Sport.pl

Kózka ofiarna Kornelia Marek

Nie można obciążać pełną winą za doping - największe przestępstwo w sporcie - tylko młodą osobę, a zamknąć oczy na chory system. Kornelia Marek zrobiła sobie serię bolesnych zastrzyków z prawdopodobnie zanieczyszczonego hormonu, zaryzykowała swoje zdrowie, a być może nawet życie, dlatego, że chciała co miesiąc otrzymywać 4370 zł netto państwowego stypendium i móc wyjeżdżać na atrakcyjne ale i katorżnicze zgrupowania w Austrii, Szwecji i Rosji.
Wieki temu, gdy zacząłem trenować kajakarstwo, zrobiliśmy koledze dowcip. Kusząc efektami, daliśmy Kazikowi proszek od bólu głowy, wmawiając mu, że to doping. Kazik przełknął, popił, a godzinę później wystartował w wyścigu życia.

Nie tylko zdecydował się wziąć "doping". Nie tylko uwierzył w jego skuteczność tak bardzo, że zadziałało. To również my, wymyślając dowcip, udowodniliśmy, że zakazane wspomaganie wryło się głęboką bruzdą w mózg każdego sportowca.

Kornelia Marek została przyłapana na igrzyskach olimpijskich na stosowaniu nowoczesnego i skomplikowanego rodzaju dopingu - hormonu EPO. Ostatni zastrzyk wzięła w Vancouver cztery-sześć dni przed startem. 25-letnia narciarka padła ofiarą skomplikowanego systemu, który wykoślawia kręgosłupy sportowcom od pierwszych startów do ostatnich.

System polega na tym, że bez osiągnięcia wyniku sportowa władza - ministerstwo, związek, Polski Komitet Olimpijski - nie daje zawodnikowi środków do życia i trenowania. Bez środków do życia i trenowania nie ma szans na wynik.



Wynik daje utrzymanie działaczowi, trenerowi, fizjoterapeucie. Na końcu szef PKOl odtrąbia sukces swój i Polski.

Kornelia Marek zrobiła sobie serię bolesnych zastrzyków z prawdopodobnie zanieczyszczonego hormonu, zaryzykowała swoje zdrowie, a być może nawet życie, dlatego, że chciała co miesiąc otrzymywać 4370 zł netto państwowego stypendium i móc wyjeżdżać na atrakcyjne ale i katorżnicze zgrupowania w Austrii, Szwecji i Rosji. Nie ma żadnego innego wytłumaczenia dla nieludzkiego wysiłku na każdym treningu Kornelii i innych biegaczek jak to, że sport jest ich całym życiem.

Dlatego też nie ma ważniejszego powodu, aby znaleźć i ukarać osoby, które podały doping Marek. Nie tylko ją samą.

Jednak sportowy system na to nie pozwala.

Państwowa komisja antydopingowa stwierdza doping i tyle. Na tym kończy swoją pracę. Związek sportowy dopingowicza nie jest zainteresowany wyświetleniem, kto stoi za najcięższym sportowym przestępstwem. Związkowi działacze w komisjach dyscyplinarnych musieliby przesłuchiwać i sprawdzić, czy nie kłamią ich koledzy, działacze, trenerzy. Nie znam ani jednego przypadku uznania winy za doping i wykluczenia ze sportu kogokolwiek innego niż sportowiec. Nie zrobią tego nigdy. Wolą uznać, że wbrew logice sportowiec w tej jednej, jedynej sprawie działał na własną rękę. W efekcie najciemniejsza postać - ta, która podała doping - będzie ciągnąć proceder dalej.



Jedynym sposobem jest wzięcie odpowiedzialności przez państwo i ustanowienie takich zasad, aby można było dotrzeć do źródła dopingu. Argument jest ważki. Słusznie uznaliśmy przecież, że sportowiec jest wzorem dla młodych ludzi. Więc ochrońmy ten wzór.

Pierwszy krok został zrobiony już dawno - nie można reklamować alkoholu ani nikotyny wykorzystując sport. Doping nie został potraktowany równie poważnie, choć jest patologią, która bardziej niszczy wizerunek sportu.

Tylko państwo ma w ręku narzędzia, aby znaleźć wszystkich winnych dopingu i sprawiedliwie ocenić, kto jest winien najbardziej. Przepisy, dzięki którym doping jest karany przez prawo, istnieją we Włoszech i Serbii. Posiadanie substancji dopingowych jest przestępstwem we Francji i w krajach skandynawskich.

W sejmie jest rządowy projekt nowej ustawy o sporcie, w której doping jest przestępstwem. Ścigane będą osoby, które podały go nieletnim, lub dorosłym bez ich wiedzy. Wyobraźmy sobie sytuację Kornelii Marek we świetle nowych przepisów - prokurator wszcząłby dochodzenie, ponieważ narciarka broni się, że nie wie nic o dopingu. Skłamać w prokuraturze byłoby trudniej.



Początki walki z korupcją w futbolu - patologii równie groźnej co doping w sportach olimpijskich - też nie były łatwe. Piłkarski związek twierdził pięć lat temu, że winnych jest tylko kilka czarnych owiec. Jednak korupcję jako przestępstwo wprowadzono do kodeksu karnego. Do dziś postawiono zarzuty ponad 300 osobom.

System sportowy do tego by nie dopuścił.

PS. Kazik dzięki wyścigowi życia otarł się o reprezentację Polski. Chciał więcej proszków i był rozczarowany, że to nie doping. Nigdy nie osiągnął większego sukcesu niż wtedy.

Marit Bjoergen o sprawie Kornelii Marek: Justyna Kowalczyk » poza podejrzeniem


Więcej o: