Sport.pl

Narciarskie MŚ. Między nami dziewczynami

:
-
Dzięki świetnemu biegowi Justyny Kowalczyk polska sztafeta skończyła bieg 4x5 km na ósmym miejscu. Miejsce dobre, ale drużyna nie stanowi monolitu. Czwarte złoto na mistrzostwach świata w Oslo wywalczyła Marit Bjoergen, liderka Norweżek.
Pożegnanie Adama Małysza - serwis specjalny Sport.pl



Justyna zdeklasowała rywalki na pięciokilometrowej pętli, wyprowadzając drużynę z 13. aż na czwarte miejsce. Norweżkę Theresę Johaug wyprzedziła o prawie 15 sekund. Gdyby nie fantastyczny bieg Kowalczyk techniką klasyczną na drugiej zmianie, nie byłoby później uśmiechów młodych koleżanek: Eweliny Marcisz, Pauliny Maciuszek i Agnieszki Szymańczak.

Nie da się jednak ukryć, że w tej grupie nie zawsze im do śmiechu. - Nieciekawa sytuacja, ale na wyniki nie wpłynęła. Chodzi o sprawy między nami - powiedziała Marcisz. - Zrobiono z tego wielkie "halo", ale już będzie między nami lepiej. Wiadomo, jakie są dziewczyny. Jedna coś powie, druga nie chce być gorsza, dokręca śrubkę i potem wychodzą z tego problemy. W czasie biegu dałam z siebie wszystko. Nie wiem, jak reszta dziewczyn, ale ja jestem z siebie zadowolona.

Inne biegaczki - oprócz Kowalczyk, bo jej sprawa w ogóle nie dotyczy, jest z boku grupy - nie przyznają się do sporów, ale wiadomo, że nowe w kadrze, czyli Marcisz i Szymańczak, niespecjalnie przepadają za trochę bardziej doświadczoną Maciuszek.

Dwa lata temu w Libercu córka byłego mistrza świata w biegach Józefa Łuszczka i biegaczki Michaliny Maciuszek - razem z Sylwią Jaśkowiec (wraca do formy po urazie barku), Kowalczyk i Kornelią Marek (minął właśnie rok z dwuletniej dyskwalifikacji za doping w Vancouver, za 12 miesięcy chce wrócić na trasy) - zajęły szóstą pozycję w sztafecie.

Wczoraj nie było szans na powtórkę tamtego wyniku. Z obozu trenera Wiesława Cempy dobiegały za to pomruki. Gdy Szymańczak zaczęła narzekać na kontuzję mięśnia, Maciuszek odpowiedziała: "Takie urazy to ja mam na co dzień i nie ma sensu mówić, że rano boli, skoro wieczorem przestaje". - Zajął się mną doktor Winiarski oraz fizjoterapeuci naszych skoczków i wszystko jest w porządku. Pobiegłam w sztafecie, w sobotę startuję na 30 km łyżwą - mówiła Szymańczak.

Po słabych pierwszych startach Maciuszek powiedziała: "Jestem nieprzygotowana do tych mistrzostw". - To nie był atak na trenera, tylko na samą siebie. Zła jestem, bo popełniłam błędy i tutaj nie mam odpowiedniej formy, ale to sport i tak bywa. W sztafecie utrzymałam się Słowenki i Niemki, czyli dobrych rywalek. Kilka sekund straty do nich to tyle co nic - tłumaczyła wczoraj. - Konflikt? Zapraszam do nas z kamerą na cały dzień i wtedy przekonają się panowie, że jest fajnie. A że czasem zaiskrzy? Między nami dziewczynami tak już jest. Wśród kobiet nigdy nie ma tak, by było super.

- Zgrzyty między nami są, ale naszym zadaniem było zajęcie minimum ósmego miejsca i się udało - zakończyła Szymańczak. - Ministerialne stypendium dostaniemy, i o to też chodziło, bo u nas jest krucho z pieniążkami. Trener Cempa też się ucieszy, nie wiem tylko jak Justyna.

Justyna Kowalczyk po sztafecie:

Nerwowo zaczęłam swoją zmianę, średnio było taktycznie i technicznie, ale wynik mnie satysfakcjonuje. Potraktowałam te pięć kilometrów jako poważny start w sztafecie, a nie jakieś przetarcie przed sobotnim biegiem na 30 km. Chciałam pomóc jak najbardziej i wyprowadziłam zespół z trzynastego miejsca na czwarte. Na igrzyskach z jedenastego miejsca przesunęłyśmy się na pierwsze, więc i takie rzeczy się zdarzają. Ewelinka pobiegła bardzo fajnie, nawet jej krzyknęłam, że było super. Miała nie stracić kontaktu z kimkolwiek i była blisko Ukrainek, Słowenek, za nami Francja.

Z dziewczynami nie mam za dużego kontaktu, a każdą z nich lubię. A to, że one mają między sobą jakieś utarczki, to już nie moja wina. W piątek przyjadę na trening, zobaczę trudniejsze odcinki trasy na 30 km i przetestujemy narty, bo na pewno będziemy je zmieniać w trakcie biegu. Oby do niedzieli.

Wypowiedzi dotyczących Norweżek i ich problemów z astmą udzieliłam już dawno. Wszyscy znają mój punkt widzenia od dawna i to niewiele zmieniło. Powiedziałam to samo, co wcześniej. Ale teraz nie jestem już sama, choć uważam, że to jest już walka przegrana. Tyle że ja zawsze walczę o rzeczy z góry przegrane i takie, które wydają się nieosiągalne, a później wychodzi na moje. Może i tym razem?

Dziękuję naczelnemu pulmonologowi kraju, który stanął w mojej obronie. Osoba o tak wielkim autorytecie "zniżyła się" do poziomu sportu. Chyba miał dość wszystkich "naciągań" i ostatnich wypowiedzi lekarzy medycyny sportowej. Z tego co wiem, doktor Jarosław Krzywański jest internistą-traumatologiem, a doktor Robert Śmigielski jest doskonałym chirurgiem ortopedą.

Nie studiowałam nauk medycznych, ale uważam, że należy słuchać pulmonologa, który na co dzień zajmuje się setkami przypadków różnych chorób układu oddechowego.



Więcej o: