Sport.pl

Biegi narciarskie. Trzy tygodni harówki Justyny Kowalczyk w Nowej Zelandii

Jedziemy trenować technikę: zjazdy, zakręty, podbiegi. Temperatura 12 stopni poniżej zera, śniegu na półtora metra - mówi trener Aleksander Wierietielny przed miesięcznym zgrupowaniem Justyny Kowalczyk w Nowej Zelandii.
- Nawet nie pamiętam, kto wpadł na pomysł, żeby tam pojechać. Wyszło spontanicznie, ale oboje byliśmy zgodni, że to konieczne - opowiada Wierietielny. To radykalna zmiana przygotowań do sezonu triumfatorki trzech ostatnich edycji Pucharu Świata. W poprzednich latach Polka jeździła w sierpniu na Litwę, do miejscowości Raubicze. - Nie wymyślamy prochu, w Nowej Zelandii trenują Amerykanie, Kanadyjczycy i Rosjanie, będzie z kim się ścigać, bo czekają nas trzy starty w zawodach FIS. Jeden w sprincie, dwa na dystansach klasykiem i łyżwą - tłumaczy trener.

- Zimą Justysia startuje 46 razy w cztery miesiące, do tego trzeba doliczyć przejazdy. Nie ma czasu na pracę nad techniką albo ciężkie zajęcia na śniegu. Dlatego ten wyjazd jest w tym momencie przydatny. Od maja byliśmy na obozach w Ramsau, Zakopanem i Otepää. Od krosów po asfalcie i ciężkich zajęć zaczęły pojawiać się drobne urazy. Na śniegu Justyna lżej trenować nie będzie, ale co innego biegać na nartach, a co innego jeździć na rolkach po szosie - mówi Wierietelny.

Bagaż Wierietielnego będzie ważył około 50 kg. Będzie pełnił nie tylko funkcję szkoleniowca, ale i serwismena, dlatego zabiera też smary. - Lecimy na 26 dni, tak długiego zgrupowania jeszcze nie mieliśmy. Ale prawie cztery doby spędzimy w samolocie. Zwykle obozy nie trwają dłużej niż trzy tygodnie. Po powrocie będzie pięć dni wolnego. We wrześniu jedziemy do hiszpańskiego Sierra Nevada bardzo ciężko trenować na rowerze, nartorolkach i w siłowni na wysokości ponad 2 tys. metrów. Potem już tylko lodowiec w Ramsau i zaczyna się sezon - mówi trener.

Pytany o rywalki odpowiada, że nie bardzo się nimi zajmuje. Najgroźniejsze będą Norweżki, które - z Marit Bjorgen i Therese Johaug na czele - zapowiadają ostrą walkę z Kowalczyk o odebranie Justynie Kryształowej Kuli oraz wygranej w prestiżowym Tour de Ski (Polka wygrała dwie ostatnie edycje). Na razie cierpiąca na paniczny lęk wysokości 23-letnia Johaug, tegoroczna mistrzyni świata w biegu na 30 km, wspięła się na Mount Blanc (4810 m n.p.m.). Norweskie gazety napisały, że na szczycie krzyczała i płakała, że już się nie boi. - Myślałem, że osoby chore na astmę nie chodzą po górach na takich wysokościach. Ale może miała ze sobą aparaturę tlenową ułatwiającą oddychanie. Podziwiam ją, bo przecież astmatycy źle czują się na nizinach, a ona zaszła tak wysoko - ironicznie skomentował Wierietielny. - Mamy swój plan. Choć nie ma MŚ i igrzysk, to sezon będzie tak samo ciężki jak poprzednie. Żadnych eksperymentów nie przewiduję. Jeśli Justynę ominą choroby i kontuzje, to może być udana zima.

'Głowa rządzi, a ciało napierd...'. Jak przemowa trenera może wyglądać w realu [TYLKO DLA DOROSŁYCH]




Po całym świecie w poszukiwaniu formy »


Więcej o: