Sport.pl

MŚ w Falun. Kalla wróciła, Szwecja odetchnęła

- To dobry prognostyk przed mistrzostwami - stwierdziła Charlotte Kalla po tym, jak w niedzielę w Oestersund dała popis formy, wygrywając bieg na 10 km "łyżwą" w Pucharze Świata. "Przebiła wszelkie oczekiwania. Jeszcze miesiąc temu i fizycznie, i psychicznie była w dołku, a teraz - czy jej się to podoba, czy nie - jest wielką faworytką" - pisze "Svenska Dagbladet". Jeśli Kalli nie zje olbrzymia presja, na MŚ w Falun może przyćmić wielką Marit Bjoergen. Początek imprezy 18 lutego, relacje na żywo w Sport.pl
W listopadzie i grudniu ubiegłego roku wystartowała w ośmiu biegach trwającego sezonu Pucharu Świata. Na podium stanęła tylko na "dzień dobry", zajmując trzecie miejsce na 10 km "klasykiem" w Kuusamo. Kiedy światowa czołówka walczyła w Tour de Ski, ona pracowała nad formą w kraju, m.in. biegając w Falun w Pucharze Skandynawii. Tam wygrała 10 km stylem klasycznym, ale w biegu łączonym była dopiero czwarta, tracąc do najlepszej Astrid Jacobsen aż 41 sekund.

Burza po ciszy

- Nie wiem, co się dzieje z moją formą. Jeżeli nic się nie zmieni, nie mam czego szukać na mistrzostwach świata - rozkleiła się przed kamerą szwedzkiej telewizji.

Wszystko działo się zaledwie miesiąc temu. Na pomoc największej szwedzkiej nadziei na medale domowych mistrzostw ruszył cały sztab kadry. - Zamykamy drzwi - powiedział mediom opiekujący się zawodniczką psycholog Thomas Nilsson. - Za dużo jest rad i opinii, wszyscy liczą medale, jakie zdobędzie Charlotte, a tylko ona sama wie, jak wygląda sytuacja - tłumaczył. - Do Falun, z wyjątkiem Pucharu Świata w Oestersund, będzie z naszej strony kompletna cisza - dodawał.

I Kalla rzeczywiście przez ostatni miesiąc prawie nie istniała. Nie odebrała nagrody dla najlepszego sportowca Szwecji (pokonała m.in. Zlatana Ibrahimovicia), a pojawiła się tylko raz, gdy pod koniec stycznia wygrała masowy bieg na 20 km, w którym kobiety startowały razem z mężczyznami. Pokonała wielu uczestników Biegu Wazów, zgarnęła śmieszną jak na trofea, które już ma, nagrodę w postaci bonu na zakupy o wartości do 400 koron (prawie 200 złotych), porozmawiała z dziennikarzami z regionalnych mediów, rozdała trochę autografów i znów wróciła do swojej samotni. Wróciła już w lepszym nastroju. - Ten start bez obciążenia psychicznego, bez kamer i agresywnych pytań największych gazet był bardzo potrzebny. Charlotte do nas wraca i teraz już wszystko idzie zgodnie z planem - mówił Nilsson.

W niedzielę Kalla wróciła już na dobre. Znów jest tą niesamowitą dziewczyną z igrzysk w Vancouver i Soczi.

Znany scenariusz

Tylko teraz ma - mimo wszystko - łatwiej. Przed rokiem Kalla przeszła załamanie nerwowe na kilka dni przed rozpoczęciem igrzysk w Soczi. - Nie byłam przygotowana na tak wielkie natężenie stresu. Punktem kulminacyjnym była konferencja prasowa przed moim pierwszym startem. Coś we mnie pękło, chciałam jedynie uciec i płakać. Nigdy wcześniej nie czułam się tak źle - opowiadała kilka miesięcy po olimpijskich zmaganiach. To w poprzednim sezonie sztab szwedzkiej kadry przećwiczył program ochrony Kalli, który w życie wdrożono i tym razem.

Po pierwszych startach kierownik reprezentacji Rikard Grip zapowiedział mediom, że aż do igrzysk Kalla będzie nieuchwytna. - Po świetnych wynikach w Kuusamo i Lillehammer Charlotte stała się celem wszystkich naszych mediów. To przekroczyło granice zdrowego rozsądku. Nawet wewnętrzne wydawnictwa szwedzkiej poczty, morskiej służby ratunkowej oraz magazyny kynologiczne proszą o umówienie wywiadu z nią do świątecznego wydania - denerwował się rzecznik ekipy Torbjoern Norvall.

To był moment, w którym trzeba było jasno wyznaczyć granice. Rozkochani w swej biegaczce Szwedzi musieli zrozumieć, że jeśli ma ona powtórzyć sukcesy z Vancouver - na swych pierwszych igrzyskach indywidualnie zdobyła złoto, a w sprincie drużynowym srebro w parze z Anną Haag - to nie może dłużej zachowywać się jak po tamtym sezonie. Wówczas, na fali popularności ścigała się nawet z koniem, który wygrał 201 z 234 gonitw, w jakich wystartował. Telewizyjny show, w którym biegnąca po sztucznym śniegu Kalla aż do 99. metra wyznaczonej "setki" wyprzedzała galopującego po torze obok kłusaka, oglądało pół kraju. - Wygrał rzutem na taśmę. Kiedyś chciałabym się zrewanżować - mówiła wtedy zawodniczka. Później zrozumiała, że chcąc sięgać po medale wielkich imprez, trzeba mieć inne priorytety.

W Rosji, już po załamaniu, o jakim później opowiedziała, szwedzka multimedalistka była jedną z najbardziej niedostępnych dla mediów uczestniczek igrzysk. Dziennikarze tylko obserwowali, jak czas między startami spędza z mamą i siostrą, jak odwiedza fryzjera i gabinet kosmetyczny, a nawet jeździ do spa, by tam odpoczywać. A kiedy już Kalla się odezwała, to wiedziała, co mówi. - Już dawno zaplanowałam wszystko tak, by moja forma była najwyższa właśnie na ten start. Wszystko idzie po mojej myśli, czuję, że dopiero się rozkręcam - tłumaczyła przed sztafetą, gdy ciężar presji zrzuciła już z siebie, zdobywając srebrne medale w biegu łączonym i na 10 km "klasykiem". W sztafecie osobiście wywalczyła dla kraju złoto. Kiedy ruszała na ostatnią zmianę, do prowadzących Finki Kristy Lahteenmaki i Niemki Denise Hermann traciła 26 sekund. - Czekałyśmy na jej finisz, a ja nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. To było szalone, ona biegła jak Bóg - mówiła później o Kalli Haag. To ona zanotowała do rywalek taką stratę, jakiej właściwie nikt na dystansie ledwie pięciu kilometrów nie ma prawa odrobić. Ale Kalli chyba nikt nie powiedział, że tego się nie da zrobić. I ona to zrobiła.

Mistrzyni bez medalu

Teraz, po tym, jak w Oestersund wyprzedziła drugą Marit Bjoergen aż o 36,4 i trzecią Theresę Johaug o 53,6 s, Szwedzi znów spodziewają się po niej cudów. "Niesamowicie podniosła temperaturę mistrzostw" - zachwyca się "Svenska Dagbladet". Szwedzka prasa co prawda zauważa, że Kalla biegła na "świeżych nogach", a Bjoergen i Johaug miały za sobą sobotni sprint, ale przecież podczas mistrzostw Kalla też nie zamierza startować w sprincie, który je otworzy (19 lutego). "Jej wielkim dniem ma być dzień rywalizacji na 10 km stylem dowolnym, ale wyraźnie widzimy też medal w sobotę, bo przecież Charlotte jest wicemistrzynią olimpijską w biegu łączonym" - pisze "SVD".

Psychologowie mogą się na dziennikarzy zżymać, bo ci rzeczywiście poddają Kallę ogromnej presji. Ale czy nie mają racji, pisząc, że Charlotte "czy jej się to podoba, czy nie, jest wielką faworytką?". Przecież ktoś, kto w swym pierwszym biegu na igrzyskach od razu zdobył złoty medal (10 km "łyżwą w Vancouver, w 2010 roku), kto indywidualnie wywalczył na igrzyskach już trzy krążki, musi wreszcie sięgnąć po pierwsze, indywidualne medale mistrzostw świata. Kalla brała udział już w czterech imprezach tej rangi i na podium stawała tylko wspólnie z koleżankami, natomiast sama zajmowała najwyżej czwarte miejsca. Zresztą sztab może sobie pogratulować, bo i tak na bardzo długo udało mu się odciąć swą gwiazdę od obciążających wymagań i oczekiwań.

Czy wiesz, skąd wzięły się nazwy klubów sportowych? [QUIZ]


Więcej o:
Komentarze (15)
MŚ w Falun. Kalla wróciła, Szwecja odetchnęła
Zaloguj się
  • amg53

    Oceniono 64 razy 34

    gdyby zamiast Kalli bohaterką tego artykułu była Justyna Kowalczyk, to można sobie wyobrazić fale obelg,pomówień,całego zbioru fekalii jakie produkują chore umysły szambiarzy tego forum z somekindofhope na czele.A w kwestii przegranej przez Maryjana- jak dla mnie to zmyłka taktyczna,wziął mniejszą dawkę chemii albo i w ogóle nie wziął.Ale jak przyjdzie co do czego to na MŚ rywalki będa tylko oglądać plecy i wdychać smród oparów dopalaczy wydzielanych przez turbiny Maryjana.

  • asz-las

    Oceniono 13 razy 3

    Jak ma astmę jest pewniakiem

  • somekindofhope

    Oceniono 6 razy -2

    Mistrzyni jest tylko jedna. W tym sezonie z Pucharem Świata i triumfem w TdS. Do pełni osiągnięć brakuje 3 złotych medali. Kowalczyk niech wraca, bo będzie bita w każdej konkurencji.

  • stachu.z.hezbollahu

    Oceniono 13 razy -9

    Już byłbym pewien, że w tytuł na głównej to o Kowalczyk, gdyby nie zdjęcie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX