Sport.pl

Narciarstwo alpejskie. Żegnamy Cuche, witamy Hirschera

37-letni Szwajcar Didier Cuche, pięciokrotny król Kitzbühel, zjechał po trasie PŚ po raz ostatni. Kryształowa Kula dla 23-letniego Austriaka Marcela Hirschera.
Nim w sobotę rozstrzygnęła się walka o końcowe zwycięstwo w PŚ, 25 tys. widzów u podnóża stoku Planai w austriackim Schladming zobaczyło niesamowity obrazek. Odchodzący na emeryturę Cuche zjechał po trasie giganta na wypożyczonych z muzeum drewnianych, zabytkowych nartach bez krawędzi. Jego niezwykły image dopełniały kurtka, czapeczka z daszkiem, spodnie i plecak z tej samej epoki. Mijając, z wielkim wysiłkiem, kolejne bramki, Cuche przystawał i żegnał się z kolegami, machał do kibiców. Na mecie wykręcił drewnianą nartą "młynek", który od lat był jego znakiem rozpoznawczym - wypinając tył wiązania, Cuche kopał nartę tak, że okręcała się wokół własnej osi, a potem łapał ją w dłoń.

Cuche to fenomen, bo choć nigdy nie sięgnął po najwyższe trofea - nie zdobył Kryształowej Kuli i nie został mistrzem olimpijskim - to w konkurencjach szybkościowych dorobił się statusu legendy. Jako jedyny pięciokrotnie wygrał zjazd z Koguciego Grzebienia w Kitzbühel na najtrudniejszej trasie PŚ. To on, a nie Hermann Maier czy Franz Klammer, jest dziś oficjalnie nazywany "Królem Kitzbühel". Czterokrotnie sięgał po małe Kryształowe Kule w klasyfikacji zjazdowej, w sumie wygrał 21 zawodów PŚ. W 1998 r. na igrzyskach w Nagano, gdy Maier odnosił swe najsłynniejsze zwycięstwo - wygrywał supergigant w trzy dni po makabrycznym upadku w zjeździe - Cuche finiszował tuż za nim, sięgając po srebrny medal.

Do historii przejdzie jednak przede wszystkim jako mistrz długowieczny - karierę zaczynał w 1993 r., gdy wielu z obecnych alpejczyków chodziło do przedszkola. Żaden z uczestników jego debiutanckiego startu w Bormio nie ścigał się tak długo. A Cuche nie tylko przez 19 sezonów dojeżdżał do mety, ale stawał się coraz lepszy - jego najpiękniejsze lata to ostatnie sześć sezonów. Wtedy wygrał aż 16 razy, jako 35-latek został mistrzem świata w supergigancie, a miesiąc temu w Crans Montanie jako 37-latek stanął na najwyższym podium jako najstarszy narciarz w historii.

Fenomen Cuche'a to mieszanka techniki, doświadczenia, niezwykłej sprawności fizycznej i wytrzymałości niezbędnej na trudnych trasach. Potężnie zbudowany Szwajcar w dół stoku mknął zawsze niczym czołg, wydawało się, że nic nie jest w stanie go przewrócić. Wszyscy podkreślali, że nigdy nie bał się ryzyka i miał pogodne nastawienie do świata. - Humor nie opuszczał go, nawet gdy przegrywał, i dlatego często zwyciężał - żartowali młodsi koledzy.

Dwukrotnie zwyciężał w Szwajcarii w plebiscycie na najpopularniejszego sportowca, bijąc m.in. tenisistę Rogera Federera. Także dzięki niemu Szwajcarzy mają dziś świetnych zawodników, bo Cuche uczył Carlo Jankę i Beata Feuza, których kariery rozbłysły w ostatnich latach.

W sobotę zgasła gwiazda Cuche'a, ale narodziła się nowa - PŚ wygrał zaledwie 23-letni Austriak Marcel Hirscher, który triumf przypieczętował zwycięstwem w ostatnim gigancie sezonu. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że nie ma szans na PŚ, bo zajmował trzecią lokatę, ale kontuzji doznał broniący tytułu Chorwat Ivica Kostelić, a Szwajcar Feuz, po prostym błędzie, wypadł z trasy ostatniego supergiganta, w gigancie zaś nie zdobył punktów. - Skreślano mnie już tyle razy, że po prostu przestałem się przejmować - stwierdził Hirscher, który jest piątym Austriakiem z Kryształową Kulą po Klammerze, Eberharterze, Maierze i Raichu. Eksperci widzą w nim następcę tego ostatniego i wieszczą mu dominację w konkurencje techniczne PŚ na lata.

Niedzielny slalom wygrał Szwed Andre Myhrer, który atakując z trzeciego miejsca, zdołał wydrzeć małą Kulę w tej konkurencji, bo Kostalić i Hirscher nie dotarli do mety.

Kobiecy PŚ rozstrzygnął się tydzień temu. Triumfatorka Lindsey Vonn wciąż miała jednak ambitne plany. W Schladming chciała pobić rekord Hermanna Maiera - 2 tys. pkt zdobytych w jednym sezonie. Nie udało się, bo w drugim przejeździe giganta zgubiła kijek i straciła ponad cztery sekundy do Niemki Viktorii Rebensburg, która gigantową klasyfikację wygrała. Amerykanka zdołała jedynie pobić o 10 pkt kobiecy rekord Janicy Kostelić - 1970 pkt.

Na mecie wielu narciarzy próbowało w weekend kopiować "młynek" Cuche'a. Nielicznym się udało, choć ideał był tylko jeden.

Więcej o: