6000 kalorii dziennie - Justyny Kowalczyk droga po mistrzostwo
01.03.2009
, aktualizacja: 01.03.2009 16:41
"W końcu się dobiegałaś medalu" - takie gratulacje słyszałam najczęściej od tych, którzy wiedzą, jak się napracowałam, by zostać mistrzynią świata - opowieść Justyny Kowalczyk, dwukrotnej mistrzyni świata w biegach narciarskich z Liberca.
ZOBACZ TAKŻE
- Justyna Kowalczyk: "Byłam śledzona, zdjęcia zza krzaka" (04-03-09, 21:21)
- Kowalczyk: Złoty medal będzie w Soczi (04-03-09, 12:52)
- Justyna Kowalczyk chora (03-03-09, 16:55)
- Justyna Kowalczyk ma płuca jak Lance Armstrong (03-03-09, 09:22)
- Biatlon: problemy Sikory (02-03-09, 22:06)
- Polska piąta w klasyfikacji medalowej narciarskich MŚ (01-03-09, 15:48)
- Justyna Kowalczyk naśladuje Estończyka. Trener o sekretach jej biegania (01-03-09, 15:33)
- Tłum kibiców obudził o 6 rano Justynę Kowalczyk (01-03-09, 10:13)
- Justyna Kowalczyk: Udało nam się zamęczyć sprinterki (28-02-09, 21:46)
- Norweskie media: Medal Kowalczyk zasłużony (28-02-09, 19:54)
- Józef Łuszczek: Kowalczyk zaszokowała rywalki, że te niemal stanęły (28-02-09, 15:20)
Zobacz jak Kowalczyk zdobywała drugie złoto - Z czuba.tv »
Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu... - opowiada Justyna.
- Jestem czwartym dzieckiem. Mam dwie siostry i brata, rodzina jest nauczycielsko-lekarska. Tata pracował w schronisku na Śnieżnicy, na wysokości ponad 1000 m.
Byłam jego najmłodszą,
ukochaną córeczką,
więc często zabierał mnie na tę Śnieżnicę. Pamiętam doskonale, choć miałam może pięć lat, jak bardzo bolało to chodzenie. Droga pod górę była jeszcze do zniesienia. Najbardziej nie lubiłam schodzić. I to mi zostało do dziś, wolę podbiegi niż zjazdy. Nogi piekły, ale szłam dzielnie. Dzieciństwo "na gospodarstwie" miałam bardzo pracowite. Kto tego nie zaznał, może nie zrozumieć. Ale już wtedy potrafiłam wytrzymać nieprzeciętnie dużo.
Kiedy teraz zastanawiam się, jak do tych medali doszłam, odpowiedź jest banalnie prosta: morderczą pracą.
Wszystko zaczyna się
w połowie kwietnia .
Wtedy jest miło i przyjemnie, bo jedziemy z trenerem Aleksandrem Wierietielnym na Litwę do Druskiennik. W sanatorium jest czas, by się podleczyć i na chwilę zapomnieć o bólu i udręce, które za mną i przede mną.
Na początku maja mamy pierwsze zgrupowanie. Maj i czerwiec poświęcamy na długie i monotonne treningi wytrzymałościowe. Mój
normalny dzień wygląda wtedy tak:
Budzę się o piątej, czasem pół godziny później. Mam dla siebie pół godziny. Piję kawę, czytam książkę i przygotowuję się do półtoragodzinnego rozruchu. Po szóstej wychodzę pobiegać po okolicy albo ćwiczę siłę na przyrządach.
Później jest śniadanie. Po nim godzinka luzu na trawienie. Między ósmą a dziewiątą idę na drugi trening. To są bite cztery godziny w ruchu. Zasuwam naprawdę ostro. Albo biegam na nartach, albo na rolkach, albo jeżdżę rowerem, albo biegam po górach z kijkami, albo - i to jest najgorsze - robię imitację. Czyli w podskokach pod górę albo biegiem po płaskim z użyciem kijków i pchaniem rękami. To mój trening maksymalny.
Rowerem przejeżdżam w te cztery godziny nawet do 100 km. Na wolnych nartorolkach około 30 km, na szybkich nawet 150 km. Najczęściej trenuję na nartorolkach albo nartach.
Roweru używam najwyżej dwa razy w tygodniu, nordic walking - czyli chodzenie z kijkami po górach - jest raz.
Czasem ćwiczę siłę specjalną - na nartorolkach wykonuję tylko pchanie rękami, nogi pozostają bez ruchu, w ogóle nie pracują. I tak jakieś 20 km pod górę. Wtedy to dopiero boli, ale pociecha jest taka, że trwa to nie dłużej niż godzinę i 45 minut. To obciążenie startowe, dłużej bym nie wytrzymała.
Wczesnym popołudniem biorę prysznic i lecę jeść, bo jestem niesamowicie głodna. Po obiedzie śpię dwie-trzy godziny. Usypiam z myślą, że dwa wysiłki za mną, a przed już tylko jeden. Dopóki dobrze śpię, znaczy, że wszystko jest w porządku. Gdy mam problemy z zaśnięciem, znaczy, że za dużo trenuję i muszę odpocząć.
Trzeci trening jest między 17 a 18 i trwa 2-2,5 godz.
Raz na trzy dni idę wtedy do siłowni. Jak na biegaczkę dźwigam sporo. To są męskie ciężary, ale nie zdradzę ile - po co ktoś ma myśleć, że kłamię? Pracują głównie ręce i tułów. Na nogi nie bardzo mogę nakładać obciążenia, bo mam kłopoty ze ścięgnami Achillesa i kolanami. Im musi wystarczyć to, co wykręcę na rowerze i deskach do łyżwiarstwa szybkiego.
Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu... - opowiada Justyna.
- Jestem czwartym dzieckiem. Mam dwie siostry i brata, rodzina jest nauczycielsko-lekarska. Tata pracował w schronisku na Śnieżnicy, na wysokości ponad 1000 m.
Byłam jego najmłodszą,
ukochaną córeczką,
więc często zabierał mnie na tę Śnieżnicę. Pamiętam doskonale, choć miałam może pięć lat, jak bardzo bolało to chodzenie. Droga pod górę była jeszcze do zniesienia. Najbardziej nie lubiłam schodzić. I to mi zostało do dziś, wolę podbiegi niż zjazdy. Nogi piekły, ale szłam dzielnie. Dzieciństwo "na gospodarstwie" miałam bardzo pracowite. Kto tego nie zaznał, może nie zrozumieć. Ale już wtedy potrafiłam wytrzymać nieprzeciętnie dużo.
Kiedy teraz zastanawiam się, jak do tych medali doszłam, odpowiedź jest banalnie prosta: morderczą pracą.
Wszystko zaczyna się
w połowie kwietnia .
Wtedy jest miło i przyjemnie, bo jedziemy z trenerem Aleksandrem Wierietielnym na Litwę do Druskiennik. W sanatorium jest czas, by się podleczyć i na chwilę zapomnieć o bólu i udręce, które za mną i przede mną.
Na początku maja mamy pierwsze zgrupowanie. Maj i czerwiec poświęcamy na długie i monotonne treningi wytrzymałościowe. Mój
normalny dzień wygląda wtedy tak:
Budzę się o piątej, czasem pół godziny później. Mam dla siebie pół godziny. Piję kawę, czytam książkę i przygotowuję się do półtoragodzinnego rozruchu. Po szóstej wychodzę pobiegać po okolicy albo ćwiczę siłę na przyrządach.
Później jest śniadanie. Po nim godzinka luzu na trawienie. Między ósmą a dziewiątą idę na drugi trening. To są bite cztery godziny w ruchu. Zasuwam naprawdę ostro. Albo biegam na nartach, albo na rolkach, albo jeżdżę rowerem, albo biegam po górach z kijkami, albo - i to jest najgorsze - robię imitację. Czyli w podskokach pod górę albo biegiem po płaskim z użyciem kijków i pchaniem rękami. To mój trening maksymalny.
Rowerem przejeżdżam w te cztery godziny nawet do 100 km. Na wolnych nartorolkach około 30 km, na szybkich nawet 150 km. Najczęściej trenuję na nartorolkach albo nartach.
Roweru używam najwyżej dwa razy w tygodniu, nordic walking - czyli chodzenie z kijkami po górach - jest raz.
Czasem ćwiczę siłę specjalną - na nartorolkach wykonuję tylko pchanie rękami, nogi pozostają bez ruchu, w ogóle nie pracują. I tak jakieś 20 km pod górę. Wtedy to dopiero boli, ale pociecha jest taka, że trwa to nie dłużej niż godzinę i 45 minut. To obciążenie startowe, dłużej bym nie wytrzymała.
Wczesnym popołudniem biorę prysznic i lecę jeść, bo jestem niesamowicie głodna. Po obiedzie śpię dwie-trzy godziny. Usypiam z myślą, że dwa wysiłki za mną, a przed już tylko jeden. Dopóki dobrze śpię, znaczy, że wszystko jest w porządku. Gdy mam problemy z zaśnięciem, znaczy, że za dużo trenuję i muszę odpocząć.
Trzeci trening jest między 17 a 18 i trwa 2-2,5 godz.
Raz na trzy dni idę wtedy do siłowni. Jak na biegaczkę dźwigam sporo. To są męskie ciężary, ale nie zdradzę ile - po co ktoś ma myśleć, że kłamię? Pracują głównie ręce i tułów. Na nogi nie bardzo mogę nakładać obciążenia, bo mam kłopoty ze ścięgnami Achillesa i kolanami. Im musi wystarczyć to, co wykręcę na rowerze i deskach do łyżwiarstwa szybkiego.
-
07-02-2012 16:22
Szklarska Poręba czeka na pojedynek Kowalczyk z Bjoergen
-
06-02-2012 13:51
Biegi narciarskie. Szklarska Poręba zdała egzamin
-
06-02-2012 13:07
Sporty zimowe. Miliony widzów emocjonowały się startem Stocha i Kowalczyk
-
05-02-2012 20:06
Niesamowita walka między Justyną Kowalczyk a Marit Bjorgen. Jednak jest z żelaza
-
05-02-2012 15:54
PŚ w biegach. Kowalczyk: walka będzie trudna i długa
-
05-02-2012 10:16
PŚ w biegach. Kowalczyk znów musi gonić Bjoergen
-
04-02-2012 11:37
PŚ w biegach narciarskich. Mężczyźni w Rybińsku bez zakłóceń. Wygrał Kershaw,...
Wyniki
- 07.01, 15:45 Bieg na 10 km 1. Justyna Kowalczyk 2. Marit Bjoergen 3. Charlotte Kalla
- 08.01, 12:30 Bieg na 9 km na dochodzenie 1. Justyna Kowalczyk 2. Marit Bjoergen 3. Therese Johaug
- 21.01, 13:30 Otepaa (sprint) 1. Justyna Kowalczyk 2. Marit Bjoergen 3. Natalia Matwiejewa
- 22.01, 14:15 Otepaa (10 km) 1. Justyna Kowalczyk 2. Marit Bjoergen 3. Therese Johaug
- 02.02, 13:00 Moskwa (sprint) 1. Justyna Kowalczyk 2. Natalia Korosteliewa 3. Anastazja Doczenko
- 04.02, 12:45 Rybinsk (bieg na 10 km) 1. Marit Bjoergen 2. Charlotte Kalla 3. Marthe Kristoffersen
- 05.02, 12:45 Rybinsk (bieg na 15 km) 1. Therese Johaug 2. Justyna Kowalczyk 3. Marit Bjoergen
PŚ biegi narciarskie kobiet
| lp | zawodniczka | pkt. |
|---|---|---|
| 1 | Justyna Kowalczyk (Polska) | 1682 |
| 2 | Marit Bjoergen (Norwegia) | 1680 |
| 3 | Therese Johaug (Norwegia) | 1240 |
| 4 | Kikkan Randall (USA) | 970 |
| 5 | Charlotte Kalla (Szwecja) | 949 |
| 6 | Krista Lahteenmaki (Finlandia) | 814 |
| 7 | Marthe Kristoffersen (Norwegia) | 792 |
| 8 | Aino-Kaisa Saarinen (Finalndia) | 769 |
| 9 | Vibeke Skofterud (Norwegia) | 593 |
| 10 | Astrid Uhrenholdt Jacobsen (Norwegia) | 580 |
Najczęściej czytane
- 1.Saneczkarstwo. Polska olimpijka wystartuje w barwach Niemiec?
- 2.Paulina Ligocka chce startować w barwach Niemiec!
- 3.Marit Bjoergen: Pogodziłam się z oskarżeniami o doping
- 4.Biegi narciarskie. Pierwszy start i pierwsze zwycięstwo Justyny Kowalczyk w sezonie
- 5.Skoki narciarskie. Skoczkowie wrócili z Cypru
- 6.W środę wybór gospodarza zimowych igrzysk 2018 roku. Przegląd kandydatów [WIDEO]








