Sport.pl

Łyżwiarstwo figurowe. Na lodzie pod prąd

Anglicy już przenieśli się do Torunia na stałe, Estończycy również. Chcą też przyjechać Bułgarzy, zgłaszają się Niemcy. Tylko Polski Związek Łyżwiarstwa Figurowego Mariusza Siudka serdecznie pozdrawia, życzy mu powodzenia i cieszy się, że może uczyć się trenerki na obcokrajowcach
Żeby spotkać się z Siudkiem, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ustalamy pierwszy termin - nie może, jest zajęty. Drugi - również. Trzeci: także przekładamy. Udaje się za czwartym razem. Przyznaje: - Doba robi się za krótka.

38 lat, medalista mistrzostw świata i Europy z żoną Dorotą. W sumie 12 lat międzynarodowej kariery w łyżwiarstwie figurowym. Trzy lata temu małżeństwo Siudków wróciło z Kanady, gdzie mieli spokojną, dobrze płatną pracę trenerów. - Nigdy w łyżwiarstwie nie byliśmy potęgą i nie będziemy tak długo, jak polscy trenerzy będą wyjeżdżali za chlebem za granicę. Nie będzie dobrze, o nie. Wracając, poszliśmy trochę pod prąd - mówi Siudek.

Pomógł Marek Kaliszek. Biznesmen, szef dużej firmy brokerskiej, został prezesem klubu łyżwiarstwa figurowego Axel Toruń. W sekcji są jego dzieci - młoda para sportowa. - Czapki z głów przed nim. Pokazuje, że jednak można mieć pomysł na taki sport - mówi Siudek. Wrócili wiosną 2007 r.

Teraz grafik wypełniony w całości. 6.30 - trening z najmłodszymi. Kiedy po zajęciach dzieci z Axla idą do szkoły, chwila wolna. Gdy wracają o 14, treningi trwają do 17 lub nawet 19. - Traktujemy się poważnie. Jeśli ktoś chce coś w łyżwiarstwie osiągnąć, będzie to go wiele kosztowało. I nie mówię o pieniądzach. Uprzedzam o tym na samym początku, by nie było nieporozumień - mówi trener.

Dzięki Siudkom Toruń staje się magnesem dla europejskich par. Anglicy Stacey Kemp i David King kupili mieszkanie, trenują codziennie. I robią postępy. Na igrzyskach w Vancouver byli już lepsi od polskiej pary. Po Brytyjczykach do Torunia przenieśli się Estończycy Maria Siergiejewa i Ilia Glebow. Mieszkanie wynajęli, wyjazdu z Torunia na razie nie planują. Kiedy do Siudka zgłosili się jeszcze Bułgarzy - musiał odmówić. W grafiku było za ciasno. Tym bardziej że regularnie jeździ do Niemiec na konsultacje. Choć może się to zmieni - Niemcy też chcieliby chociażby półrocznego stażu w Polsce. Bułgarzy również się nie poddają - szef łyżwiarskiej federacji znów pytał o możliwość wysłania swojej pary do Torunia.

Ta angielska uparła się na Siudków już kilka lat temu. Jeszcze kiedy Polacy występowali na zawodach, a przy okazji pomagali trenerowi Richardowi Gaulthierowi podczas seminariów szkoleniowych, Brytyjczycy pytali, kiedy skończą karierę. Gdy Siudkowie definitywnie zjechali z lodu, dostali telefon. Anglicy chcieli tylko wiedzieć, gdzie i kiedy mają się do nich zgłosić. Płacą z własnej kieszeni. Od opłacenia trenerów, po wynajem lodu. Godzina lodowiska to 500 zł. Estończycy - jak mówi Siudek - są w podobnej sytuacji jak polscy sportowcy. Nie tylko łyżwiarze. Rachunki płaci im federacja.

Siudek: - Anglicy to świetny przykład dla Polaków. Za wszystko sami płacą, więc to powoduje, że ciężko pracują. Dla nich każda minuta jest istotna. Gdyby zawodnik musiał sam za coś zapłacić, na pewno byłoby to bardziej mobilizujące. Wiedziałby, ile kosztuje marnowanie jego czasu. Pamiętam jak w Kanadzie zawodnicy rano trenowali, a w południe szli do pracy, żeby zarobić na szkoleniowców, na lód. Kiedy zajęli 5. miejsce w mistrzostwach świata, dostali duże wsparcie ze związku. Ale najpierw musieli coś pokazać. Nie wiem, jak trenują Polacy. Ale myślę, że wielu - nawet kadrowiczów - mogłoby się od "naszych" Anglików uczyć podejścia.

Skąd toruński fenomen? Siudków reklamuje za granicą trener Gauthier: "W Polsce jest para, która uczy łyżwiarstwa tak jak on. Ta sama technika, pełne zaufanie". - Jesteśmy tańsi niż trenerzy zza oceanu. A dochodzi do tego kwestia wyników Anglików, którzy przyszli do nas sami z siebie i bardzo się poprawili.

A gdyby Gauthier właśnie zadzwonił i powiedział: "Mariusz, przylatujcie do Kanady. Mam ciekawe pary, proponuję świetne warunki finansowe". Polecielibyście? - pytam Siudka.

- Jak znam Richarda, nie powiedziałby tego. Nawet gdyby miał takie warunki, to milczałby, bo słyszał, jak bardzo chcemy wrócić do Polski, by zrobić coś dobrego dla łyżwiarstwa tutaj.

Polski związek próbował wykorzystać wasze doświadczenie?

- Nie.

Dlaczego? - pytam. Siudek milczy, wzrusza ramionami.

Niezręczny temat?

- Niezręczny.

Siudkowie szkolą więc toruńskie dzieci, utalentowaną parę 20-letniego Michała i 14-letniej Natalii Kaliszków i coraz większą grupę obcokrajowców.

Dla "Gazety" Ewa Kierzkowska

sekretarz Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego

Czasami tak jest, że federacje zgłaszają się do trenerów z innych krajów. To normalne. My np. naszą wysłaliśmy do Kanady. Anglicy nie mają u siebie dobrych trenerów, więc zgłosili się do Mariusza. Estończycy również. Ale po konsultacjach z nami, pytając, czy się na to zgadzamy. Jak najbardziej! Dla Mariusza to świetna okazja, by się uczyć na zawodnikach klasy średniej. Ale to doskonała szkoła. Chcę przypomnieć, że dopiero niedawno skończyli jeździć, więc jako trenerzy jeszcze ciągle szlifują swój warsztat, jeśli chodzi o pary sportowe. A w przypadku solistów właściwie się uczą, bo tu dłuższa droga. To, czy jest się tym dobrym trenerem, czy też nie, można ocenić dopiero po 20, 30 latach pracy.

Andrzej Bachleda - Curuś: Naszym celem są igrzyska w Soczi »

Więcej o: