Sport.pl

Justyna Kowalczyk dla Sport.pl: Nie udał się ten Tour. Ale mam satysfakcję, że dotarłam do mety. Pożegnałam się, załatwione

Paweł Wilkowicz
11.01.2016 , aktualizacja: 12.01.2016 09:59
A A A
Justyna Kowalczyk

Justyna Kowalczyk (KUBA ATYS)

- Kiedyś to ja wbiegałam do dziesiątki obijając stare gwiazdy. Teraz to mnie obijają. Taki jest sport. Nie wyszedł mi ten Tour. Ale cieszę się, że dotarłam do Alpe Cermis - mówi Sport.pl Justyna Kowalczyk po ostatnim w karierze Tour de Ski. Zajęła w nim 23. miejsce.
Paweł Wilkowicz: Pożegnałaś się w niedzielę z Tour de Ski. Na zawsze i na pewno?

Justyna Kowalczyk: Tak. Nie mam innego wyjścia. Takie rozstania nie są łatwe: dużo wspomnień, dużo emocji. Ale zdrowie mi na sto procent nie pozwoli tam wrócić. Kolano już nie da potrenować techniki łyżwowej. Za wiele ryzykuję. Oczywiście, jeszcze gdzieś się będę mogła stylem dowolnym przebiec. Ale nie mogę wykonać wielu ćwiczeń siłowych i dlatego ten styl dowolny się stał taki a nie inny. A po tym sezonie będę musiała w ogóle odstawić ćwiczenia łyżwowe i wtedy Tour de Ski jest już bez sensu. Widać było w tegorocznym wyścigu: Tour mi się posypał już po pierwszym etapie, gdy byłam 59. w sprincie dowolnym, i potem trzeba było bieg na 15 klasykiem zaczynać daleko z tyłu. Próbowałam się przepychać do przodu, zakwasiłam się, nie wytrzymałam biegu. Wyszło tak jak wyszło. Nie ma to już więcej sensu. Wystartowałam jeszcze ten jeden raz, bo chciałam się z Tourem pożegnać. Zostać z innymi wspomnieniami niż to omdlenie rok temu. No i już się pożegnałam, załatwione.

Pożegnanie wypadło na zakończenie dziesiątego Touru, organizatorzy ładnie was, zwycięzców wszystkich poprzednich wyścigów, potraktowali: był tort, były pamiątkowe portrety, były wspomnienia twojego rekordu: czterech zwycięstw. Przyjemny koniec, ale cały Tour jednak jak tortura.

- Nie, dlaczego?

Tak to wyglądało.

- Nie był torturą. Oczywiście jeśli na to spojrzeć po ludzku, a nie: wszystko co nie jest miejscem w czołówce to cierpienie i porażka. Przyjechałam przeziębiona, co nie jest nowiną, bo przeziębiona jestem od listopada. Ale to właśnie podczas Touru zaczęłam się czuć dobrze, coraz lepiej, drogi oddechowe się wreszcie uwolniły. Wtedy się pojawiły różne dziwne okoliczności: upadek na 10 km klasykiem w Oberstdorfie, problem z nartami na 10 km klasykiem w Val di Fiemme. Nie pobiegłam w klasycznych biegach tak jak się spodziewałam. Powinno być dużo lepiej. Nie zawsze się wychodzi z pracy dumnym z siebie. Ale póki się chce chodzić do pracy, nie ma problemu. Mnie się jeszcze chce. Pewnie, że dla psychiki to było trudne. Nie wychodziło. Ale sobie powiedziałam: nieważne jak, ja na to Alpe Cermis muszę dotrzeć. Dotarłam i nawet jestem z siebie dumna, że się nie poddałam wcześniej. Swoje po drodze przeżyłam. Ale ja w ogóle jestem człowiek przeżywający. W Tourach zwycięskich nie było dużo lżej. Po niektórych przez tydzień psychika wracała do normalności. Trudno było wrócić do treningu.

Skończyłaś Tour bez miejsca w dziesiątce na którymkolwiek etapie. Nie znałaś wcześniej wyścigu od tej strony. Najniżej byłaś 11. w debiucie Touru.

- Nie ma problemu. Kiedyś ja wbiegałam do dziesiątki, obijając stare gwiazdy. Teraz to mnie obijają. Dziewczyny są dobre, młode, zdrowe, mają świetne narty. Ich czas.

I Tour to był ten moment, kiedy się z tym ostatecznie pogodziłaś?

- Nie chcę być źle zrozumiana: ja się nie poddaję, nie obrażam na los. Po prostu taki jest sport. Przez lata wychodziło fantastycznie, byłam na szczycie. A teraz ze szczytu zeszłam, bo nadjechały mocniejsze dziewczyny. Ja dalej pracuję, staram się. Ale one są mocniejsze. Co nie znaczy, że nie powinnam zająć lepszego miejsca. Powinnam. Wydawało mi się, że jestem na to gotowa. Nie udało się. Początek był zły i potem poszło w dół. Nie byłam oczywiście gotowa na walkę o pierwszą piątkę, ale z innymi dziewczynami już można było powalczyć. No nic. Szkoda, że byłam jedyna z Polski, która w tym roku dotarła do mety.

Grozi nam, że się niedługo staniemy drugą Estonią: mieli medale, mistrzostwa olimpijskie, organizowali Puchary Świata, był szał. Jeszcze kilka lat temu. Mistrzowie odeszli i nie ma Estonii w Pucharze Świata. Nie biegają, nie organizują. Nic.

- Gdybym w tym roku odpuściła starty takie jak Tour de Ski, tylko przyjeżdżała na wybrane biegi klasykiem, to za rok zostalibyśmy z jednym miejscem dla Polki w biegach dystansowych. A już mieliśmy kilka, gdy wygrywałam. Tak to wygląda, niestety.

Problemy ze smarowaniem nie odbierają ci zapału? Tyle było tych dziwnych przypadków w ostatnich dwóch sezonach. Nawet jeśli by się udało wrócić do formy, to na mistrzostwach czy igrzyskach wszystko może pójść na marne przez takie sytuacje jak w Val di Fiemme: wszystkie narty łapały śnieg i trzeba było wziąć takie, których się nie smaruje.

- Takie mamy teraz zimy. Jeszcze nie było okazji pobiegać na dużym mrozie i w stabilnych warunkach, bez opadów. A na takie warunki mała grupa serwisowa może się dobrze przygotować. Wielkie grupy: Norwegowie, Szwedzi, Finowie, Rosjanie itd. zrobiły w ostatnich latach gigantyczny skok do przodu. Dużo ludzi na to pracuje, ci których widać i ci z zaplecza. Obmyślają koncepcje, szukają nowych technik, testują, inwestują. Nie wygramy tego wyścigu: nie wygra go Peep Koidu, odpowiadający za klasyk, bo jest jeden, ma dwie ręce, a tam są tiry i wielkie zespoły. Mogę tylko prosić opatrzność o pogodę.

I co z przyszłością? Mistrzostwa w Lahti za rok, igrzyska w Pjongczang za dwa. Uda się do tego czasu nadrobić straty w wyścigu serwismenów?

- O przyszłości na razie nie myślę. Jeszcze mam sezon. Teraz przede mną dwa maratony, La Diagonela w Sankt Moritz i Marcialonga w Val di Fiemme. Przez najbliższe tygodnie będą takie Puchary Świata, na których nie jestem nikomu potrzebna: stylem dowolnym w Planicy i Nowym Meście. Będą tam też biegi drużynowe, których nie mam z kim pobiec. Więc teraz będę trenować we Włoszech, wystartuję w maratonach, a do Pucharu Świata wracam na początku lutego w Drammen. Tam się zaczyna seria zawodów w Norwegii, Szwecji, Finlandii. Potem jest kończący sezon Tour w Kanadzie i dopiero potem będzie myślenie o przyszłości. Trzeba zakończyć zimę, wciąż wierzę że jeszcze będzie podczas niej dobrze. Może tego nie widać i nie słychać, ale jest we mnie optymizm.

Co powiedziała Kowalczyk, a co Bjoergen? [QUIZ Z CYTATÓW]




Zobacz więcej na temat:

  • 18
  • 15
Komentarze (63)
Zaloguj się
  • labradorczyk

    Oceniono 24 razy 14

    Justyna jest super. I wcale mi nie przeszkadza, że teraz przegrywa. Dla Polski i dla narciarstwa biegowego w naszym kraju zrobiła tyle, że już teraz należy się jej pomnik. I nic w tym nie zmienią komentarze przeróżnych mądrali, którzy być może w życiu nie stali na biegówkach.

  • djgregorio

    Oceniono 23 razy 13

    Ja o pani Justynie nigdy złego słowa nie powiem ! Mistrzowie mają swoje prawa. Skończą się starty Justyny skończą się biegi w Polsce na światowym poziomie. Więc trzeba dziękować i wspierać puki Justyna biega.

  • comentarista

    Oceniono 15 razy 9

    Niektórym trudno dogodzić. Gdyby nie wystartowała, pisaliby, że stchórzyła przed młodszymi i lepszymi. Startuje - też źle, bo nie wygrywa. Ludzie, wyluzujcie. Ona jest żywą legendą narciarstwa, zrobiła tyle, że już nic nie musi. A to, że mimo słabej formy ma odwagę konfrontować się z młodszymi i lepszymi zawodniczkami, dowodzi tylko jej klasy. Zresztą jest to dla niej lekcja pokory, bo swego czasu wpadła w taką pychę, że aż przykro się czytało jej niektóre wpisy na FB. To, że czerpie z tej lekcji, również bardzo dobrze o niej świadczy.

  • iarna

    Oceniono 15 razy 7

    Dzięki Justyna za wszystkie medale, puchary i wygrane. To był fajny, dobry kawałek mojego życia emocjonalnego, jako kibica i nie tylko. Zdrowia.

  • agentwrogiegoukladu

    Oceniono 10 razy 6

    aż się chce na te narty wskoczyć i krzyknąć Justynie "daj waść, acz ja pobruszam, a Ty zasłużenie poczywaj", ale kurcze - padłbym pewnie trupem po 400 metrach

  • adam_nar

    Oceniono 13 razy 5

    Justyna bez formy plasuje się regularnie na miejscach od 15 do 30. Inne nasze zawodniczki (poza Jaśkowiec może) w formie plasują się w pobliżu 30 miejsca, ale bliżej im do poziomu 40-50. Justynie należy się ogromny szacunek, bo gdyby jej nie było, biegi narciarskie w Polsce nie istniałyby w ogóle. Byłoby coś jak męski biathlon bez Tomasza Sikory - minęło już tyle lat, a następców nie ma...

  • astronombosy

    Oceniono 9 razy 3

    Na kogo głosowałaś Justyno? Pytam, bo nie wiem czy jeszcze z Tobą sympatyzować. Jak na PiS to nie masz jednego kibica.

  • alinawaza

    Oceniono 11 razy 3

    Justyna nie przejmuj sie tymi glupimi pytaniami i uwagami. Dla wielu swoje juz zrobilas. Kazdy rozsadny czlowiek wie, ze nie mozna caly czas walczyc na rownym poziomie z armia norwezek, a pseudo pismakom proponuje wyjsc od czasu do czasu zza biurka i pocwiczyc choc troche bo z tresci wynika, ze sportem w realu to nie macie nic wspolnego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Biegi narciarskie mężczyzn - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Martin Johnsrud Sundby (Norwegia) 2191
    2 Finn Haagen Krogh (Norwegia) 1468
    3 Petter Northug (Norwegia) 1362
    4 Siergiej Ustiugow (Rosja) 1159
    5 Niklas Dyrhaug (Norwegia) 995
    6 Maurice Manificat (Francja) 881
    7 Didrik Toenseth (Norwegia) 871
    8 Emil Iversen (Norwegia) 727
    9 Alex Harvey (Kanada) 709
    10 Hans Christer Holund (Norwegia) 706
    63 Maciej Staręga (Polska) 91

    • Lider PŚ
  • Biegi narciarskie kobiet - Puchar Świata

    lp. zawodniczka punkty
    1 Therese Johaug (Norwegia) 2681
    2 Ingvild Oestberg (Norwegia) 2302
    3 Heidi Weng (Norwegia) 2172
    4 Krista Parmakoski (Finlandia) 1335
    5 Charlotte Kalla (Szwecja) 1217
    6 Maiken Caspersen Falla (Norwegia) 1151
    7 Astrid Uhrenholdt Jacobsen (Norwegia) 1142
    8 Jessica Diggins (USA) 1128
    9 Kerttu Niskanen (Finlandia) 1120
    10 Anne Kylloenen (Finlandia) 1025
    16 Justyna Kowalczyk (Polska) 598

    • Lider PŚ