Sport.pl

Tour de Ski. Góra dla wariatek

:
-
Justyna Kowalczyk przez dwa lata przegrywała z Marit Bjorgen, ale na morderczym podbiegu pod Alpe Cermis może się zrewanżować. I wygrać Tour de Ski, najważniejszą imprezę sezonu. Transmisja z decydującego biegu w niedzielę w Eurosporcie i TVP 2, relacja na żywo w Sport.pl od 12:30.
Sobotni bieg na 10 km stylem klasycznym w Val di Fiemme był tylko emocjonującą przystawką przed niedzielną ucztą - liczącym ponad 3 km podbiegiem na Alpe Cermis. Przystawka smakowała wyśmienicie, Polka pobiegła fantastycznie, rzec można fenomenalnie. To był start jak marzenie -Bjorgen została zdeklasowała. Kowalczyk prowadziła od startu do mety, wygrała obie lotne premie i była pierwsza na finiszu. Nadrobiła nad rywalką ponad 18 sekund i w niedzielę dziś o 12.30 na trasę ostatniego etapu ruszy o 11,5 sek przed Norweżką. W biegach narciarskich taka przewaga to tyle co nic. Przez ponad pięć kilometrów pojadą razem, potem zacznie się morderczy podbieg.



W sobotę Polka odzyskała czerwoną koszulkę liderki, którą straciła w czwartek. - Udowodniła, że jest bardzo dobrze przygotowana - powiedział trener Aleksander Wierietielny. - Dziewczyna, która na początku sezonu wygrywała z Justyną o dwie minuty, w czwartek na 15 km łyżwą była lepsza tylko o dwie sekundy. Przed Tour de Ski słyszałem opinie, że przed Alpe Cermis będzie miała sześć minut przewagi. Nic z tego! Tutaj jadą równo. Nie powiem, że Justyna jest lepsza, ale na pewno nie jest gorsza! Obie wygrały po cztery etapy, po trzy razy były na drugim miejscu i raz na trzecim.

- Poza startem na 3,3 km klasykiem, który troszkę zepsułam, wszystko robię lepiej, niż potrafię - dodała Kowalczyk świadoma przewagi nad Bjorgen. Wystrzeliła z formą w idealnym momencie, czym bardzo zaskoczyła pewną siebie Norweżkę. - Nie spodziewałam się, że Kowalczyk będzie aż tak mocna - powiedziała rywalka o Polce.

Norweżce nigdy nie było po drodze z rozgrywanym od sześciu lat Tour de Ski. W pierwszej edycji zajęła drugie miejsce, ale wtedy nie trzeba było się wspinać na Alpe Cermis. Spróbowała tylko raz - w 2009 roku - ale wypadła katastrofalnie (osiągnęła 29. czas) i aż do teraz więcej się pod tą górą nie pojawiła.



W dwóch ostatnich sezonach całkiem rezygnowała z TdS, tłumacząc się przygotowaniami: najpierw do igrzysk olimpijskich w Vancouver (2010), a potem do MŚ w Oslo (2011). Tam osiągnęła wręcz nieziemską formę. W Kanadzie wywalczyła dwa złota, w swojej ojczyźnie aż trzy. Do tego z Norwegią wygrywała bieg sztafetowy. Z Kowalczyk przegrała tylko raz: olimpijskie 30 km klasykiem.

Polka kolekcjonowała Kryształowe Kule za Puchar Świata - zdobyła je trzy z rzędu. Pod nieobecność Bjorgen wygrała dwie ostatnie edycje Touru. Wie, jak boli niedzielna wspinaczka, o której trener Wierietielny mówi: - To nie ma nic wspólnego z biegami narciarskimi, to jest człapanie pod górę.

W trzech ostatnich sezonach Polka za każdym razem miała w tej wspinaczce czwarty czas. I choć bardzo boi się tej góry, to Bjorgen na pewno boi się jeszcze bardziej. W tym roku niespełna 31-letnia biegaczka z Rognes przyjechała na niemiecko-włoskie trasy Touru i zapowiedziała, że chce wreszcie wygrać. Wszystkie inne trofea już w kolekcji ma. Niespodziewanie jednak dla siebie absolutna hegemonka z początku sezonu, kiedy wygrywała pięć z siedmiu startów, napotkała mocny opór Polki. Klasę Kowalczyk dostrzegli norwescy dziennikarze. Jest ich na TdS tylu, ilu przedstawicieli mediów ze wszystkich innych krajów razem wziętych. W Norwegii biegi są sportem narodowym.

W ostatnich dwóch latach, dopóki Bjorgen wygrywała, drugiej na mecie Polki, która ostro wypowiadała się na temat chorej na astmę rywalki, jakby nie dostrzegali. Traktowali jak ubogą krewną swojej królowej Marit.

Na tegorocznym Tour de Ski zaczęli o niej pisać i rozmawiać. Jej zwycięstwo nad Bjorgen w sprincie klasykiem nazwali "deklasacją", ale potrafili też dokuczać i prowokować.

Pytali Justynę, czy naprawdę spróbuje zażyć symbicortu - zawierającego niedozwolone środki dopingowe lekarstwa przeciwastmatycznego Bjorgen. W odpowiedzi usłyszeli: "it's not your problem".

Przedstawiciel norweskiej telewizji sugerował, by zakończyła konflikt z Bjoergen. Mówił, że Marit oczekuje przeprosin za wszystkie przykre słowa użyte przez Polkę. Ta odparła, że to jej prywatna sprawa i ucięła dyskusję. Bjorgen stwierdziła: "Szanuję Kowalczyk jako sportowca, ale poza tym nie mamy wiele wspólnego".

Przyjazne gesty i uśmiechy kończą się zaraz za metą, gdzie jedna drugiej gratuluje występu. - Nie musimy się kochać. Mam koleżanki wśród biegaczek. Są z Rosji czy Ukrainy, ale nie z Norwegii. I tyle. Lepiej zajmijmy się sportem - podsumowuje sprawę Kowalczyk, która jest zmęczona Tourem, ale też podbudowana. Energii dodały jej sukcesy i świadomość szansy na pokonanie Bjorgen w najbardziej prestiżowej imprezie sezonu.

Wszystko ma rozstrzygnąć się na niedzielnym podbiegu. Zawodniczki ruszą ze stadionu w Lago di Tesero według kolejności w klasyfikacji TdS - Justyna jako pierwsza, 11,5 sek za nią Marit. Szybko się zrównają i po 5 km dojazdu do góry rozpocznie się mordęga. Na dystansie 3650 m narciarki pokonają przewyższenie 425 m (metę usytuowano na wysokości 1278 m). Największy kąt nachylenia wynosi 28 proc., a średni ponad 12 proc.

- Ta wspinaczka nie ma nic wspólnego z biegiem. Ale ludzie chcą zobaczyć ból na naszych twarzach - mówiła kiedyś Kowalczyk. - Odbywają się tam slalomy alpejskiego Pucharu Świata. I tylko raz w roku kilkadziesiąt wariatek "dmucha" pod górę, na którą nikt nie podjechałby nawet rowerem. Ale wielki wysiłek to wartość dodana naszego sportu. Dzięki temu ludzie bardziej się nim interesują.

Finałowe podejście zabierze im ponad 20 minut. Bjoergen zapowiada walkę, ale po sobotnim biegu norwescy dziennikarze wyglądali na pogodzonych z losem. Gdy Kowalczyk odjeżdżała Bjoergen, z niedowierzaniem patrzyli w wielki telebim. Na twarzach było widać rozczarowanie i bezsilność. Jakby nie wierzyli w to, co widzą. Ich faworytka przegrywała w sposób, w jaki wygrywała, gdzie i co chciała. - Gdyby mogła biec szybciej, na pewno byłaby obok mnie - mówiła po biegu Polka. - Jestem przekonana, że dała z siebie wszystko. Nie jest jednak przyzwyczajona, że przybiega na metę druga. Ja się zdążyłam przyzwyczaić i mnie to już tak nie boli jak ją.

W porównaniu z niedzielnym podbiegiem sobotnie 10 km klasykiem wyglądało niewinnie, choć miało strome podejście (20 stopni nachylenia). To wszystko już za nimi. Reszta biegaczek się nie liczy. Została tylko Polka i Norweżka.

- Jestem przekonany, że Bjorgen nie spróbuje uciekać przed podbiegiem, tylko razem zaczną się wspinać. I zobaczymy, kto będzie pierwszy na górze - mówi trener Wierietielny.

A Justyna dodaje: - Nie mam zielonego pojęcia, co się stanie. Nie potrafię określić, jak mocna będzie Marit na podbiegu. Ale wiem jedno: będzie walczyła z całych sił. Tego można się po niej spodziewać zawsze, wszędzie, o każdej porze dnia i roku. Przed startem pytań bez odpowiedzi jest wiele: która z nas okaże się wytrzymalsza? Która będzie silniejsza? Której głowa bardziej wytrzyma? Która będzie bardziej odporna na ból? Której narty pojadą lepiej? Mam wielki respekt do tej góry, bo wiele razy musiałam ją pokonać. Bywało różnie: świetnie, dobrze i źle, gdy biegłam na antybiotyku. Z tą górą mam więc związany cały wachlarz emocji. Marit była na niej dawno i było jej ciężko. Dla żadnej z nas to nie będzie ot, taki zwykły start, jak choćby ten na 10 km. To będzie walka z samym sobą. A dopiero później z rywalką. Wszystko jest otwarte, ale cieszę się, że to ja prowadzę. Bez względu na to, co się stanie w niedzielę, wyjadę stąd zwycięska.

Klasyfikacja generalna Tour de Ski:

lp. zawodniczka kraj czas
1. Justyna Kowalczyk Polska 2:17:36.0
2. Marit Bjoergen Norwegia 2:17:47.5
3. Therese Johaug Norwegia 2:22:25.1
4. Charlotte Kalla Szwecja 2:23:38.8
5. Krista Lahteenmaki Finlandia 2:23:50.4
6. Marthe Kristoffersen Norwegia 2:24:11.6
7. Katrin Zeller Niemcy 2:24:17.4
8. Kikkan Randall USA 2:24:18.2
9. Aino-Kaisa Saarinen Finlandia 2:24:50.1
10. Astrid Jacobsen Norwegia 2:25:05.2
Więcej o:
Komentarze (58)
Tour de Ski. Góra dla wariatek
Zaloguj się
  • promemo

    Oceniono 21 razy 19

    Dzisiejszy bieg to była piękna, zacięta walka między Bjoergen a Kowalczyk - godne siebie rywalki - i na końcu wielkie zwycięstwo Kowalczyk !
    To się ceni, to się pamięta, to jest istota sportowej rywalizacji.
    Jutro... też będzie dzień, miejmy nadzieję że równie radosny. Ale to w końcu jest tylko sport.

    P.S Niejaki p. Błoński sam się deklasuje jako komentator, po raz kolejny.

  • w.regis.04

    Oceniono 13 razy 13

    @Gość: bbb
    Odnoszę wrażenie, że narciarstwem klasycznym interesujesz się raz od wielkiego dzwonu :-)

  • staryszort

    Oceniono 15 razy 11

    polskanorwegia2012:

    "...a dla biednej Justyny to zasrany obowiązek!!! "
    Ty, to chyba jesteś tym "kibicem Marit, który potrafi się zachować" albo cóś.

    Wiem, jesteś wściekły, że Kowalczyk zdeklasowała dzisiaj twoją idolkę i zdeklasowała resztę Norweżek, które jechały drużynowo przecie Polce by zabrać Jej wszystkie premie i na koniec umożliwić zwycięstwo twojej idolce.
    Stało się inaczej. Najpierw spuchła "Drużyna Norweżek" wspierająca swoja liderkę, następnie puchła i puchła aż spuchła sama liderka.
    Brawo Justyna!

  • zibi2050

    Oceniono 8 razy 8

    Te ,albinnos- brakuje ci nie tylko pigmentu , ale też mózgu, przygłupie.

  • waldziuu

    Oceniono 8 razy 8

    @albinnos
    ale jestes gotów odszczekać to wszystko pronorweski psie ?

  • totyczyja

    Oceniono 7 razy 7

    @albinnos
    Jakie to typowe dla "prawdziwych Polaków". Siedzi i zagryza palce, modli się, żeby Polka przegrała. Tylko tyle potraficie pseudo patrioci. Żenada. A tak na marginesie, kup sobie okulary, jak pani Kowalczyk ma szeroką dupę, to ty masz "szafę 3-drzwiową z lustrem".

  • ulisses-achaj

    Oceniono 8 razy 6

    @albinnos
    Rozumiem że można kibicować każdemu, niekoniecznie Kowalczyk. Ale ty, o ile to nie jest twoja praca, jątrzysz i prowokujesz, tyle że nawet jeżeli za to ci płacą, styl i sformułowania których używasz obnażają cała biedę umysłu, prostactwo i zwykłe organiczne chamstwo. Ale najważniejsze, że głupota nie boli. Nikomu, tobie także nie życzę ustawicznego cierpienia, a cierpiałbyś od rana do położenia sie spac .. .. :-)

  • w.ciemie.bity

    Oceniono 6 razy 6

    „Oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa” – i tak jest z Justyną.
    Bo Justyna, to sam w sobie, czysty źródlany sport, nie zamącony dopalaczami, jak u norweskich ćpunów i etycznych brudasów.
    Justyna, jej wspaniała jazda, to boski śpiew wiatru, to powiew świeżego, przeźroczystego powietrza z nad pięknych polskich gór, z urzekającego Beskidu i Tatr.

    Justyna, to zdrowy duch w zdrowym ciele.
    I dlatego, w przeciwieństwie do norweskiej „fabryki zła”, w przedostatnim biegu Tour de Ski wygrała i jest jego liderką.
    I za to, co już zrobiła, że nam polskim kibicom sprawia wiele emocji i radości a Polsce chwały – należą się ogromne brawa i podziękowanie. A też dla całej ekipy, dla serwismenów i trenera pana Aleksandra Wierietielnego.
    A przy okazji, gratulacje dla Justyny za wygranie plebiscytu na polskiego Sportowca Roku 2011.
    Wszystkiego dobrego pani Justyno!!

  • Gość: Ja

    Oceniono 6 razy 6

    @albinnos
    Pewne jest tylko jedno - jesteś durniem :)

    Możesz sobie kochać Marit, ale nie doceniać Justyny, to typowe dla "prawdziwego polaka".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX