzie mi mówią: "Jezu, Natalka, przecież masz jeszcze dwa i pół roku". Nie, nie, to już zaraz. Chodzi o to, żebym się w tym sezonie dalej rozwijała. Chcę być stabilna i jednocześnie chcę się uczyć kolejnych nowych rzeczy, chcę samą siebie szlifować. Potrzebuję jak najwięcej dobrych startów, żeby na igrzyskach wiedzieć co i jak mogę zrobić w każdej sytuacji, w jakiej się znajdę.

Gdybyś miała jeszcze raz do rozegrania ćwierćfinał mistrzostw świata z Suzanne Schulting i Elise Christie, to co byś zrobiła inaczej niż kilka miesięcy temu w Sofii, gdy odpadłaś?

- Ale to już było i ja o tym nie myślę.

Nie jesteś taką zawodniczką, która analizuje, rozmyśla?

- Już to zrobiłam. Przeanalizowałam wszystko z trenerami, wiemy co było nie tak i zostawiłam to. Myślę do przodu, a nie do tyłu.

Powiedziałaś, że chcesz się uczyć kolejnych nowych rzeczy. Co nowego zrobiłaś po poprzednim sezonie?

- Jeżdżę dużo lepiej, niżej. Niżej oznacza, że będę miała większe pole do odbicia. Nogę mam długą, jak siedzę niżej, to odepchnięcie będzie dłuższe. Myślę, że to się przyda.

Więcej o: