Sport.pl

Doping. Właściwe pytania o EPO

Kornelia Marek i trener Wiesław Cempa staną dziś przed komisją dyscyplinarną PZN. - Najważniejsze pytanie to nie to, kto robił zastrzyk, ale kto kupił EPO, sprowadził je do Polski, a potem przemycił do Kanady - mówi doktor Jarosław Krzywański z olimpijskiej misji medycznej
Kornelia Marek ukrywa się przed światem, ale potwierdziła, że w środę po godz. 9 przyjedzie do Krakowa na pierwsze posiedzenie komisji dyscyplinarnej PZN, która ma wyjaśnić aferę dopingową. Polska biegaczka została przyłapana na igrzyskach w Vancouver na stosowaniu EPO, środka zwiększającego produkcję czerwonych krwinek i przyspieszającego transport tlenu do mięśni.

Przewodniczącym komisji zostanie niemal na pewno Szymon Krasicki, kierownik Katedry Teorii i Metodyki Sportów Zimowych AWF Kraków. Obok niego zasiądą? w niej Zbigniew Waśkiewicz, wiceprezes PKOl, rektor AWF Katowice, oraz Maria Twardoch, przewodnicząca komisji rewizyjnej PZN. Minister sportu wysłał czwartego członka - Rafała Piechotę.

- Najpierw musimy przejrzeć dokumenty; wciąż niewiele wiemy, np. na temat, jaki dokładnie rodzaj EPO zażyła Kornelia. Potem wysłuchamy osobno Kornelii i trenera Cempy, ale szczegółowego planu działania jeszcze nie ma, musimy się naradzić - mówił nam we wtorek Zbigniew Waśkiewicz. W kolejnych dniach (posiedzenia będą co dwa-trzy dni) komisja przesłucha pozostałe zawodniczki Cempy, czyli Paulinę Maciuszek i Sylwię Jaśkowiec, oraz lekarzy z olimpijskiej misji medycznej. W końcu wezwie do Polski głównego podejrzanego - ukraińskiego fizjoterapeutę i lekarza Witalija Trypolskiego, który robił Marek zastrzyki. Trypolski przyznał się do tego, ale twierdzi, że nie było w nich EPO. Marek też idzie w zaparte. - Robił zastrzyki, ale myślałam, że to dozwolone środki - mówi. Kółko się zamyka.

I pewnie tak samo będzie w środę. Tym bardziej że trener Cempa również prochu raczej nie wymyśli. Od początku mówi, że "na farmakologii się nie zna". - Zdaję sobie sprawę, że komisja może wydać się bezsensowna, zakładając, że wszyscy pójdą w zaparte. Ogniem przypalać ich nie będziemy - przyznaje Waśkiewicz. - Ale z drugiej strony, musimy próbować jakoś to uporządkować, zebrać informacje, może uda się przekroczyć jakąś granicę - dodaje.

Komisja będzie m.in. wyjaśniać, jak to możliwe, że Trypolski w ogóle robił w Vancouver zastrzyki, skoro miał akredytację nie lekarza, lecz fizjoterapeuty, i nawet gdyby wstrzykiwał Marek witaminę C, łamałby przepisy. Nie mówiąc już o tym, że na każdy zastrzyk na igrzyskach trzeba mieć zezwolenie.

- Z akredytacją fizjoterapeuty nie mógł robić zastrzyków, ale co z tego wynika? Nic, bo to, że robił te zastrzyki, wiemy już od dawna. Sam się do tego przyznał. Ja się pytam, ile pan Trypolski zarabiał w PZN? Czy ze swojej pensji kupiłby Kornelii Marek EPO? W prezencie? Robienie zastrzyków nie ma tu wielkiego znaczenia. Prawdziwe pytanie brzmi: kto kupił EPO, kto je sprowadził do Polski i kto je potem przemycił do Kanady? Na doping ktoś musiał wyłożyć pieniądze, i to niemałe. Nie sądzę, żeby zrobiła to Kornelia i Trypolski. Co on na tym zyskiwał? Nawet o złotówkę nie wzrastała jego pensja - mówi Jarosław Krzywański, lekarz, jeden z szefów misji medycznej w Vancouver.

- Pan Trypolski nie pojawił się w PZN dopiero na igrzyskach. Od trzech lat jeździł na PŚ i MŚ, często z akredytacją lekarza, i robił różne zastrzyki. Jaka jest różnica między zastrzykiem zrobionym na igrzyskach a na MŚ? Teraz robimy zamieszanie, bo jest wpadka dopingowa. To jest szukanie dziury w całym - dodaje Krzywański.

Leki i odżywki, które Trypolski zabrał na igrzyska, zostały zgłoszone w Kanadzie dwa miesiące przed igrzyskami. - I co do jednego zaakceptowała je po kontroli kanadyjska komisja medyczna. Tam nie było EPO i żadnego zabronionego środka. Skąd więc potem wzięło się to EPO? To trzeba wyjaśnić - podkreśla lekarz PKOl, który dodaje, że nie rozumie też ruchu polegającego na nagłym zwolnieniu Trypolskiego z pracy przez PZN. - A jeśli na koniec okaże się, że Trypolski jest jednak niewinny, a zastrzyk zrobiła sobie sama Kornelia? - wskazuje Krzywański. - Czy naprawdę myśli pan, że polski sportowiec nie wie, co jest w leku, który bierze? Nawet na pogotowiu mówią panu, co jest w zastrzyku, chyba że jest pan nieprzytomny.

- Daję głowę, że nikt w związku nie dał pieniędzy ani nie sprowadzał dla Kornelii EPO. Nie ma takiej możliwości. Celem komisji jest nie tylko ukaranie zawodniczki, ale też odpowiedź na pytania: kto zapłacił, przemycił itd. - odpowiada Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny PZN. - Jeśli komisja niczego nie wyjaśni, to zarząd PZN być może zrobi własne dochodzenie. Dlaczego związek rozwiązał umowę z Trypolskim? Ukrainiec może teraz nie stawić się na przesłuchanie. - Rozwiązaliśmy umowę, bo atmosfera nie jest sprzyjająca kontynuacji pracy, nadszarpnął zaufanie związku. W końcu to jego Kornelia wskazała jako tego, kto robił zastrzyki. To jest normalne rozwiązanie kontraktu. Ma miesięczny okres wypowiedzenia. To nie jest zwolnienie dyscyplinarne - odpowiada Mikuła. - Jeśli ktoś mówi, że to kozioł ofiarny, to jego sprawa. Tak na pewno nie jest. Witalij to człowiek zgodny i jestem przekonany, że jak komisja będzie chciała z nim porozmawiać, to na pewno przyjedzie do Polski.

Witalij Trypolski pracował w PZN od 15 czerwca 2005 r. Sprowadził go Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk, z którą Ukrainiec był na MŚ w Sapporo, a potem z całą kadrą biegaczy na igrzyskach w Turynie. Do początku marca 2010 r. nikt złego słowa na Ukraińca nie powiedział. - To lekarz z 20-25-letnim stażem. Powiedziałbym o nim, że to jest człowiek, który od podejrzanych leków i afer trzyma się z daleka. Wszyscy go oskarżają tak łatwo, bo jest obcokrajowcem i na dodatek nie ma go w kraju - powiedział nam pochodzący z Ukrainy Roman Bondaruk, trener kadry polskich biatlonistów. - Myślę, że to nie jest taka prosta sprawa, na jaką wygląda - dodał.

"Wszystko zależy od prawdomówności" - mówi Zbigniew Waśkiewicz »


Więcej o: