Sport.pl

Narciarstwo alpejskie. Mikaela Shiffrin się rozpędza, czyli Mozart chce grać nowy koncert

Ma 21 lat i już 22 zwycięstwa w Pucharze Świata. O 18 więcej niż Lindsey Vonn na takim etapie kariery. Wybitna amerykańska slalomistka Mikaela Shiffrin właśnie wkracza na terytorium wielkiej rodaczki. Jako Mozart nart udowodni, że koncertowo radzi sobie nie tylko z techniką, ale też z szybkością?




"O mój Boże! Jestem twoją wielką fanką. Teraz stoję na podium obok ciebie, ale oczywiście nadal jestem twoją wielką fanką" - tak mówiła Shiffrin do Marlies Schild 29 grudnia 2011 roku. Wtedy Amerykanka po raz pierwszy w karierze stanęła na podium Pucharu Świata, zajmując trzecie miejsce w austriackim Lienzu. Trochę ponad dwa lata później to Schild podziwiała Shiffrin. Na igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 roku Amerykanka zdobyła złoto, a Austriaczka srebro. Dzieliła je różnica 0,53 s. Największa w olimpijskim slalomie między mistrzynią a wicemistrzynią od 1988 roku, gdy w Calgary bezkonkurencyjna była Vreni Schneider.

Bije prehistoryczne rekordy

W Rosji Shiffrin stała się najmłodszą złotą medalistką igrzysk w slalomie w historii. Tytuł zdobyła trzy tygodnie przed 19. urodzinami. A później tak zdominowała konkurencję, że chyba nawet jej trochę się to znudziło.

Tydzień temu w Killington wygrała swój 10. slalom z rzędu w Pucharze Świata. Ostatnio taką serię miała Janica Kostelić, nieprzerwanie najlepsza od grudnia 1999 do lutego 2001 roku. Ale nawet ona nie odjechała rywalkom w takim stylu. Rok temu w Aspen Shiffrin wygrała z przewagą aż 3,07 s nad sklasyfikowaną na drugim miejscu Weroniką Velez-Zuzulovą. - Najpierw myślałam, że wygrałam tylko o 0,07 s, poczułam ukłucie rozczarowania, że tyle roztrwoniłam z 1,38 s przewagi po pierwszym przejeździe. Potem zobaczyłam, że z przodu jest "trójka". To było tak zaskakujące, że nie wiedziałam, co myśleć - opowiadała zwyciężczyni. I dodawała, że tak dużą stratę rywalki poniosły zapewne dlatego, że daleko z tyłu były już po pierwszym przejeździe. Tak daleko, że zabrakło im wiary, że jeszcze mogą dogonić liderkę.

Tak naprawdę strata była nie duża, tylko ogromna. Największa w historii. Jeszcze tylko raz zdarzyło się, by zwyciężczynię i drugą zawodniczkę dzieliły trzy sekundy. Równo 3,00 s straciła Francuzka Annie Famose do swej rodaczki Florence Steurer w prehistorycznym jak na sport roku 1968, w slalomie we włoskim Abetone.

Shiffrin dzień po swoim największym zwycięstwie znów dała popis, wygrywając z drugą Fridą Hansdotter o 2,65 s. Z przewagą ponad dwóch sekund nad następną narciarką zwyciężyła później we wszystkich trzech slalomach, w jakich wystartowała do końca oprzedniego sezonu. W listopadzie bieżącego roku była wyraźnie najlepsza w Levi i w Killington, gdzie uzyskała wyniki lepsze od drugich zawodniczek (odpowiednio Wendy Holdender i Zuzulovej) o 0,67 i 0,73 s. A mimo to musiała odpowiadać na dziwne pytania. - Czuję, że muszę ciągle robić coś specjalnego, żeby zasłużyć na uznanie. Po ostatnich zwycięstwach dostawałam pytania w stylu "co się stało, że miałaś tylko taką przewagę?" - skarży się Shiffrin. Ale też wyjaśnia, że coś faktycznie się dzieje.

Dziewczynka, która nie chce szuflady

"Shiffrin nie chce dać się zaszufladkować" - pisał kilka dni temu "New York Times". - Kiedy byłam młodsza, chciałam być jedną z najlepszych narciarek na świecie. Narciarek, a nie tylko slalomistek - mówi Amerykanka na łamach "NYT". - Widzę tę dziewczynkę, która zjeżdża szybko z górki ze swoim marzeniem. Chcę sprawdzić, czy rzeczywiście mogę je spełnić - dodaje, zapowiadając atak na konkurencje szybkościowe. Oczywiście atak perfekcyjne przygotowany. Od maja aż 80 proc. treningu Shiffrin poświęca na uczenie się zjazdu i supergiganta. W nich na razie nie osiągnęła znaczących wyników, w zjeździe dopiero zadebiutuje na najwyższym poziomie, startując w ten weekend w Pucharze Świata w kanadyjskim Lake Louise. - Celem na ten sezon są dwa starty w zjazdach i pięć lub sześć supergigantów - wyjaśnia trener Mike Day.

Zaraz po zdobyciu olimpijskiego złota w Soczi Shiffrin zapowiedziała, że w 2018 roku w Pjongczang będzie chciała wygrać komplet pięciu konkurencji. Teraz trochę śmieje się wspominając tę sytuację, ale zapewnia, że szykuje się do czterech startów i w każdym chce być wśród najlepszych. - Wciąż czuję się slalomistką, jeszcze sporo mogę w slalomie zrobić - mówi. Ale lubujący się w statystykach Amerykanie dowodzą, że już teraz jest najlepsza. Przecież gdyby nie kontuzja, która zabrała jej dwa miesiące poprzedniego sezonu, to 21-latka właśnie zmierzałaby po już piątą z rzędu Małą Kryształową Kulę za slalom. Poza tym dziennikarze "The Denver Post" wyliczyli, że o ile Schild, do której Shiffrin zawsze chciała równać, wygrała w karierze 35 slalomów w PŚ (do tego jeszcze jednego giganta i jedną superkombinację), a Mikaela na razie "tylko" 21 (plus jeden gigant), to Austriaczka na podium skończyła 57 proc. wszystkich swoich slalomowych startów w karierze, a Amerykanka już jest lepsza, bo z 43 startów 25 zakończyła w pierwszej trójce, co daje 58 proc. Wielu jest takich, którzy cieszą się, gdy Shiffrin mówi, że nawet kosztem genialnego balansu i wyczucia coraz więcej uwagi poświęca szukaniu prędkości.

"Ona ewidentnie chce wejść na terytorium Vonn, która w zjeździe i supergigancie dominuje od sezonu 2007/2008, która wygrała aż 76 startów w Pucharze Świata, która ma dwa medale olimpijskie, w tym jedyne w historii złoto w zjeździe dla Amerykanki. Na razie Shiffrin nie byłaby rywalką dla zdrowej Vonn. Ale pamiętajmy, jak błyskawicznie się uczy. Lindsey w jej wieku miała nie 22, a tylko cztery zwycięstwa w PŚ" - ekscytuje się "New York Times".

Slalom w kuchni, analiza od dziecka

Chęć nauki od zawsze cechuje Shiffrin. - Znów, jak kilka lat temu, cieszę się, że gonię czołówkę, że uczę się czegoś nowego - mówi Mikaela. A gdy po igrzyskach w Soczi ulicę na trasie między Eagle-Vail gdzie mieszka a kurortem Beaver Creek nazwano na jej cześć "Mikaela Way", zadowolona zauważyła, że znajduje się przy niej biblioteka.

W Vail w Kolorado Shiffrin się urodziła, tam jako siedmiolatka stawiała pierwsze kroki w narciarstwie. Ojciec, z zawodu anestezjolog, i matka, pielęgniarka, na nartach jeździli hobbystycznie, matka przez jakiś czas szkoliła nawet dzieci. Rodzice Mikaeli szybko zorientowali się, że ich córka ma talent. - Rodzina kocha narty, a po Mikaeli od razu było widać, że trenuje nie dlatego, że chcą tego jej rodzice - wspomina jej pierwsza trenerka, Rika Moore. Kolejny trener Shiffrin, Rick Colt, zdradził, że dzisiejsza mistrzyni już jako ośmiolatka oglądała transmisje z zawodów Pucharu Świata, by podpatrywać technikę najlepszych zawodniczek. A kiedy nie mogła być na stoku, własną technikę szlifowała w domowej kuchni, gdzie mama ustawiała dla niej slalom z mioteł.

Co ciekawe, cudowne dziecko rzadko startowało w zawodach. Rodzice Shiffrin uważali, że zamiast na zawody, w których zjechać można tylko dwa razy, czas lepiej poświęcić na spokojną pracę i pokonać trasę o 10 razy więcej.

Kiedy już Mikaela przystępowała do rywalizacji, to nie miała sobie równych. Jako 14-latka wygrała mistrzostwa USA w swojej kategorii wiekowej, pokonując wicemistrzynię o 11 sekund! Na mistrzostwach świata dzieci we Włoszech jej przewaga nad srebrną medalistką wyniosła ponad trzy sekundy. Jak niedawno w rekordowym występie w Pucharze Świata.

Wiedząc jak dwukrotna już mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska w slalomie rozpędzała się do sukcesów w tej specjalności warto obserwować, jak nabiera prędkości w walce o swoje największe marzenie. Na razie zjazdów i supergigantów wygrywać nie będzie, ale na pewno z jakiś czas może zostać najlepszą wszechstronną alpejką na świecie.

Ciesz się z powrotu zimy! Wracają piękne sportsmenki! [ZDJĘCIA]




Więcej o: