Sport.pl

Vancouver 2010. Polska sztafeta z Justyną Kowalczyk szósta, triumf Norweżek

:
-
Polskie biegaczki powtórzyły sukces z MŚ w Libercu. W biegu sztafetowym zajęły szóste miejsce, wygrały Norweżki - dla Marit Bjoergen to trzecie złoto na tych igrzyskach
- Kola Marek miała być w czołówce, Justyna - wiadomo, Pola Maciuszek utrzymać ile się da z przewagi, którą ruszy na trasę, a ja finiszować - opowiadała zmęczona, zziajana i zdyszana Sylwia Jaśkowiec, która biegła na ostatniej zmianie.

Udało jej się wyprzedzić Francuzkę i Polki osiągnęły życiowy sukces, tak wysoko polska sztafeta nie była od 40 lat. W drużynowym konkursie skoków mieliśmy Adama Małysza i trzy pary nart, we czwartek na trasie Kowalczyk była klasą samą dla siebie. Koleżanki, na oczach króla Szwecji Karola Gustawa, króla Norwegii Haralda V i księcia Monako Alberta, pobiegły dzielnie i na miarę możliwości. Stąd ten sukces i olimpijskie stypendia. - Na więcej nas nie stać. Na razie - uśmiechała się Jaśkowiec.

Kapitalnie pobiegła Kowalczyk. Polka wystartowała na drugiej zmianie biegu klasykiem. Miała prawie 40 sekund straty do liderki. Pomknęła na trasę z szybkością śnieżnego skutera. Biegła kapitalnie, lekko, świetnie technicznie i - co najważniejsze - szybko jak nikt inny. Na każdym kilometrze odrabiała do rywalek około ośmiu sekund - to był nokaut. Była jak z innej bajki. Pół kilometra przed metą już była pierwsza i z Pauliną Maciuszek zmieniała się jako liderka.

Nad czwartą zawodniczką, Francuzką, Polska miała prawie pół minuty przewagi. Maciuszek, córka Józefa Łuszczka, nie miała prawa tego utrzymać. Na nartach biega od niedawna, ale walczyła dzielnie i z całych sił. W połowie pętli była trzecia, ale potem zupełnie opadła z sił. Biegła sercem, a nie głową. Skończyła siódma.

Dzieła dokończyła Jaśkowiec, która zdołała wyprzedzić jedną rywalkę i tak polska sztafeta biegaczek przyszła na metę szósta.

Sztafeta z Kowalczyk w biegu 4x5km - relacja Z czuba i na żywo »


Więcej o: