Sport.pl

Aleksander Wierietielny, trener Kowalczyk: Wszystko, co mieliśmy do wypicia, poszło...

Od lat ciężko pracujemy, każdy sezon mieliśmy lepszy od poprzedniego. Takie wyniki musiały przyjść. W tym sezonie worek z medalami się rozwiązał - mówił na mecie w Falun trener Justyny Kowalczyk Aleksander Wierietielny.
Zczuba.tv: Zobacz jak Kowalczyk zdobywała Kryształową Kulę »:

Justyna Kowalczyk wygrała finał PŚ i zwyciężyła w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Robert Błoński: W Falun wybrał pan dla Justyny kamizelkę z jakimś specjalnym numerem? W Libercu na MŚ chciał pan 111, by były trzy pierwsze miejsca.

Aleksander Wierietielny: Nie. Niczego nie wybierałem, nic nie zdarza się dwa razy. Ten Puchar Świata wywalczyliśmy trochę po drodze. Przygotowywaliśmy się do MŚ w Libercu, które wyszły nam nadspodziewanie dobrze. A Kryształowe Kule są deserem.

Kiedy zobaczył pan Justynę na stadionie...

-...poczułem ulgę. Że dobiegła dziewczyna. To Johaug niesamowicie ją ścigała. Radość była wielka. A bałem się do ostatniej prostej. Widzieliście jak ją zgięło na ostatnim podbiegu... Biegła ciężko, sporo straciła. Ale najważniejsze było zachować przewagę i przybiec na metę na pierwszym miejscu. Czas był mniej ważny. Justysia dotrzymała słowa: gdy tu przyjechaliśmy powiedziała mi, że wygra finał PŚ.

Nam tego nie mówiła.

- A mnie tak. Prosiłem ją o spokój.

To był sezon Justyny Kowalczyk.

- Szkoda, że kalendarzowa zima się już skończyła, co? Mamy jeszcze mistrzostwa Polski i od maja spokojnie zaczniemy przygotowywać się do igrzysk. Na razie skończył się nasz najlepszy sezon. Początek był niezły, Justysia zajmowała miejsca w dziesiątce. Cieszyłem się, bo wiedziałem, że coś z tego będzie i forma przyjdzie. Przyszła w odpowiednim momencie i utrzymała ją do samego końca. Gdybyśmy mocno zaczęli jak Finki Kuitunen czy Saarinen, skończylibyśmy jak one. Ta pierwsza nawet nie ukończyła tego finału PŚ. Tak jest - jak ktoś za mocno zaczyna, to i szybko skończyła. Lepiej wystartować spokojnie i być silnym oraz mocnym do mety.

Gdyby przed sezonem ktoś powiedział panu: będą trzy medale MŚ i dwie Kryształowe Kule, to...

- ...pewnie nie uwierzyłbym w te przepowiednie. Ale tylko dlatego, że nie lubię bawić się we wróżenie i nigdy nie będę tego robił. Od lat ciężko pracujemy, ciągle robimy postęp, każdy sezon był lepszy od poprzedniego. Takie wyniki musiały przyjść. W tym sezonie worek się rozwiązał.

Justyna odpuściła tylko jeden start, w Duesseldorfie. Nie kombinowała, w tym sezonie, biegła nawet w Vancouver, gdzie nie pojechały zawodniczki ze Skandynawii czy Majdić...

- Wyjazd tam był dobrą decyzją. Chcieliśmy startować w Kanadzie w lutym, w terminie igrzysk. Finowie, Szwedzi i Norwegowie jadą tam teraz. My nie mamy na to ochoty i siły.

Pan też tak czarno patrzy na te trasy w Kanadzie?

- Tak. Nie są dobre. Raczej turystyczne niż wyczynowe. To nie trasy dla tych, co lubią ciężko pracować, ciężko przygotowywać się do sezonu, pokonywać strome podbiegi.

Da się porównać medale MŚ z Kryształową Kulą?

- Medale są bardziej błyskotliwe. Na pewno poważniej je traktowaliśmy niż cały PŚ. Gdyby on był najważniejszy, nie walczylibyśmy tak w Liberecu. Może byśmy nawet odpuścili mistrzostwa? Żartuję... Szczyt formy przyszedł w Czechach i utrzymał się do końca. Potem Justysia w mistrzowskim stylu wygrała w Lahti, w mistrzowskiej formie biegła też na 30 km w Trondheim. Przegrała z Majdić, ale nie ze swojej winy. Tylko z powodu źle posmarowanych nart. Do Szwecji przyjechała zmęczona, ale i to wytrzymała.

Jakiś szczególny moment w PŚ, oprócz Liberca?

- Teraz, tutaj... Dwie Kryształowe Kule, dwa Mazurki Dąbrowskiego. Na to się pracuje cały rok.

Czuje się pan spełnionym trenerem?

- Ja już miałem wyniki w biatlonie. Nie takie, jak z Justyną, ale z Tomkiem Sikorą zdobyliśmy złoty medal MŚ. Drużyna była na wysokim poziomie. Nawet teraz takiej dobrej nie ma. Ale niektórych wątroba bolała od moich sukcesów i szukał problemów. Nie wracam do tego, zapomniałem o przeszłości. Cieszę się tym, co mam.

Ostatnie trzy lata i sukcesy wywróciły wasze życie?

- Nie. Sukcesy mieliśmy i przed olimpiadą w Turynie. Justysia zdobyła cztery tytuły mistrzyni świata do lat 23. Nie wzięła się znikąd nie zaczęła wygrywać nagle.

Paparazzi pana nie atakują?

- Mam spokojny żywot. Nikt na mnie nie poluje, ani nie ściga. A na ulicy poznają mnie tylko sąsiedzi. I to wystarczy.

Przyszły sezon...

-...będzie trudniejszy, wszyscy będą chcieli tylko zwycięstw. Już w tym, jak tylko Justysia zajmowała trzecią lokatę, to niektórzy się nie odzywali i kręcili niezadowoleni głową. Ale poradzimy sobie i z tym.

Szampan jest?

- Wszystko, co mieliśmy do wypicia, poszło...

Justyna Kowalczyk: Zapowiada się impreza - czytaj tutaj »