Sport.pl

Justyna Kowalczyk: Udało nam się zamęczyć sprinterki

Rozmawiał w Libercu Robert Błoński
28.02.2009 , aktualizacja: 01.03.2009 08:20
A A A Drukuj
- Bałam się, że jak na finisz zostawimy mistrzynię sprintu Ariannę Follis, to możemy sobie o czymkolwiek pomarzyć. Po to mamy 30 km, żeby te sprinterki zamęczyć. Ja się nie brałam za wygrywanie sprintu, więc niech ona ucieka od "trzydziestki" - mówi mistrzyni świata w biegu na 30 km Justyna Kowalczyk.
Justyna Kowalczyk podnosi ręce w geście triumfu
Fot. Petr David Josek AP
Justyna Kowalczyk podnosi ręce w geście triumfu
Justyna Kowalczyk i Walentyna Szewczenko
Fot. Petr David Josek AP
Justyna Kowalczyk i Walentyna Szewczenko
Justyna Kowalczyk
Fot. Jens Meyer AP
Justyna Kowalczyk
Justyna Kowalczyk po zdobyciu drugiego złotego medalu na MŚ w Libercu
Fot. Petr David Josek AP
Justyna Kowalczyk po zdobyciu drugiego złotego medalu na MŚ w Libercu
Justyna Kowalczyk i Kristin Stoermer Steira
Fot. Petr David Josek AP
Justyna Kowalczyk i Kristin Stoermer Steira
SERWISY
Łuszczek: Justyna zszokowała rywalki »

Robert Błoński: Jak wrażenia ze startu? Wszystkie zawodniczki biegły bardzo taktycznie.

Justyna Kowalczyk: Pierwsze 15 km było bardzo wolne, aż mnie to w pewnym momencie zdenerwowało. W czołówce było za duże zamieszanie, za dużo zawodniczek. Sporo było małych kolizji, uderzeń kijkami, upadków. Dlatego zaatakowałam trochę wcześniej niż planowałam. Poszłam do przodu, żeby rozerwać tę grupę. Mogło się to różnie skończyć.

Przed zawodami była pani bardzo ostrożna...

- Nienawidzę sportowców, którzy idą na start pewni i butni. I mówią, że wygrają. To brak szacunku do innych. Ja bardzo dużo trenuję, ale moje rywalki nie siedzą i nie mówią: "Justyna wygrywaj". Jest dziesięć bardzo mocnych biegaczek. I ja mam do nich szacunek, bo wiem ile ich to pracy kosztowało. Poza tym biegi to konkurencja, w której sprzęt odgrywa ogromną rolę. W tym roku moi serwismeni spisują się świetnie, nie mieli żadnych wpadek.

W biegach wszystko musi się zgrać. I trzeba mieć dobry dzień. Ja rano wstałam i kaszlałam, ale to nie miało wpływu na moje bieganie. Suchy kaszel to nic, ale w niedzielę może mnie rozłożyć.

Czuła pani presję?

- Was się udało dobrze skołować. Światka naszej dyscypliny - już nie bardzo. Jeszcze przed biegiem podeszły do mnie Włoszki i powiedziały: "Justyna, chcemy żyć. Nie leć za szybko od początku". Im się wydaje, że dla mnie bez różnicy lecieć 30, 60 czy 80 km.

Na tym ostatnim kilometrze odjechała pani, jakby miała silnik odrzutowy pod nartami.

- Jeżeli taktycznie biegnę dobrze i nie tracę energii, to potrafię tak odjeżdżać rywalkom. Nieraz już to pokazałam. Podobnie było na igrzyskach w Turynie. Też odjechałam rywalkom, ale byłam zbyt młodziutka i głupiutka, żeby wygrać. Teraz już zrobiłam wszystko tak, jak powinnam.

To był bardziej wyczerpujący bieg niż ten w Turynie?

- Nie, to był bieg taktyczny. Przez pierwsze 15 km bałam się tylko o swoje kijki. Na igrzyskach czułam się świetnie, ale to był bieg na wysokim poziomie. Ostatnie metry tam i tu były ciężkie. Tu się lepiej skończyło. Mistrzynią finiszu nie jestem, dlatego zaatakowałam 2 km przed metą.

Jak już kończy pani bieg na 30 km, to jest medal. W 2006 roku na igrzyskach, potem trzy starty, których pani nie skończyła i teraz Liberec.

- Jak już dolecę 30-tkę do końca, to musi to być porządnie zrobione (śmiech).

Dwa razy zmieniała pani narty. Taki był plan?

- Ustaliliśmy, że jeśli będzie możliwość, trzeba zmieniać narty. Na tym brudnym, mokrym i miękkim śniegu to było wskazane. Narty zbierały cały ten brud. Sama decydowałam o zmianach, trener i serwismeni zostawili to mnie. To ja idę po śniegu, czuję co się dzieje. Tak samo jest z piciem, oni muszą trzymać napój dla mnie, a ja decyduję, czy piję.

Widziała pani, że rywalki też zmieniają narty?

- Widziałam, że Włoszki nie zmieniają, ale one się nie liczyły. Gdyby Steira np. zaatakowała w strefie zmian nart, to też jechałabym dalej. Patrzyłam na Norweżki, one były najgroźniejsze. Taka była taktyka - patrzeć na innych i robić to samo.

Były ciężkie momenty w tym biegu?

- Tak, te wszystkie przepychanki. Wystarczyło, że sięgnęłam po napój i już byłam 30. Musiałam się przesuwać, biec gdzieś z boku. Zjazdy wyglądały na proste, ale były trudne. Tyle dziewczyn, miękki śnieg. Miałam małą kolizję z Szewczenko, ale to Wala bardziej na niej ucierpiała. Ten bieg był trudny techniczne, jednak wydolnościowo czułam się dobrze. Starałam się być w czubie.

Podziel się

PŚ biegi narciarskie kobiet

lpzawodniczkapkt.
1Marit Bjoergen (Norwegia)2689
2Justyna Kowalczyk (Polska)2419
3Therese Johaug (Norwegia)1787
4Charlotte Kalla (Szwecja)1376
5Kikkan Randall (USA)1273
6Marthe Kristoffersen (Norwegia)1069
7Krista Lahteenmaki (Finlandia)940
8Aino-Kaisa Saarinen (Finalndia)852
9Astrid Uhrenholdt Jacobsen (Norwegia)787
10Heidi Weng (Norwegia)785