Sport.pl

Biathlon. Waśkiewicz: Kołodziejczyk był absolutnie święty, że wytrzymał tak długo

- Adam jest w bezpośrednim kontakcie trudną osobą. Często z nim dyskutuję, przekonałem się, że nie jest aniołem. Ale był absolutnie święty, że wytrzymał tak długo - mówi Zbigniew Waśkiewicz, były prezes Polskiego Związku Biathlonu o Adamie Kołodziejczyku, który podał się do dymisji po sześciu latach pracy z polskimi biathlonistkami i doprowadzeniu ich m.in. do czterech medali mistrzostw świata




Łukasz Jachimiak: "Męska decyzja. Szacunek. Dziękuję za sześć świetnych lat!" - tak napisał Pan na Twitterze, na wieść o tym, że Adam Kołodziejczyk zrezygnował z funkcji trenera kadry naszych biathlonistek. Dlaczego według Pana odszedł?

Zbigniew Waśkiewicz: Uważam, że podjął męską decyzję, no bo jeśli część zawodniczek chce trenować z kimś innym, ma własną wizję swojego treningu, a grupa, którą prowadzi trener nie wykazała się dobrymi wynikami, to brutalna, ale rzetelna ocena jest taka, że jest kiepsko. Dobrze, że trener uznał, że nie chce tego dalej ciągnąć, brać na siebie odpowiedzialności i dawać alibi zawodniczkom, które twierdzą, że nie mogą się dobrze przygotować. Niech teraz się wykażą, niech pokażą jakimi tak naprawdę są postaciami. Za nami najlepsze lata polskiego biathlonu. Wcześniej mieliśmy pojedyncze medale raz na osiem czy dziesięć lat, a teraz w ciągu sześciu lat mieliśmy cztery medale, z 10 czy 12 miejsc na podium Pucharu Świata, zawodniczkę w czołowej "10" klasyfikacji generalnej. W nowoczesnym, bardzo bogatym świecie biathlonu, gdzie czołówka jest w totalnym kosmosie, trzeba takie wyniki doceniać. Ciekaw jestem, czy zawodniczki będą w stanie jeszcze kiedyś takie rezultaty osiągnąć.

Co znaczy, że czołówka jest w totalnym kosmosie? Monika Hojnisz mówiła niedawno, że inni mają siedmiomilowe buty, a my ich ciągle szukamy i nie możemy znaleźć. Wiemy, że jest kiepsko z formą i atmosferą, a do tego świat nam uciekł technologicznie?

- Nasze panie biegają na najlepszych nartach. Według mnie mamy najlepszy sprzęt - narty, karabiny, amunicję. Wszystko testujemy. Nasza kadra jeździ na wszystkie zgrupowania z lekarzem, którego ma na etacie. Związek ma na etacie dwóch fizjoterapeutów. Ma też dostęp do wszystkich najlepszych suplementów. Ale wiemy, że wydatki w innych krajach są dużo większe. Budżety czołowych krajów są czasem 10-krotnie większe. A najważniejsze, że u rywali są pieniądze nie na cztery czy pięć zawodniczek jak u nas, tylko na 40. My mamy pieniądze na wąską grupę, ale już finansowanie zaplecza kadry jest bardzo trudne. Jednak nasza główna grupa, ta która narzeka, naprawdę nie ma do tego powodów. Korzystamy z najlepszych smarów. No chyba że Swix wymyśli jakąś nowość i najpierw da ją swoim, a dopiero za jakiś czas sprzeda wszystkim. Znana jest historia, kiedy jednego roku, żeby nie zostać posądzonym o łamanie przepisów i nieuczciwą rywalizację najnowszy smar sprzedawali na portalu internetowym w Japonii. Oczywiście portal był w języku japońskim (śmiech). Ale tego nigdy nie przeskoczymy, tu nie chodzi o pieniądze. Firmy które są narodowe wspierają w pierwszej kolejności swoje reprezentacje.

Części celownicze czy kolby, na które zawodniczki narzekały, też mamy takie jak czołówka?

- Oczywiście, choć nie ma sensu kupować ich co roku. Każda zawodniczka ma kolbę indywidualnie kształtowaną i robioną na zamówienie. Jak słucham tych różnych tłumaczeń, to śmiać mi się chce. Tomasz Sikora jak pojechał na któryś z Pucharów Świata, to panowie którzy znakują broń przed zawodami pokazywali ją sobie, zwoływali się, bo twierdzili, że czegoś takiego już nie ma. A i z takiego sprzętu dało się strzelić "zera". Oczywiście mówię to żartobliwie, nikt nie ma zamiaru dzisiaj tak działać. Tylko też nie szukajmy alibi. Tomka zawsze za to szanowałem, że szukał błędów w sobie, w Sikorze, a nie w karabinie, w nartach, czy w czymkolwiek innym.

Teraz Sikora oddał się do dyspozycji zarządu. Wyobraża Pan sobie, że zarząd z niego zrezygnuje i na rok przed igrzyskami w Pjongczangu będzie od zera budował zespół trenerski?

- Na pewno Adam dał wszystkim jednoznacznie znać, że rezygnuje i nie chce tego dalej ciągnąć, ale teraz jeszcze z nim kadra wystartuje w Pucharze Świata w Korei. Musiał tam pojechać ze względów logistycznych - chodzi o pozwolenie na przewóz broni, bilety lotnicze i mnóstwo innych rzeczy. Tomek oddał się do dyspozycji, a nie zrezygnował, bo ktoś musi jeszcze pojechać z kadrą na dwa następne Puchary Świata, ostatnie w sezonie.

Spodziewa się Pan, że Sikora też nie będzie miał ochoty pracować dalej?

- Cóż, miodu tam nie ma, nie oszukujmy się, w kadrze nie panuje atmosfera kreatywna, twórcza i fantastyczna. Tomek już zachował się bardzo lojalnie, kiedy Krystyna Guzik powiedziała, że ona nie będzie pracować z Kołodziejczykiem, bo chce z Sikorą. Wtedy Tomasz oficjalnie powiedział, że nie ma takiej możliwości, bo on jest lojalny wobec Adama. Wierzę głęboko, że dalej tak będzie. W świecie sportu powinno tak być. Jeśli główny trener odchodzi, a asystent zostaje, to sytuacja robi się dziwna. No bo co, pracowali razem i nagle asystent wie lepiej co trzeba zrobić? Ale to sprawy między nimi. Ja wiem jedno - trener Kołodziejczyk był absolutnie święty, że wytrzymał tak długo. Kibice często słuchają jak się żalą sportowcy, a nikt nie słucha trenerów. Jak zawodnik powie "kurde, trener jest beznadziejny, nie robi tego, nie robi tamtego", to dziennikarz ma spektakularnego newsa. Szkoda, że trener czasem tak nie powie. Adam przez sześć lat mocno posiwiał, zapłacił ogromną cenę za swoją pracę. Szkoda, że tak się ona kończy. Rozmawiałem z nim, powiedziałem mu, że jakieś drzwi mu się zamknęły, ale jakieś się otworzą. Życie pokaże, gdzie za rok, dwa czy trzy będzie trener Kołodziejczyk a gdzie będą zawodniczki.

Widzi Pan na rynku trenera, którego warto zatrudnić, który na rok przed igrzyskami dawałby nadzieję odbudowania naszej kadry?

- Nie będzie kolejki chętnych do pracy z Polską, bo zła atmosfera w naszej reprezentacji to nie jest tajemnica. Wielu fachowców ma pełną świadomość, co się u nas dzieje, jak trudne charaktery są w naszej reprezentacji. Poza tym my nie jesteśmy w stanie zapłacić takich pieniędzy, jakich oczekiwałby dobry trener, zwłaszcza za pracę w trudnych warunkach.

Ile kosztuje dobry trener w biathlonie?

- Trzeba liczyć od pięciu tysięcy euro w górę. Chociaż kiedyś rozmawiałem z norweskim trenerem średniego poziomu i on mi powiedział, że za pięć tysięcy euro nie opłaca mu się przyjeżdżać, bo więcej zarabia u siebie w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Żeby ściągnąć autorytet, nazwisko kojarzone przez wszystkich, to trzeba szykować 10 tys. euro. A Ministerstwo Sportu, zgodnie ze swoimi stawkami, na trenera może dać maksymalnie dwa tysiące euro. Nie jest łatwo znaleźć resztę tej kwoty. I nie będzie też łatwo znaleźć takiego szkoleniowca, który będzie odpowiadał wszystkim zawodniczkom. Każda ma inną wizję siebie, swoich przygotowań. Ale atmosfera musi być najmniej ważna. Pracą biathlonistek jest biathlon, one za jego uprawianie zarabiają pieniądze. Jak jest atmosfera, to się pracuje łatwiej, lepiej, ale jak jej nie ma, to każdy i tak musi robić swoje, dbać o siebie, wykonywać obowiązki. Do końca wyobrażeń każdej z zawodniczek na temat ich treningu się nie pogodzi.

Krystyna Guzik trenuje z Austriakami, Magdalena Gwizdoń z kadrą B, Monika Hojnisz trzymała się trenera Kołodziejczyka, ale ostatnio narzekała, ten układ chyba już jej się nie podobał, Weronika Nowakowska-Ziemniak, która teraz jest na urlopie macierzyńskim, fanką Kołodziejczyka też nie była. Pan trenera zupełnie za nic nie wini? Dlaczego nie zapanował nad zawodniczkami, dlaczego nie był dla nich autorytetem?

- Nie mówię, że to wina tylko zawodniczek. Nigdy nie dzieje się tak, że tylko jedna strona robi coś źle, a druga jest idealna. Adam jest w bezpośrednim kontakcie bardzo trudną osobą. Często z nim dyskutuję, więc przekonałem się, że nie jest aniołem.

Krzyczy, jest impulsywny?

- Impulsywny na pewno jest, ale nigdy nie podejmuje decyzji pochopnie i pod wpływem emocji. Zwłaszcza tych istotnych. Jest bardzo kulturalny. Na pewno nie jest ideałem. Jest uparty, bardzo mocno broni swoich stanowisk, czasami nie dopuszcza czyjegoś zdania. Ale nie łudźmy się, że tylko on był problemem dla zawodniczek, że one się nawzajem kochają. Tam jest ciągła gra charakterów, walka o pozycję. A trener to tylko jeden z elementów tej dziwnej układanki.

Kiedy to wszystko zaczęło się psuć? Mam wrażenie, że od zawsze nie było różowo, że iskrzyło nawet kiedy przyszły pierwsze sukcesy, czyli srebrny medal Krystyny Guzik, wtedy jeszcze Pałki, i brązowy Moniki Hojnisz na MŚ 2013.

- Zawsze było coś nie tak. Od początku. Jeszcze raz wrócę do Tomka Sikory. On jest prawdziwym mistrzem. Jak coś mu nie poszło, to zawsze szukał winy w sobie. Nikt nie znajdzie wywiadu, w którym powiedziałby, że go trener źle przygotował albo że ktoś mu zły sprzęt kupił, albo że ktoś mu celownik przestawił. Takich wywiadów nie ma.

Zgadzam się, pamiętam raczej Sikorę mówiącego po latach od odejścia Aleksandra Wierietielnego, że mógł pracować u tego trenera ciężej i więcej skorzystać.

- Tak jest, dokładnie. To jest mistrz sportu. Wiele razy po biegu się spotykaliśmy albo zdzwanialiśmy. Pytałem: "Tomasz, co jest, co się stało?". Odpowiadał: "A, prezesie, spier. sprawę, źle zrobiłem to, źle tamto, tu mogłem pocisnąć, a nie pocisnąłem". Jak nawet powiedział, że trochę mu narty nie jechały, to zaraz analizował, że i tak biegł do d., skoro miał czas gorszy aż o ileś tam od najlepszych. Prawdziwy sportowiec tak reaguje. Jest przygotowany na porażki. A w naszej kadrze od kilku lat jest tak, że problemy wychodzą nawet po dobrych sezonach. Przecież nagle się okazywało, że trener doprowadza trzy zawodniczki do medali mistrzostw świata, a one mówią, że jest trenerem do d. Krystyna Guzik zajmuje 10. miejsce w sezonie Pucharu Świata, najlepsze w swojej karierze, i okazuje się, że ma słabego trenera. Logiki w tym nie widzę. Odkąd działam w naszym biathlonie, w kadrze kobiet są konflikty. Na różnym poziomie, bo jak zawodniczki były młodsze i nie miały znaczących sukcesów, a trenerem był bardziej autorytarny Roman Bondaruk, to wszystko lepiej się trzymało w kupie. A trener Kołodziejczyk jest w pewnych sprawach bardzo liberalny, na wiele pozwalał i to się obróciło przeciw niemu.

Na co pozwalał trener Kołodziejczyk?

- Na żądania zmian w planach treningu, wyjazdów, przyjazdów, na opowiadanie różnych historii mediom. Z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc to się kumulowało.

Nie bardzo sobie wyobrażam, by trener mógł wpłynąć na to, co zawodniczki mówią mediom.

- Gdyby tego typu wypowiedzi jakich udzielają nasze zawodniczki zdarzyły się w innym kraju, to reakcje byłyby zupełnie inne. Niedawno rozmawiałem o tym z Francuzami i Rosjanami w czasie Kongresu IBU. Powiedzieli, że po oficjalnej, medialnej krytyce trenera zawodniczka natychmiast zostałaby usunięta z kadry. Skoro podważa autorytet człowieka prowadzącego reprezentację, to dziękujemy.

Pan nie miał ochoty tak postąpić, kiedy jeszcze był Pan prezesem?

- Niestety, mamy cztery zawodniczki na wysokim międzynarodowym poziomie. Jak się jedną czy drugą wyrzuci, to co nam zostanie? Trener doskonale wiedział, że musi wszystko próbować jakoś lepić. W końcu uznał, że już się nie da. Życzę następnemu trenerowi, żeby sobie z tym wszystkim poradził. I żeby zdobył tyle medali i wysokich miejsc w Pucharze Świata, co Kołodziejczyk.

Na igrzyskach w Soczi w 2014 roku i wcześniejszych, w Vancouver, nasze zawodniczki były blisko medalowych pozycji, a stanąć na podium któraś z nich miała w końcu w Pjongczangu. Nie wierzy Pan, że to się uda?

- Sport jest przewrotny, może być tak, że przyjdzie nowy trener, pozmienia coś, trochę odpuści i dziewczyny po ciężko przepracowanych latach złapią świeżość, a on spije śmietankę. Na pewno będzie mu na początku ciężko bo trzy zawodniczki mają własną wizję swojego treningu. Ale może atmosfera będzie lepsza, bo trener przyjdzie z czystą kartą, powie dobry żart, pogłaszcze i będzie fajnie. A wtedy niewielu będzie takich, którzy będą pamiętali, że w sportach wytrzymałościowych formy nie buduje się w trzy miesiące i nie robi się wyniku od razu, tylko że procentuje wszystko, co się zrobiło przez lata.





Więcej o:
Komentarze (29)
Biathlon. Waśkiewicz: Kołodziejczyk był absolutnie święty, że wytrzymał tak długo
Zaloguj się
  • martuha

    Oceniono 6 razy 4

    jesli mam byc szczera, to z wywiadu z prezesem wnioskuje, ze polskie biatlonistki to rozkapryszone ksiezniczki, ktore same nie wiedza czego chca. pewnie, ze wina lezy po obu stornach, ale nawet jesli zwiazek zatrudni najlepszego i najdrozszego trenera, to z taka banda grymaszacych bab nie bedzie mozna nic zrobic. moze szanowne damy zrozumieja, ze dzieki temu, ze teraz sie przyloza, wloza w treningi troche wysilku tak naprawde zrobia sobie dobrze, a owoce tej pracy beda zbierac jeszcze dlugo. ale ja rozumiem, ze dzieki 500+ nawet sportsmenkom odechciewa sie trenowac, bo dopoki beda w wieku produkcyjnym mozna rodzic dzieci i pobierac swiadczenie i bieda jeszcze przez jakis czas nie zajrzy w oczy.
    zadziwiajace jest to, ze gdy normalny czlowiek zawala w pracy, szef zwyke zegna sie z niesumiennym pracownikiem bez zalu z jego strony. ale gdy nasze biatlonistki po raz kolejny usprawiedliwiaja swoje porazki wina trenerow, lekarzy sprzetu, ktos nadal trzyma je w kadrze.
    konkluzja - do roboty i przestac fochowac, drogie panie!!! a jesli nadal wydaje sie, ze wszyscy dookola ponosza wine waszych slabych wynikow, to proponuje podczepic sie pod kadre np. Niemiec, zmienic obywatelstwo i zobaczyc, czy takie zachowanie jak wasze bedzie tolerowane.

  • zbycho52

    Oceniono 3 razy 3

    Jakos nikt nie wspomina o tym,ze od lat staruja te same zawodniczki i sa coraz starsze,a nie mlodsze i coraz bardziej brakuje sil.

  • guru133

    Oceniono 2 razy 2

    Jak długo można pracować wciąż z tą samą grupą zawodniczek? Do późnej starości a może do śmierci? A gdzie młodzież?

  • ylli

    Oceniono 1 raz 1

    Waśkiewicz mija się z prawdą solidnie. Po IO w Vancouver nie przedłużono kontraktu z Biłową - trenerką reprezentacji. Chciały z nią pracować Nowakowska, Pałka, Gwizdoń i w sumie do dzisiaj często wspominają o Ukraińce. Broniły ją też wyniki bo wszystkie dziewczyny chciały z nią pracowac (to ona wyciągneła do szerokiej czołówki pucharu świata Polki z nikąd i zrobiła trzy 5te miejsca na IO w Turynie i Vancouver). Ale Waśkiewicz postanowił zatrudnić swojego kolege Kołodziejczyka który był trenerem mlodej Hojnisz i to była decyzja pod nią. Sam wbił klina w reprezentację w ten sposób bo wszystko było pod Hojnisz która jak się okazało czym starsza tym słabsza. Biłową wywalono na pysk po IO z dwoma piątymi miejscami mimo że chciała pracować.

    Cztery lata później w Sochi Biłowa doprowadziła Ukraińska reprezentacje do mistrzostwa olimpijskiego!

    Waśkiewicz ma w jednym racje, efekty treningu wydolnościoweo widać przez kilka lat, o na tym co wypracował duet Biłowa+Bondaruk jechał w Starym Meście.

    A jak on sprawił że 10lat młodsza Hojnisz biega w tym roku słabiej niż Gwizdoń bez hajsu to już całkiem nie mam pojęcia.

  • kryweg

    Oceniono 1 raz 1

    Szanowne Panie biathlonistki, ja wy[ ] liłabym Was wszystkie jednego dnia i wzięłabym dziewczyny, którym się chce walczyć, a nie kłócić. I tyle. Pozdrawiam Trenerów i serdecznie Im współczuję, że - mimo wszystko - trwali przy tych babskach !

  • menel13

    Oceniono 1 raz 1

    Biathlon powinno sponsorować wojsko.

  • caramba102

    Oceniono 1 raz 1

    sposób na fajny lajf (w pl) - szczelanie z karabinu na nartach, lub trenowanie szczelaczy z karabinu na nartach. ps. dyscyplinę można wstawić dowolną (prócz bierek).

  • lech2011

    Oceniono 3 razy 1

    Czy nie szkoda pieniędzy na ten biathlon, w którym nie mamy szansy na jakiekolwiek sukcesy ? To jakaś symulacja sportu.
    Nie lepiej dać te pieniądze do dyscyplin "rokujących " ?

  • mirek-dub

    0

    Szukanie kwadratowych jaj w sytuacji, gdzie prawda lezy na stole. Praca z grupa kobiet jest wyzwaniem ekstremalnym i mozliwym wylacznie na krotka mete. Szkoda, ze odszedl Andrzej Niemczyk - on by to Wam, dzialacze i dziennikarze, wytlumaczyl lopatologicznie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX