Sport.pl

Biatlon. Za 18 dni MŚ, a Sikora wreszcie pokonał pecha!

Bezbłędny na strzelnicy Tomasz Sikora drugi w biegu PŚ na 15 km w amerykańskim Fort Kent! 37-letni Polak przegrał tylko z szybkim jak błyskawica Francuzem Martinem Fourcade'em.
Szeroko uśmiechnięta na mecie twarz Sikory - takiego widoku w tym sezonie jeszcze nie oglądaliśmy. Polak był do niedzieli przygnębiony, bo wszystko od grudnia układało się nie po jego myśli. Na początku sezonu zatruł się, potem chorował na zapalenie oskrzeli, grypę, a kiedy już doszedł do jako takiego zdrowia, okazało się, że i tak ciągle jest bez formy. Choć na strzelnicy było lepiej niż w poprzednich latach, biegowo cały czas tracił do najlepszych nawet po 50 sekund, co było przepaścią. Niedawno z kadry odszedł zawiedziony tymi niepowodzeniami norweski trener Jon Arne Enevoldsen, Sikora wolał sam zająć się przygotowaniami. Od stycznia trenował indywidualnie, a pod koniec miesiąca został tymczasowym trenerem całej męskiej kadry (czyli i tak głównie siebie samego). - Znam mój organizm, wiem, czego mi trzeba, najlepiej umiem o siebie zadbać - powtarzał.

W niedzielę ta jego filozofia samotnika zatriumfowała. Pech nagle się skończył. I to w jakim momencie - na niespełna trzy tygodnie przed MŚ w syberyjskim Chanty-Mansyjsku!

Sikora lubi ścigać się na 15 km, to właśnie w tej konkurencji zdobył w Turynie w 2006 r. olimpijskie srebro. W biegu masowym startuje tylko 30 najlepszych zawodników PŚ, wszyscy biegną w grupie, co pasuje Sikorze, bo woli tłok i walkę z przeciwnikiem od zmagań wyłącznie z czasem, jak w biegu na 10 czy 20 km.

W Fort Kent od początku biegł w czołówce, nastawiony był bojowo, ale to, że może stanąć na podium, stało się realne dopiero po trzecim strzelaniu, gdy po raz kolejny się nie pomylił. Po ostatniej wizycie na strzelnicy Sikora biegł już jako samodzielny lider - poza nim bezbłędnie strzelał jeszcze tylko Słoweniec Jakov Fak. W szaloną pogoń rzucił się jednak Francuz Fourcade (dwa pudła), zdecydowanie najszybszy obecnie zawodnik PŚ, który ok. 1,5 km przed metą doścignął Sikorę. Polak przegrał z nim minimalnie - o 3,1 s. Odparł jednak atak kolejnych rywali biegnących kilkanaście metrów za jego plecami - norweskiego lidera PŚ Tarjei Boe i Niemca Andreasa Birnbachera (też po dwa pudła), którzy stracili do Fourcade'a kolejno 4,7 i 5,5 s. Patrząc wyłącznie na wyniki biegu, Sikora nie wypadł źle - miał ósmy czas ze stratą 28,5 s do Francuza.

Linię mety Polak mijał, unosząc ręce w geście triumfu. To jego pierwsze podium PŚ od ponad roku - ostatnio był trzeci 10 stycznia na 15 km w niemieckim Oberhofie. W tym sezonie najwyżej był piąty, do niedzieli jeszcze tylko raz - w słoweńskiej Pokljuce - zdołał w ogóle wedrzeć się do najlepszej dziesiątki.

PŚ w Fort Kent był ostatnim sprawdzianem przed MŚ, które zaczynają się 3 marca w Rosji. - Najwyższa forma ma być na mistrzostwa, tylko one w tym sezonie się jeszcze liczą - podkreślał niedawno Polak, który we wtorek na krótko przyjeżdża do Polski, a potem jedzie na zgrupowanie do Niemiec.

- Tomek powtarzał od kilku dni, że czuje się coraz lepiej, jego forma rośnie. On zawsze najlepiej wie, co jest mu potrzebne. To taki typ, że najbardziej na świecie ceni spokój, lubi sam wszystko sobie organizować. Te samodzielne przygotowania po prostu mu pomogły. Udowodnił, że wciąż może się liczyć w czołówce PŚ i MŚ - powiedział "Gazecie" Zbigniew Waśkiewicz, prezes związku biatlonowego.

23

razy Tomasz Sikora stawał na podium PŚ. Po raz pierwszy w 1993 r. Wygrał pięciokrotnie

Morgenstern zwycięzcą Pucharu Świata


Więcej o: