Sport.pl

Tomasz Sikora dla "Gazety Sport.pl": Jeszcze mi się chce

- Sezon był nieudany, ale nie czuję wypalenia, zniechęcenia, tylko chęć udowodnienia, że wciąż potrafię. Nie skończę kariery - mówi biatlonista Tomasz Sikora. Stawia jednak warunek: - Wybory w związku musi jednak wygrać obecny prezes.
Tydzień temu skończył się jeden z najgorszych w ostatnich latach sezonów Sikory. Polak chciał zdobyć medal na igrzyskach w Vancouver, ale wrócił z niczym. W PŚ też było źle, bo z drugiej lokaty w 2009 r. spadł aż na 17. miejsce. Nie licząc sezonu 2006/07, ten był najgorszy od 2002 r. Kilka dni temu okazało się też, że po ośmiu latach polską kadrę opuści trener Roman Bondaruk. 36-letni Sikora ma nad czym myśleć. Wciąż nie podjął decyzji, czy będzie kontynuował karierę.

Jakub Ciastoń: Najgorszy moment sezonu to...

Tomasz Sikora: - Bieg na 10 km na igrzyskach i tamto feralne oberwanie chmury. Ulewa spadła na grupę, w której biegłem, przekreślając szansę na medale. Byłem dobrze przygotowany biegowo, ale ze strzelaniem nie było najlepiej, więc nastawiałem się najbardziej właśnie na 10 km, bo są tylko dwie wizyty na strzelnicy. Drugi najgorszy moment to starty po igrzyskach. Myślałem, że będzie lepiej, że się odbuduję, a było gorzej.

Sportową motywację do dalszych startów pan ma?

- Bardzo dużą. Sezon był nieudany, ale nie czuję wypalenia, zniechęcenia, tylko odwrotnie: chęć udowodnienia, że wciąż potrafię. Już tak w swojej karierze miałem. Sezon po igrzyskach w Turynie też był słaby, ale potem strasznie mnie to zmobilizowało i było dużo lepiej. Fizycznie czuję się dobrze, wiem, że mój organizm stać wciąż na ściganie się na najwyższym poziomie.

Nie chce pan jednak ciągle ogłosić, że nie kończy kariery.

- Czekam do czerwca, do wyborów w związku biatlonowym. Nie wyobrażam sobie dalszych startów, jeśli prezesem na kolejną kadencję nie zostanie Zbigniew Waśkiewicz, rektor AWF w Katowicach.

Dlaczego upiera się pan przy Waśkiewiczu, skoro nie wiadomo nawet, czy on będzie kandydował?

- Myślę, że będzie kandydował. Nie widzę lepszego. To człowiek, który daję gwarancję normalności i spokojnej pracy. Ja przez 20 lat kariery musiałem się szarpać o wszystko z różnymi działaczami. Nie chcę na starość wracać do tej samej sytuacji.

Firma Viessmann, czyli główny sponsor związku, będzie miała coś do powiedzenia?

- Jesteśmy umówieni na rozmowy. O różnych sprawach, także o przyszłości. Na pewno nie chodzi mi o pieniądze. Ja jestem już wiekowym zawodnikiem. Najważniejsze dla mnie jest skupić się na pracy i spokojnie przygotować do nowego sezonu.

Jeśli wszystko się ułoży, to dotrwa pan do igrzysk w Soczi, czy raczej myśli o dwóch-trzech latach dalszego ścigania się?

- Nie mogę składać takich deklaracji, bo nie mam 21 lat, tylko 36. Co z tego, że powiem, że startuję do Soczi, jeśli za dwa lata będę zajmował 60. miejsce? Wszystko będę uzależniał od wyników z sezonu na sezon. Na razie oceniam, że dalsze uprawianie biatlonu ma sens.

Coś pana zaskoczyło w tym sezonie PŚ? Bjoerndalen nie był tak mocny, jak się spodziewano.

- Poza moimi słabymi wynikami, niewiele mnie zaskoczyło. Nie zgadzam się, że Bjoerndalen był słabszy. Na igrzyskach miał pecha, bo też trafił na ulewę, ale i tak wrócił z medalami.

Trener Roman Bondaruk po ośmiu latach odchodzi z Polski. Kto go zastąpi?

- Jego odejście było przesądzone, wiedziałem już dawno, że nie chce być trenerem. Czuł się zmęczony. Chce odpocząć. Trenował będę się teraz sam. Dwa lata temu już miałem indywidualny tok przygotowań. Trener tylko doradzał. Poradzę sobie.

Cześć działaczy będzie chciała przeforsować polskiego trenera.

- Nie chcę Polaka. To bez sensu. Mogę się zgodzić na zagranicznego trenera z nazwiskiem, który byłby konsultantem. Postanowiłem już, że będę się trenować sam.

Jak pan będzie wspominał Bondaruka?

- To człowiek, który żył biatlonem. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, kiedy nie rozmawiał o tym sporcie. W Polsce wprowadził profesjonalny sztab, pojawili się klasowi serwismeni, masażyści, zgrupowania. Wiele mu zawdzięczamy. Ja miałem z trenerem chwile lepsze i gorsze, jak to zawsze bywa. Ale faktem jest, że odniosłem z nim największe sukcesy: medal olimpijski, mistrzostw świata i wiele razy podium PŚ.

Czy polski biatlon poradzi sobie kiedyś bez Tomasza Sikory?

- O dziewczyny się nie martwię, bo naprawdę udało się stworzyć mocną reprezentację. U mężczyzn jest dużo cięższa sytuacja. Chłopcy muszą wziąć się do roboty. Potrzebne są lepsze wyniki, bo realne jest wypadnięcie Polski z klasyfikacji Pucharu Narodów PŚ. Wtedy mógłby nas reprezentować tylko jeden zawodnik.



Więcej o: